Ubytek przodków

ubytek

Ubytek przodków jest sytuacją, z którą – prędzej czy później – spotka się każdy badacz rodzinnej przeszłości. Im mniejsza miejscowość, w której mieszkali nasi antenaci, tym większa szansa, że któryś z prapraprapradziadków okaże się jednocześnie naszym prapradziadkiem! Jak to możliwe?

Jak wiadomo każdy z nas ma dwóch rodziców, chociaż w przyszłości może się to zmienić… Każdy z naszych przodków miał ojca i matkę. Nie zawsze ten pierwszy był znany, ale przy poczęciu był niezbędny. Jeśli więc mamy dwóch rodziców. Ojciec i matka mają także swoich rodziców, czyli naszych dziadków – liczba się już podwaja. Dziadkowie mają swoich rodziców, pradziadkowie swoich, prapradziadkowie swoich… i można tak w nieskończoność.

Ubytek przodków: miliony antenatów

Łatwo więc obliczyć ile w każdym pokoleniu – teoretycznie – mamy przodków.

probant : 20 = 1
rodzice : 21 = 2
dziadkowie : 22 = 4
pradziadkowie :23= 8
prapradziadkowie : 24= 16
praprapradziadkowie: 25= 32
prapraprapradziadkowie : 26= 64
praprapraprapradziadkowie : 27= 128
prapraprapraprapradziadkowie : 28= 256
praprapraprapraprapradziadkowie : 29= 512
20xpradziadkowie : 222 = 4 194 304
38xpradziadkowie :240 = 1 099 511 627 776 (!)

Przy czterdziestym pokoleniu jest to już ponad BILION przodków i to od jednej osoby. Gdyby pomnożyć tę liczbę przez 7 mld ludzi żyjących obecnie na świecie to osiągnęlibyśmy niewiarygodnie wysokie rachunki.

Oczywiście nie każde pokolenie, patrząc w linii poziomej, rodzi się w tych samych latach. Ba! Czasami są to różnice nawet 50 czy 80 lat. U mnie rekordem jest dokładnie różnica 73 lat – 1690 i 1763 rok. Średnia na każde pokolenie to 25-30 lat. Zdarzają się także różnice w jednym pokoleniu sięgające 16 czy nawet 14 lat. Za datę urodzenia probanta przyjmijmy rok 1970, a za umowną różnicę w pokoleniach 30 lat.

probant : 20 = 1970 r.
rodzice : 21 =1940 r.
dziadkowie : 22 = 1910 r.
pradziadkowie :23 = 1880 r.
prapradziadkowie : 24=  1850 r.
praprapradziadkowie: 25=  1820 r.
prapraprapradziadkowie : 26=  1790 r.
praprapraprapradziadkowie : 27= 1760 r.
prapraprapraprapradziadkowie : 28=1730 r.
praprapraprapraprapradziadkowie : 29=1700 r.
20xpradziadkowie : 222 = 4 194 304 = 1370 r.
38xpradziadkowie :240 = 1 099 511 627 776 = 770 r.

Ubytek przodków: śluby między krewniakami

Teoretycznie w 40 pokoleniu, czyli przyjmując średnio w VIII wieku, każdy z nas powinien mieć na okrągło 1 bln przodków.  Na świecie żyło wówczas ok. 350 mln osób. Czyli nawet dla jednej osoby na świecie „nie starczyłoby” przodków. Gdyby tak miało być, z punktu matematycznego, to liczba ludności na świecie musiałaby z roku na rok spadać, zamiast rosnąć. To jest właśnie jedna z rzeczy, która przewyższa genealogię tudzież historię nad matematyką.

Więc w którymś pokoleniu musiał nastąpić tzw. ubytek przodków. Czyli dwie spokrewnione ze sobą osoby zawarły ślub. Nie chodzi mi o małżeństwo brata z siostrą czy matki z synem – niczym Edyp. Ale przykładowo o małżeństwo kuzynów w 3. stopniu. Ludzie ci często sami nie wiedzieli, że są rodziną. Szczególnie dotyczy to małych wsi, w których każdy z każdym był spokrewniony. Wiadomo, że w miastach była większa migracja ludzi. Podobne rzeczy działy się również w rodzinach królewskich, magnackich czy szlacheckich. Dla dobra rodziny zawsze wybierany był ktoś albo spokrewniony, albo z zaprzyjaźnionej rodziny. Nie wspominam tu o rodzinach królewskich, gdzie dochodziło do małżeństw miedzy bardzo bliskimi krewnymi.

Zapewniam więc, że nikt – przykładowo – w 16 pokoleniu (13xpra dziadkowie) nie miał 65 536 różnych bezpośrednich przodków. Czasami już na poziomie prapradziadków zdarza się ubytek przodków. Z jednej strony dobrze, bo mniej szukania, ale z drugiej źle, bo jak liczyć tychże przodków? Normalnie, tak jakby byli różni, czy każdego liczyć osobno? Oczywiście należy też mieć na uwadze ubytek potomków. Bo jeśli para spokrewnionych ze sobą osób ma dzieci, to jest tych potomków mniej, niżbyśmy oczekiwali.

Ubytek przodków: przykłady z rodziny

W moim drzewie genealogicznym pewne są co najmniej trzy pokrewieństwa pomiędzy przodkami. W dwóch aktach ślubu widnieje dyspensa, że małżonkowie spokrewnieni są w 3. stopniu. Wiadomo więc, że są spokrewnieni w linii bocznej. Jak na razie tylko w jednym przypadku udało mi się to pokrewieństwo udowodnić.

W drugim przypadku mam to samo nazwisko, bądź co bądź bardzo znane we wsi. Po drugie – osoby te urodzone był w tym samym domu. Najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, że Michał i Tomasz Laszczakowie, czyli ojcowie moich dwóch przodków, byli braćmi. Data urodzenia Michała jest mi znana, tak samo jak jego rodzice. Natomiast rodzice Tomasza stoją po znakiem zapytania. Albo jego rodzice nazywali się tak samo jak rodzice Michała, był urodzony w tym samym domu co Michał, albo… jego rodzice nazywali się inaczej urodzony…, a w dodatku też zamieszkały pod tym samym numerem domu co Michał i pierwszy Tomasz. Michał i Tomasz albo byli braćmi, albo kuzynami innej opcji nie widzę.

W każdym razie jestem „skazany” na ubytek przodków, jak każdy 🙂

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.