Dlaczego żydowskie nazwiska brzmią po niemiecku?

W Polsce przedrozbiorowej wielu Żydów nie posiadało nazwisk, ale jedynie określenia wskazujące na pochodzenie od ojca. Był więc Mojsze ben Jaków (czyli Mojżesz syn Jakuba), czy Ibrahim Ibn Jakob. Jak widać, każde określenie, choć znaczyło to samo, pisane było odmiennie. Ale na tym nie koniec bałaganu. Zdarzali się bowiem Żydzi z nazwiskami, pochodzącymi od wykonywanych zawodów, posiadanych cech zewnętrznych czy miejscowości. Inni zaś – jakby dla przeciwwagi – posiadali kilka nazwisk, bo przecież można było wywodzić się od określonego ojca, wykonywać określony zawód, mieć jakiś wygląd i mieszkać w jakiejś miejscowości. Istny chaos. Ten osobliwy stan rzeczy postanowili uregulować po rozbiorze Polski Austriacy. Trudno było bowiem egzekwować podatki i inne administracyjne obowiązki od osób, posiadających tylko imiona, czy też posiadających nazwiska, które każdy wymawiał, jak chciał. W 1787 roku nakazano Żydom przyjmować urzędowe nazwiska, które oczywiście wywodziły się od niemieckiego. Od dobrej woli urzędnika należało to, czy Żyd otrzymał nazwisko brzmiące obojętnie czy też ośmieszające. Był więc Kleinmann (mały), Kaufmann (kupiec), Muttermilch (mleko matki), Katzenellenbogen (koci łokieć)… Czasami na surowy werdykt urzędnika była w stanie wpłynąć zawartość sakiewki.

Autorka – Agnieszka Lisak, źródło: http://www.lisak.net.pl/blog/?p=4483