„Nie możemy w pełni akceptować siebie, jeśli nie akceptujemy pochodzenia swoich przodków” – dr Tatiana Wojtas

fot. archiwum własne

Poszukiwania genealogiczne mogą przynieść wiele zaskakujących informacji. Dla par mieszanych, gdy każda ze stron reprezentuje inną narodowość, kulturę czy religię, badania rodzinne mogą okazać szczególnie ważne. Jakie znaczenie ma to, skąd pochodzimy? Na pytania More Maiorum odpowiada dr Tatiana Wojtas.

Genealogia to nie tylko nauka pomocnicza historii, w ramach której ustala się powiązania rodzinne i „przekopuje” setki dokumentów. W innym wymiarze, tym bardziej psychologicznym, możemy mówić chociażby o dziedziczeniu lęków czy talentów po przodkach. Czy doświadczyła pani tego, że antenaci przekazali w genach „coś” więcej niż wygląd?

Mój dziadek w domu miał pięć tysięcy książek. Babcia kiedyś je policzyła. Mimo że dziadek był inżynierem, miał jak najbardziej humanistyczne zainteresowania: socjologia, etnografia, historia, języki obce. Nie tak dawno uświadomiłam sobie, że moja fascynacja obcymi kulturami i językami nie jest czymś zupełnie nowym w naszej rodzinie. Biblioteka dziadka działała na moją wyobraźnię, a wiele książek, które stały się perłami mojej prywatnej biblioteki, odziedziczyłam właśnie po nim. Chyba razem z pasją do zbierania książek… Widzę, że zdolności muzyczne i brak orientacji przestrzennej też są w naszej rodzinie dziedziczne.

Czy pani przodkowie w większości pochodzą z niewielkich wiosek, gdzie szansa na związek z osobą innego pochodzenia była niewielka, czy może jednak z większych, bardziej wielokulturowych regionów?

Mam bardzo urozmaicony rodowód. Moi przodkowie się przeprowadzali z kraju do kraju oraz zawierali małżeństwa mieszane, a nawet mezaliansy. Definiuję siebie jako Rosjankę, ale w moich żyłach płynie krew wielu innych narodowości, w tym polska.

Jakie znaczenie dla nas może mieć fakt, że pochodzimy z rodzin mieszanych pod względem narodowościowym?

Moim zdaniem jest to bardzo ważny czynnik wpływający na tożsamość człowieka oraz na relacje w rodzinie.

To, co myślimy o sobie, w jakimś stopniu wynika z tego, co myślimy o swoich przodkach. Nie możemy w pełni akceptować siebie, swojej osobowości, jeżeli nie akceptujemy swoich przodków, ich narodowości, religii i tego, co oni robili. Natomiast potomkowie pary międzynarodowej mają przed sobą szczególnie trudne zadanie. Mają określić nie tylko swój stosunek do przodków, lecz również własną przynależność narodową. Są rodziny, w których narodowość jednego z przodków jest postrzegana jako gorsza, jako element haniebnej tajemnicy rodzinnej. To jest bardzo niezdrowa sytuacja, ponieważ rzutuje na obraz „Ja” człowieka. Czy mogę postrzegać siebie jako osobę w pełni wartościową, jeżeli w moich żyłach płynie „niepełnowartościowa” krew? Powiedzmy sobie szczerze, nie każdy może odpowiedzieć na to pytanie: „tak”. Z drugiej strony, pozytywne doświadczania niejednorodności swojego dziedzictwa narodowego daje człowiekowi niezwykłe poczucie mocy, wyjątkowości, bogactwa wewnętrznego i zakorzenienia. Co mnie obchodzą niepowodzenia życiowe? Postrzegam jako swój więcej niż jeden język, więcej niż jeden kraj i więcej niż jeden model postępowania. Za moimi plecami stoi pół świata – poradzę sobie ze wszystkim!

Przedstawiciele różnych krajów, na siłę połączeni przez małżeństwo dzieci (wnuków, bratanków, kuzynów itd.), muszą sobie jakoś z tym faktem poradzić. Potocznie uważa się, że małżeństwo mieszane nie wpływa na szerszą rodzinę, ale to nie jest tak. Wpływa, ponieważ każdy z członków rodziny musi jakoś do tego faktu się ustosunkować. Małżeństwo z cudzoziemcem potrafi wprowadzić nowy model relacji pomiędzy poszczególnymi członkami, który potem z dużym prawdopodobieństwem będzie dziedziczony przez następne pokolenia.

Fot. Dariusz Sankowski on Unsplash

Czy świadomość tego, że ma się w genach różne narodowości, wpływa chociażby na nasz światopogląd?

To zależy przede wszystkim od tego, jaka jest „oficjalnie przyjęta” rodzinna narracja na temat połączenia różnych narodów w danej rodzinie: czy to się ignoruje, czy odbiera się jako coś wartościowego albo, odwrotnie, jako piętno. Jeżeli rodzinne doświadczenia kontaktu międzykulturowego są pozytywne, człowiek raczej myśli o akceptowaniu obcości jako o czymś naturalnym.

Obecnie, wśród niektórych osób, które są zainteresowane swoim pochodzeniem, lecz nie prowadzą samodzielnie badań genealogicznych, można zauważyć „trend” na żydowskich przodków. Z czego może to wynikać?

Wydaje mi się, że to może być wypadkową różnych czynników, w tym społecznych i politycznych. Może, to nawet jest w jakimś stopniu kwestia mody. Ja powiem o czynnikach psychologicznych. Ofiary Holokaustu przeżyły traumę i do końca życia ponoszą tego konsekwencje. Poczucie zagrożenia, „dziwactwa” i nieadekwatne reakcje emocjonalne, trudne do zrozumienia decyzje życiowe – to są typowe elementy zespołu stresu pourazowego (PTSD). Ocaleni, którzy założyli rodziny, w sposób nieunikniony przekazali pewne specyficzne dla PTSD treści swoim potomkom. Po tych, kto nie przeżył, w rodzinie został krwawiący, znaczący ślad, który też wywiera swój wpływ. Teraz, kiedy temat Holokaustu i pogromów żydowskich przestał całkowicie być tematem tabu, potomkowie ofiar mają wreszcie możliwość zgłębienia tego tematu. Co właściwie przeżył dziadek, który nigdy nie opowiadał o wojnie, ale wiadomo, że przeżył coś strasznego? Dlaczego babcia tak dziwnie się zachowywała przez całe życie? Myślę, że wiele osób odczuwa głód nie tyle zdobycia konkretnych informacji, ile zrozumienia, dlaczego w rodzinie działo się to i tamto. Takie osoby nie mogą od razu „krótko, zwięźle i na temat” odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chcą badać tylko i wyłącznie żydowski wątek w rodowodzie, bo chodzi nie tylko o ułożenie drzewa. Ale to jeszcze trzeba umieć sformułować!

Jest też inna rzecz. Mówiliśmy już o tym, że ogólne poczucie „Ja” człowieka jest określane między innymi przez jego przodków. Człowiek mający częściowo żydowskie pochodzenie może mieć potrzebę samookreślenia się, zaszufladkowania swojego żydowskiego pochodzenia. Czy ma być z tego dumny? Czy ma się tego wstydzić? Czy ma się z tym utożsamiać? A może wręcz przeciwnie, zdystansować się? I dlatego szuka informacji, co konkretnie robili jego przodkowie, czym się zajmowali, czy byli ludźmi szanowanymi? A może odwrotnie?

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały wywiad dostępny jest w More Maiorum nr 2 (73)/2019 , który można bezpłatnie pobrać poniżej: