Męczennik z Dachau. Błogosławiony Michał Kozal i jego wielkopolskie korzenie

fot. Wikimedia Commons

Z jednej strony potomek sołtysów, z drugiej prostych kmieci, a pośród jego przodków można znaleźć protestantów. Podczas okupacji niemieckiej wielokrotnie ścigany przez gestapo, przewieziony do obozu w Dachau, zamęczany na śmierć, głodujący, wycieńczony, dostał strzykawkę z fenolem, słysząc słowa In Ewigkeit (Na wieczność)…

Kiedy w sierpniu 2004 roku byłem w krotoszyńskim muzeum, zauważyłem broszurę o bł. Michale Kozalu. Postać ta nie była mi wcześniej znana, ale nazwisko kojarzyłem z parafią Rozdrażew. Przeczytawszy informacje o biskupie, dowiedziałem się, że on sam urodził się w Nowym Folwarku, ale jego rodzina związana była z Ligotą i parafią w Korytach – a z Koryt do Rozdrażewa jest niedaleko.

Będąc na miejscu, postanowiłem zweryfikować moje podejrzenia u źródła – parafię w Korytach odwiedzałem już wielokrotnie, powitał mnie znajomy ks. Wojciech Pachciarz. Podobnie jak przy poprzednich wizytach, i teraz duchowny przyjął mnie bardzo serdecznie – poszukiwania mogłem prowadzić samodzielnie, siedząc tuż obok szafy, w której zgromadzone były wszystkie księgi parafialne.

Odnalezienie zaginionej księgi

Dopiero po powrocie do Francji, mogłem skonfrontować świeżo zdobyte dane w Korytach z tymi, które miałem już w domu – uporządkowane w czterech grubych segregatorach. Po wstępnej analizie okazało się, że można połączyć Kozalów z Ligoty z Kozalami, którzy w XVIII w. należeli do rozdrażewskiej parafii, a pochodzili ze wsi Trzemeszna. Był jednak jeden problem – księgi parafii Koryta zawierały sporą lukę, nie zachowały się metryki chrztów z lat 1801–1818. Jednak mimo tej przeszkody, udało się odtworzyć genealogię bł. Michała Kozala.
Księgi z parafii przodków błogosławionego znałem dobrze – teraz wystarczyło tylko odszukać możliwie jak najwięcej osób, powiązanych z „tymi” Kozalami. Genealogia męczennika z Dachau prowadziła przez Koryta, Rozdrażew, Krotoszyn, z kolei rodzina matki związana była z parafią w Benicach i Mokronosie.

Każda z parafii oferowała inne możliwości poszukiwawcze – najtrudniej było w Benicach, z których nie zachowały się osiemnastowieczne księgi parafialne. Jednak podczas tego genealogicznego maratonu, nie brakowało chwil, kiedy serce zaczęło bić mocniej i coraz szybciej.

Ponad 10 lat później – w sierpniu 2015 roku, odwiedziłem parafię w Korytach – chciałem uzupełnić informacje z ostatnich poszukiwań, wprowadzić drobne korekty do notatek, które ówcześnie sporządziłem. Kiedy uruchamiałem komputer, podszedłem do szafy, w której ksiądz przechowuje księgi – w oczy rzucił mi się jednak luźny zeszyt. Kiedy go otworzyłem, zobaczyłem, że jest to „zaginiona” księga chrztów z lat 1801–1818! Tym samym okazało się, że pracy jest jednak nieco więcej niż przypuszczałem. To jednak mnie nie zniechęciło – wręcz przeciwnie! Żegnając się z księdzem, zapewniłem go, że moje poszukiwania zdecydowanie dotarły do samego końca…

Dwie Franciszki Marcińczak

W tym przekonaniu trwałem kilka tygodni. Pewnego dnia, korzystając z wolnego czasu, wyszukiwałem informacji o Kozalach. Trafiłem na jedną ze stron genealogicznych, gdzie wzmiankowana była babcia biskupa – Franciszka z Marcińczaków. Urodzona w Ligocie w 1843 roku – to zgadzało się z informacjami, które posiadałem. Jednak dzienna i miesięczna data urodzenia, a także imiona rodziców, już się znacząco różniły.

W tym samym czasie postanowiłem sprawdzić akta z parafii Koryta – po pobieżnej analizie udostępnionych skanów w szukajwarchiwach.pl, okazało się, że w Ligocie urodziły się dwie dziewczynki o imieniu Franciszka i nazwisku Marcińczak! I choć mogłem domyślać się, która Franciszka jest babcią biskupa Kozala, to kolejna wizyta u księdza Wojciecha stawała się coraz bardziej realna.

Akt urodzenia bł. Michała Kozala/ fot. szukajwarchiwach.pl

Pierwsza Franciszka Marcińczak, córka Pawła i Magdalena zd. Kaczmarek, miała siedmioro rodzeństwa. Żadne z nich nie figuruje przy chrztach dzieci Antoniego Kozala i Franciszki zd. Marcińczak. Druga Franciszka, córka Franciszka i Józefy zd. Grabskiej, miała tylko jednego rodzonego brata Walentego, który zmarł w stanie kawalerskim, licząc 26 lat. Świadkiem jego zgonu był Antoni Kozal. Antoni Marcińczak, brat Franciszka zmarłego przedwcześnie mającego 31 lat, jest obecny jako świadek ślubu jego bratanicy. Występuje także trzy razy jako ojcem chrzestnym pierwszych dzieci młodego małżeństwa.

Józefa Grabska wyszła drugi raz za mąż za Marcina Filipiaka, który także umarł przedwcześnie, licząc 36 lat. Z Marcinem miała jeszcze dwoje dzieci.Tekla Filipiak, ich córka, zawarła ślub z Mikołajem Nowickim, który dwa razy został ojcem chrzestnym dwóch dzieci pary Kozal/Marcińczak.

W kwietniu 2016 roku ponownie zawitałem w progach koryckiej parafii – badania przyniosły nowe fakty i kolejne niespodzianki. Przodkowie po kądzieli byli z parafii Koryta, ale już po mieczu przybyli z parafii rozdrażewskiej. Co więcej, pradziadek biskupa – Franciszek, był znany jako Marciniak i Marcińczak, choć zdarzało się, że zapisywano go jako Kołodziejczaka – i słusznie, bo jego ojcem był Grzegorz – z zawodu kołodziej. Poprzez żonę Grzegorza – Teresę Skrzypczak, a dokładnie jej dziadków – Szymona i Jadwigi Dworników z Nowej Wsi, jestem spokrewniony z biskupem Kozalem.

Matka Franciszki Marcińczak – Józefa z Grabskich, znacznie poszerzyła mapę genealogiczno-geograficzną swojego prawnuka – od teraz maraton biegł przez parafie: Raszków i Janków Zaleśny, aż do stosunkowo odległych Myjomic w powiecie kępińskim.

O linii patrylinearnej, czyli o Kozalach

Niech moja narracja zacznie się od pewnej protestanckiej pary, która brała ślub w krotoszyńskim kościele nieco ponad 280 lat temu. To wówczas wtedy Johann Celler i Marianna Pietruszka obiecują sobie miłość i wierność do końca życia. Pierwsze dziecko tej pary rodzi się jeszcze w Krotoszynie, ale już kolejne, w roku 1736, w Trzemeszenie – gdzie rodzina osiedliła się na stałe.

Każda metryka podkreśla fakt, że Cellerowie są uczciwi, niekatolikami, luteranami, że mają niemieckie nazwisko. Także rodzice chrzestni poszczególnych dzieci są tutejsi, wybierani spośród najznakomitszych mieszkańców – pisarzy dworskich, organistów, ekonomów, administratorów, a także trzykrotnie jednego księdza. W 1739 roku Johann Celler zapisany jest jako in Krotoszyn textor, co oznacza nic innego, jak „płóciennik w Krotoszynie”. Nazwisko nie ulega dużym modyfikacjom – z reguły protestanccy przodkowie biskupa zapisywani są jako Cel(l)erowie, choć przez kilka lat wzmiankuje się ich jako Lidzbów. Księża wspominają także, że byli „hołderni”.

Prof. Krystyna Długosz-Kurczabowa z Uniwersytetu Warszawskiego, z którą korespondowałem w 2003 roku, tak pisała o tym określeniu:

Poszukując słowa hołderny, natrafiłam w Słowniku warszawskim (1902 r.) na termin rybacki hołdernia «miejsce, gdzie hodują ryby; rybnik, sadz» oraz hołdernik «dozorca hołderni». Formalnie nie ma tam poświadczonego przymiotnika hołderny, ale zarówno hołdernia, jak i hołdernik jednoznacznie wskazują na jego istnienie. Oczywiście taki przymiotnik mógł też pełnić funkcję rzeczownika (por. wyrazy typu motorniczy, dyżurny, woźny – występujące w funkcji przymiotników i rzeczowników). Hołderny i pochodzące od niego rzeczowniki hołdernia i hołdernik są związane z niem. Halter «rybnik, sadz».


Akt ślubu rodziców bł. Michała Kozala/ fot. szukajwarchiwach.pl

Jak zostali katolikami?

Pięcioro z dwanaściorga dzieci Jana i Marianny Celerów/Hołdernych, zawarło ślub w Rozdrażewie. Najstarsza córka – Marianna, z Janem Owocem, pochodzącym ze Śląska, z zawodu młynarzem. Tylko ona pozostała luteranką – reszta dzieci przeszła na katolicyzm.

Druga córka – Katarzyna Celerowna, urodzona w 1739 roku, w wieku 17 lat została katoliczką – a wszystko za sprawą zamążpójścia – revocans ad Fidem catholicam – zapisano w dokumencie. Mąż prawdopodobnie nie miał jeszcze nazwiska – mimo że zapisano go jako Sebastiana Grzesiaka, to zapewne dlatego, że jego ojcem był Grzegorz. Po ślubie para występowała jako „Hołderni”, a od 1768 roku zaczęli być zapisywani jako Kozalowie.

Katarzyna owdowiała w 1776 roku – wyszła ponownie za mąż. Jej wybrankiem był wdowiec z Trzemeszna o imieniu Grzegorz – para miała dwoje dzieci, a mąż przyjął nazwisko żony, czyli Kozal. Z tego związku narodził się Kazimierz – protoplasta tych Kozalów, którzy pod koniec XIX wieku wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych.

Przyjęcie nazwiska żony

Przyjmowanie nazwiska kobiety przez męża było stosunkowo częstym procederem – sytuacja powtarza się w przypadku Katarzyny – córki już Sebastiana i Katarzyny. Wyszedłszy za Bartłomieja Kaczmarka, jej mąż – z rodu Kaczmarków, przyjął nazwisko Kozal. Czworo dzieci Bartłomieja i Katarzyny Kozalów urodziło się w Trzemesznie, ale piąte – córka Konstancja, w 1791 roku została odnotowana w księdze chrztów w Korytach. Tak rozpoczął się okres „ligocko-korycki” rodu Kozalów. Nie oznacza to jednak, że w Trzemesznie nie pozostali żadni Kozalowie – w całym XIX wieku mieszkali tam potomkowie Filipa – młodszego brata Katarzyny.

W Korytach urodziło się jeszcze pięcioro dzieci – w tym Stefan, ochrzczony w 1794 roku – antenat biskupa Michała Kozala. Jaki był status Kozalów? Odnalazłem tylko jedną, późną, wzmiankę z 1813 roku – zapisano wówczas, że Bartłomiej to inquilinus (ten łaciński wyraz jak wiemy jest odpowiednikiem polskiego „komornika, ale i często „chałupnika”).

Oboje małżonkowie zmarli w 1814 roku – pierwsza Katarzyna, dwa tygodnie później jej mąż Bartłomiej. W tym samym roku, po miesiącu od śmierci rodziców, ożenił się ich syn – Stefan Kozal. Jego wybranką była dziewiętnastoletnia Jadwiga Małecka – panna z Ligoty. Co ciekawe, miał z nią tylko dwoje dzieci – przez kolejne 10 lat, aż do śmierci, Jadwiga nie urodziła żadnego dziecka. Trzy miesiące po jej zgonie, Stefan zawarł drugie małżeństwo – tym razem z osiemnastoletnią Marianną Osuch, pochodzącą z pustkowia o tej samej nazwie. Panna młoda – zarówno po kądzieli, jak i po mieczu, pochodziła z rodziny sołtysów. Stefan – od 1830 do 1847 roku, określany był jako „hubowy”, czyli właściciel jednej włóki roli.  W latach 1830–1845 Marianna urodziła dziewięcioro dzieci Stefana – jeden z nich, Antoni, urodzony przypadkowo w Korytnicach (rodzina cały czas mieszkała w Ligocie), ochrzczony w 1834 roku, był dziadkiem przyszłego męczennika z Dachau.

fot. Poznan Project

W 1847 roku nagle zmarł Stefan – na febrę (gorączkę) i ból głowy. Marianna, wówczas 36-latka, pozostała sama z siedmiorgiem dzieci. Nie wyszła jednak ponownie za mąż – jako wdowa umiera 30 lat po Stefanie, w roku 1877.

Antoni Kozal – dziadek biskupa

Antoni Kozal ożenił się w 1864 roku, skończywszy 30 lat. Jego wybranką była Franciszka Marcińczak – pochodząca z rodu wyrobników, o których była mowa wcześniej. Również Antoniego określano w podobny sposób – po łacinie elaborator albo operarius, zaś po niemiecku Tagelöhner. Był niepiśmienny, zmarł na suchoty albo gruźlicę (phtisis) na początku 1891 roku, nie doczekując swoich sześćdziesiątych urodzin.

Pierworodnym synem Antoniego i Franciszki Kozalów był Jan – zrodzony w 1865 roku, ojciec błogosławionego Michała Kozala, dziś patrona miasta Krotoszyna. W chwili swojego ślubu, Jan Kozal liczył 33 lata, przyszła małżonka była o 4 lata starsza. Marianna Konieczna z Płaczków od trzech lat była wdową.

Urodzona w 1851 roku Marianna, miała swoje ojcowskie korzenie w Ustkowie (parafia Benice), a macierzyste w Suśni, we Wrotkowie oraz w Gościejewie, należących do parafii mokronowskiej. Rodzina nie miała wysokiego statusu społecznego – byli przeważnie określani jako kmiecie, parobkowie, wyrobnicy, a także chałupnicy czy komornicy. Pierwszy mąż Marianny – Paweł Konieczny, umierając w 1855 roku na zapalenie płuc, pozostawił Mariannie ośmioro małoletnich dzieci. Nie do końca wiadomo, jak rozumieć ten zapis – być może ksiądz odnotował liczbę wyłącznie małoletnich dzieci, bowiem Paweł ze swojego poprzedniego małżeństwa miał jeszcze inne dzieci. Konieczny w drabinie społecznej był na nieco wyższym poziomie – od komornika, jak był zapisywany na początku, awansował do funkcji polowego i włodarza (łac. custos agri i Vogt).

Także i Jan Kozal poprawił swoją pozycję społeczną – jak pisze Adam Kowalik „Trudna sytuacja materialna rodziny poprawiła się dopiero wtedy, gdy ojciec został włodarzem folwarków zamożnego dzierżawcy Tomasza Bieńka, zniemczonego Polaka. Awans społeczny Kozalów oznaczał dla ich dwóch synów szansę na zdobycie wykształcenia”. Awans społeczny wiązał się także z pewną mobilnością Kozalów – Wojciech, pierwszy syn Jana i Marianny, urodził się w Chwaliszewie koło Sulmierzyc, a Michał, jak wiadomo, w krotoszyńskim Nowym Folwarku. A wszyscy wiedzą, że obu braci zdobyło wykształcenie, a następnie wiele, wiele więcej…

Chciałbym podziękować ks. Wojciechowi Pachciarzowi za wspaniałą, wielokrotną gościnność (i cierpliwość), p. Romualdowi Krzyżosiakowi za pomoc w odnalezienie aktu zgonu Jana Kozala, a także p. Pepelowi, którego strona internetowa pozwoliła uniknąć mi poważnego błędu badawczego.

Autor: Chrystian Michał Orpel

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 11(46)/2016.