[wywiad] “Metryka franciszkańska i józefińska znacznie ułatwiają pracę genealoga” – Daniel Nowak

Poszukiwania rodzinne na Podkarpaciu trzeba prowadzić przede wszystkim w kancelariach poszczególnych parafii. Historyk i genealog – Daniel Nowak – przekonuje, że równie przydatne w ustalaniu informacji o przodkach mogą okazać się wszelkie katastry gruntowe.

Podkarpacie jest jednym z niewielu regionów w Polsce, gdzie wiele metryk znajduje się jeszcze w kancelariach parafialnych. Jakie trudności może więc napotkać genealog?

Trudności jest dużo. Przede wszystkim w wielu parafiach dostęp do ksiąg jest praktycznie niemożliwy. Księża nie chcą ich udostępniać z różnych przyczyn. Niektórzy tłumaczą się ustawą o ochronie danych osobowych, która przecież nie ma zastosowania do osób zmarłych. Inni po prostu nie chcą udostępniać ksiąg. Często spotykałem się z informacjami, że księgi zaginęły podczas wojny, co w wielu wypadkach nie było prawdą. Innym problemem jest trudność z wglądem do metryk, które znajdują się w Archiwum Archidiecezjalnym w Przemyślu.

Częściej doświadczył pan życzliwości ze strony księdza, czy może wręcz odwrotnie?

Więcej spotykałem się z życzliwością, co jednak wynikało z faktu, że jestem trochę znany jako regionalista, więc obdarzono mnie większym zaufaniem niż moich znajomych, którzy też próbowali swoich sił w poszukiwaniach w tym regionie.

Nie można ukrywać, że księgi, które są w parafiach, nie mają odpowiednich warunków. Czy, choćby wśród genealogów, był kiedyś pomysł, by je zdigitalizować?

Niektóre archiwa są zdigitalizowane np. księgi parafialne z Nowego Żmigrodu. Posiadam też skany z innych parafii, z których indeksy są nawet dostępne w Genetece. Ale w większości przypadków księgi parafialne leżą w nieodpowiednich warunkach w różnego rodzaju zawilgoconych szafach i ich stan jest niekiedy tragiczny. Za kilka czy kilkanaście lat może nie być po nich śladu.

Brakuje więc grupy zorganizowanych genealogów/historyków z tego regionu, których zadaniem byłoby uratowanie tych ksiąg?

To raczej nie wynika z braku takich ludzi, ale ze wspomnianych wcześniej trudności. Udostępnienie do wglądu jest łatwiejsze na wielu parafiach niż zrobienie skanów. Znam wiele osób, które próbowały to zrobić, ale spotkały się z odmową.

Kataster Galicyjski Alfabetyczny. Spis użytkowników nieruchomości, fot. Daniel Nowak

Zapewne oprócz ksiąg metrykalnych, parafie kryją także inne dokumenty, które mogą okazać się pomocne w badaniach rodzinnych. Z jakimi tego typu dokumentami się pan spotkał?

Zdecydowanie polecam zapoznanie się z dokumentami trzech katastrów, jakie opracowane były na terenie Galicji, tj. metryki józefińskiej z lat 1785–1789, metryki franciszkańskiej zapoczątkowanej na mocy patentu z 1819 roku oraz stałego katastru tzw. katastru galicyjskiego, który był opracowywany w połowie XIX wieku. Rejestry te zawierają wiele informacji o naszych antenatach. Możemy dzięki nim dowiedzieć się, gdzie ci przodkowie mieszkali, jaki areał ziemi uprawiali albo z czego żyli. Możemy też, analizując te katastry, odczytać, kto dziedziczył gospodarstwa i jak kształtował się proces rozdrabniania gruntów.

Innymi ważnymi dokumentami, choć zachowanymi w bardzo ograniczonym zakresie, są wszelkiego rodzaju księgi sądowe wiejskie albo akta miast i miasteczek. Z okresu staropolskiego polecam też zapoznanie się z księgami grodzkimi i ziemskimi dla województw: krakowskiego, sandomierskiego i ruskiego. Można w nich znaleźć inwentarze z wyszczególnieniem imion i nazwisk poddanych.

Czy między pierwszym a drugim katastrem gruntowym są istotne różnice w zawartości informacyjnej?

Tak, oczywiście. Pomiędzy tymi dwoma katastrami jest różnica ponad 30 lat. W metryce franciszkańskiej pojawiają się już następcy osób, które znajdowały się w metryce józefińskiej. Można to łatwo porównać, ponieważ ten drugi rejestr zawiera numery parcel z pierwszego spisu i nowe numery nadane w metryce franciszkańskiej. Poza tym w późniejszym katastrze znajduje się wiele innych dokumentów, jak np. rejestry nowo wybudowanych domów, sumariusze sporządzone dla każdego gospodarstwa itp. Była ona prowadzona niekiedy do końca XIX wieku, pomimo tego, że obowiązywał już nowy stały kataster.

Czy do tych spisów były dołączane mapy katastralne?

W przypadku pierwszego i drugiego katastru nie ma map. Dopiero w stałym katastrze pojawiły się szczegółowe mapy miejscowości wykonane zazwyczaj w skali 1:2880. Na mapach tych czarnym kolorem wpisane są numery parcel budowlanych. Zaglądając do dokumentu Alphabetische Verzeichnisse der Gemeinde (Alfabetyczny spis właścicieli parcel gminy), możemy odnaleźć imię i nazwisko właściciela parceli oraz numer domu, pod jakim mieszkał. Dzięki temu numerowi możemy natomiast próbować szukać informacji we współcześniejszych katastrach.

Metryka Franciszkańska. Księga pomiarowa wsi Stary Żmigród, fot. Daniel Nowak

Czy przed 1785 rokiem, choćby dla pojedynczych wsi lub mniejszych jednostek terenowych, tworzono podobne spisy?

Na mocy patentu z 1772 roku powstały rok później dla całej Galicji tzw. fasje, w których znajdują się informacje na temat poddanych z takimi danymi, jak imię i nazwisko, wielkość uprawianej ziemi, wysokość zbiorów czy ilość posiadanego inwentarza żywego, tj. bydła, koni, wołów i świń. Dokumenty te są zgromadzone w Centralnym Historycznym Archiwum Państwowym Ukrainy we Lwowie.

Księgi te są dostępne wyłącznie na miejscu?

Tak. Trzeba zrobić „wycieczkę” do Lwowa, żeby się zapoznać z tymi dokumentami. Niestety, głównie ze względów finansowych, to archiwum nie ma zdigitalizowanych materiałów.

Na pewno możliwe jest także skorzystanie z usług osób, które prowadzą kwerendy we lwowskim archiwum. Zajmuje się pan tego typu zleceniami?

Niestety w tej chwili ze względu na obowiązki zawodowe, praktycznie się tym nie zajmuję. To wymaga wyprawy na kilka dni, a ja nie mogę sobie na to pozwolić.

Czy informacje z katastrów mogą w pełni zastąpić księgi metrykalne – jeśli ich nie ma bądź jest kłopot w dotarciu do nich?

Myślę, że mogą ułatwić poszukiwania, ale nigdy ich nie zastąpią. Głównie dlatego, że księgi metrykalne zawierają dane bardziej pewne. Jest tam np. wpis w akcie urodzenia, gdzie podane są dane rodziców i to jest informacja pewna. W przypadku rejestrów można jedynie mieć wysokie prawdopodobieństwo, że dana osoba jest następca prawnym osoby wpisanej we wcześniejszym katastrze, ale pewności takiej nie ma. Większą wartość mają księgi sądowe, gdzie czasami można znaleźć nawet kilka pokoleń swoich przodków. Szczególnie ważne są w nich testamenty, w których spadkodawca wymienia zazwyczaj wszystkie swoje dzieci, a niekiedy i dalszą rodzinę.

Księgi sądowe mogą mieć zastosowanie w genealogii rodziny typowo chłopskiej?

Tak. W takich księgach bywają testamenty, ale też różnego rodzaju akta kupna i sprzedaży ziemi, a przy okazji wiele informacji o osobach, których te akta dotyczą.

Czy pomiędzy źródłami do genealogii chłopskiej i szlacheckiej „rodzin podkarpackich” widać dużą różnicę w ich różnorodności?

Niestety trudno mi porównać te dwie kwestie, głównie dlatego, że miałem zazwyczaj do czynienia z genealogią chłopską i dotyczącą miast i miasteczek. W genealogii chłopskiej można wykorzystywać przede wszystkim księgi metrykalne, katastry i ewentualnie księgi sądowe. W genealogii szlacheckiej w wielu wypadkach ilość źródeł jest większa, wspominając choćby o licznych archiwach rodzinnych, ale też o ogromnej masie informacji zawartych w prowadzonej od 1780 roku Tabuli Krajowej we Lwowie. Zawiera ona tysiące ewidencji nieruchomości, umów kupna-sprzedaży, testamentów darowizn, dotacjach itp. Choć dotarcie do konkretnego aktu jest bardzo trudne, głównie ze względu na objętość tych dokumentów.

Metryka Józefińska. Protokół opodatkowania domów wsi Toki, fot. Daniel Nowak

Jak daleko można więc – przy sprzyjających okolicznościach – opracować genealogię chłopską?

Niestety, jeśli chodzi o większość terenu Podkarpacia, można dotrzeć do I połowy XVIII wieku. Wynika to z faktu, że przed wojną zdecydowana większość ksiąg metrykalnych opracowanych przed 1772 rokiem trafiła do ówczesnego Archiwum Diecezjalnego w Przemyślu. Niemal wszystkie te księgi zaginęły podczas zawieruchy wojennej. Zachowały się tylko te, które nie zdążyły być przekazane do Przemyśla i zostały na parafiach. W kilku wypadkach tam, gdzie dostępne są księgi sądowe, można dojść do XVII czy końca XVI wieku. Tak jest choćby w przypadku wsi Osobnica koło Jasła, dla której księga sądowa zachowała się od 1580 roku. Lecz na podstawie samych ksiąg metrykalnych tak daleko nie zajdziemy.

Czy rodziny te prowadziły raczej osiadły tryb życia i przez wiele pokoleń mieszkały w jednej wsi?

Zazwyczaj ludzie przez wiele pokoleń mieszkali na tym samym terenie, przemieszczając się ewentualnie w ramach tego samego klucza dóbr. Większą mobilnością charakteryzowała się ludność łemkowska mieszkająca na terenie Beskidu Niskiego, która zawierała często związki małżeńskie z osobami z północnych Węgier, czyli dzisiejszej Słowacji. Inna sprawa jest taka, że w okresie staropolskim, zwłaszcza w dobie XVII-wiecznych wojen, a także w wyniku różnego rodzaju epidemii, niekiedy ludność całej wioski wymierała, dlatego jej właściciele często sprowadzali nowych osadników z innych terenów, gdzie mieli swoje posiadłości. Znane są też przypadki osadzania na tym terenie ludności tatarskiej.

Tatarzy czy Łemkowie także byli rejestrowani w księgach katolickich?

Tatarzy z czasem się schrystianizowali, a Łemkowie to ludność katolicka tylko obrządku greckiego, więc każda parafia grekokatolicka prowadziła swoje księgi tak, jak rzymskokatolicka.

Wspominał pan też o trudnościach w dostępie do ksiąg z AA w Przemyślu. Archiwum to kryje zapewne wiele cennych, nie tylko dla genealogów, materiałów…

Zasób tego archiwum jest, można powiedzieć, tajemnicą. Wiem, że znajdują się tam np. ciekawe inwentarze parafialne dotyczące kościołów z terenu diecezji. Poza tym wiele kościołów już po II wojnie światowej przekazało tam swoje księgi metrykalne, spisy parafian itp. Bardzo cenne są też ekstrakty, czyli
odpisy metryk sporządzane od 1826 roku do początków XX wieku. Są one szczególnie istotne w przypadku zaginięcia oryginalnych ksiąg na parafiach, np. w czasie działań wojennych ostatniej wojny światowej.

Księga sądowa wsi Osobnica, fot. pamiecbliskich.com

Czy udało się pany uzyskać wgląd do dokumentów z tego archiwum?

Tak, ale dzięki pomocy znajomego księdza, który wcześniej korzystał z tych zasobów.

Czyli dla „przeciętnego” genealoga archiwum to nadal pozostaje zamknięte?

Myślę, że może nie zamknięte, ale dostęp jest znacznie utrudniony.

Trzeba mieć „znajomości”, by dotrzeć do jego zasobu? Czy może realizowane są odpłatne kwerendy?

Z tego, co wiem, można wykonać prywatne kwerendy, ale osobiście nigdy z nich nie korzystałem.

Wracając jeszcze do ksiąg przechowywanych na parafiach, co jest najważniejsze w kontakcie z proboszczem, by wzbudzić jego zaufanie?

Myślę, że odpowiednie nastawienie. W wielu wypadkach sami genealodzy podchodzą do tematu zbyt nachalnie, na zasadzie „mnie się należy” i dlatego powstaje późniejsza „wrogość” duchownych wobec innych. Trzeba przede wszystkim wytłumaczyć cel swoich poszukiwań tak, aby proboszcz wiedział, że nie mamy złych zamiarów. W wielu parafiach na szczęście podejście do genealogii się zmienia, więc sytuacja jest coraz lepsza.

 

Daniel Krzysztof Nowak – prawnik i historyk. Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Specjalista w tematyce związanej z austriackimi katastrami gruntowymi, tj. metryką józefińską (1785–1789), metryką franciszkańską (1819–1820) i stałym katastrem tzw. katastrem galicyjskim (1848–1863).

Autor książek dotyczących historii Starego Żmigrodu: Historia Starego Żmigrodu (Krosno 2001) i Stary Żmigród w średniowieczu (Krosno 2014, II wyd. Krosno 2017) oraz licznych opracowań dotyczących regionu żmigrodzkiego i Galicji, w szczególności w okresie przed autonomicznym (1772–1867).

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 3 (62)/2018.

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.