Orfeusz na placu, genealog w czytelni…

fot. Maria Rągowska

Co wspólnego ma genealogia z bohaterem greckiego mitu? Wszakże genealogia ma związek z każdą dziedziną życia, każdym przejawem ludzkiej działalności, a co więcej, tak jak Orfeusz swoją Eurydykę, my również wyprowadzamy z niebytu i zapomnienia gromady przodków.

W 2016 roku, na wrocławskim placu Wolności, tuż obok Narodowego Forum Muzyki (NFM), stanęła rzeźba przedstawiająca głowę Orfeusza. Wykonali ją Stanisława i Michał Wysoccy według projektu Theodora von Gosena. Artysta w 1905 roku przyjechał do Wrocławia na zaproszenie Hansa Poelziga i uczył rzeźby w Państwowej Akademii Sztuki i Rzemiosła Artystycznego (Staatliche Akademie für Kunst und Kunstgewerbe). Jego dzieła można podziwiać do dziś w mieście. Najpopularniejszy i najbardziej znany Amor na Pegazie, od lat galopuje po Promenadzie Staromiejskiej na koniu, któremu wciąż kradną ogon. O łuku nie ma co wspominać, swoją broń młodzieniec stracił jeszcze „za Niemca”.

Orfeusz/ fot. Maria Rągowska

Orfeusz/ fot. Maria Rągowska

Orfeusza Gosen wyrzeźbił pod koniec życia, w roku 1943. Wykonał odlew gipsowy, ale w warunkach wojennych nie miał go kto zrealizować we właściwym materiale i skali. Po wojnie na wiele lat zapomniano o modelu. Przez przypadek odnalazł się w muzeum w Jaworze.

Genealogia artysty

Idąc do mormonów, przechodzę obok Orfeusza. Stoi niedaleko NFM i to jest w porządku – będąc jeszcze w jednym kawałku, czarował śpiewem i grą, nikt nie pozostawał obojętny na jego sztukę. Do tego stopnia, że Erynie słuchając go płakały, a Cerber przestał szczekać i warczeć. Nawet oddano mu z zaświatów Eurydykę, choć happy endu ostatecznie zabrakło.

Ale czy ktoś się zastanawiał nad genealogią artysty? Mit określa go jako króla Tracji – syna boga Apollina i muzy Kaliope, wnuka Zeusa i Leto, córki tytana Kojosa i tytanidy Fojbe. Pradziadek Kojos był synem najstarszych, najbardziej pierwotnych bogów – Uranosa i Gai. Zaś dziadek Zeus, najwyższy z bogów – synem Kronosa i Rei, wnukiem Uranosa i Gai. Matka Orfeusza, jedna z dziewięciu muz, była córką boga Zeusa i tytanidy Mnemozyne. I tak dalej, i tak dalej. Kto chce, łatwo może rozrysować mitologiczną genealogię bogów, tytanów i herosów, choć trzeba przyznać, że niełatwo podążać śladem ich związków. Prowadzili bardzo nieuporządkowany tryb życia. Przykład klasycznego ubytku przodków – wszyscy z wszystkimi byli spokrewnieni.

A co z głową Orfeusza? Wyszedł z Tartaru sam, dostał szansę tylko raz. Bez Eurydyki życie straciło sens. Pochłonięty swoją stratą, naraził się jednemu z bogów, Dionizosowi, a ci jak wiadomo, są mściwi i kapryśni. Na rozkaz trunkowego bóstwa menady rozszarpały nieszczęśnika, szczątki wrzuciły do rzeki. Głowę, której usta wciąż śpiewały, uniosły ptaki aż na wyspę Lesbos, tam została pochowana, lirę muzy zabrały do nieba i umieściły wśród gwiazd, gdzie możemy ją oglądać od wiosny do jesieni jako gwiazdozbiór Liry (Lutni). Orfeusz z placu Wolności ma we włosach ptaki, zapewne te same, które pełne współczucia i żalu towarzyszyły artyście w ostatniej drodze.

Gdyby Orfeusz mógł spojrzeć w bok…

Głowa z brązu pustymi oczami spogląda na gmach opery, z tyłu, od strony NFM być może, dobiegają czasem dźwięki muzyki. Słychać skocznego kankana z operetki J. Offenbacha „Orfeusz w piekle”, albo urzekającą sambę z filmu „Czarny Orfeusz”. Wydaje się też, że Eurydyka nuci głosem Anny German… Ona czy wiatr…

Stanowiska z czytnikami mikrofilmów/ fot. Maria Rągowska

Stanowiska z czytnikami mikrofilmów/ fot. Maria Rągowska

Gdyby Orfeusz mógł spojrzeć w bok, zobaczyłby kamienicę „Pod złotym dębem” – miejsce świetnie znane genealogom, ponieważ tam, na drugim piętrze, w Centrum Historii Rodziny jest czytelnia mikrofilmów. Miejscowi i przyjezdni spędzają długie godziny przeglądając setki dokumentów. Cierpliwie ustalają prawdę.

Autorka: Maria Rągowska