[wywiad] „W Irlandii genealodzy zawodowi stale współpracują z amatorami. Nie ma między nami podziałów” – Paul Gorry

W Polsce można zauważyć duży podział pomiędzy genealogami zawodowymi a genealogami amatorami. Paul Gorry, jeden z najbardziej znanych profesjonalnych genealogów z Irlandii, zauważa, że każdy profesjonalista wyrósł z amatorskich badań. Na wyspie obie grupy poszukiwaczy stale ze sobą współpracują – zauważa Gorry.

Jak długo zajmuje się pan zawodowo poszukiwaniami genealogicznymi?

Miałem to szczęście, że mając 19 lat, bez żadnego doświadczenia, zostałem przyjęty do zespołu niezależnych badaczy w Genealogical Office (GO) w Dublinie. To było w lutym 1979 roku. Interesowałem się wszystkimi aspektami poszukiwań rodzinnych, a GO poszukiwało genealogów. Grupa ta była jedną z najważniejszych państwowych instytucji w dziedzinie genealogii i heraldyki w Irlandii. Następnie jednak jej rola została zmarginalizowana i zredukowana do sekcji Biblioteki Narodowej.

W Polsce wciąż istnieje przekonanie, że genealogia jest osobistym doświadczeniem, ideą, więc ludzie nie powinni zarabiać na poszukiwaniach przodków. Jaka jest sytuacja w Irlandii?

Myślę, że w Irlandii jest inaczej. Kiedy jako dziecko po raz pierwszy zetknąłem się z genealogią, był to temat, który nie interesował Irlandczyków. Przez pierwsze dwie dekady mojej kariery niewielu moich klientów pochodziło z Irlandii, a sami Irlandczycy myśleli o genealogii jako hobby dla Amerykanów. Jeszcze 15 lat temu usługi doradcze, którymi zajmowało się moje stowarzyszenie, rzadko były świadczone dla rodzimej społeczności.

W naszej kulturze temat historii rodzinnej nie był tak bardzo obecny, tym samym ludzie nie myśleli, że zarabianie na poszukiwaniach przodków to coś „złego”. Jak już powiedziałem, do niedawna mieliśmy niewielu irlandzkich klientów. Większość z nich była (i nadal jest) z innych krajów. Dziś wiele irlandzkich archiwaliów dostępnych jest online. Dawniej usługi tutejszych genealogów dla osób z Australii, Wielkiej Brytanii, Ameryki Północnej i Południowej, a także Afryki Południowej, których korzenie sięgały do terenów Irlandii, były niezbędne.

Wydaję mi się, że Polska znajduje się w podobnej sytuacji, ponieważ osoby polskiego pochodzenia z innych krajów nie mają łatwego dostępu do potrzebnych im dokumentów. Prawdopodobnie bariera językowa sprawia, że jest to dla nich jeszcze trudniejsze. Dlatego też istnieje zapotrzebowanie na usługi profesjonalnych genealogów. Szczere mówiąc, nie mogę zrozumieć, dlaczego genealog nie powinien pobierać opłaty za badania genealogiczne. Taka usługa nie różni się niczym od jakiejkolwiek innej wykonanej pracy. Zawodowy genealog pobiera należności za swój czas i wiedzę.

Czy w Irlandii zawodowi genealodzy współpracują z genealogami amatorami?

W Irlandii, i w większości anglojęzycznych krajów, istnieją organizacje członkowskie dla wszystkich osób zainteresowanych historią rodziny. Ich członkowie to przede wszystkim amatorzy, choć pośród nich znajdują się także profesjonaliści. Nigdy nie zauważyłem podziału między amatorami i zawodowcami.

W 1989 roku wpadłem na pomysł zorganizowania w Irlandii konferencji poświęconej irlandzkiej genealogii na całym świecie. Komitet organizacyjny składał się zarówno z genealogów amatorów, jak i zawodowców (również zagranicznych), a także bibliotekarzy i archiwistów. W rezultacie odbył się Pierwszy Irlandzki Kongres Genealogiczny (The First Irish Genealogical Congress), który miał miejsce w Dublinie w 1991 roku. Zorganizowaliśmy jeszcze trzy takie spotkania. Przy jego organizacji współpracowali ze sobą nie tylko genealodzy amatorzy i profesjonaliści, ale Kongres pozwolił na zjednoczenie środowiska genealogicznego. Trudne znajomości przerodziły się w dobre przyjaźnie. Pomogła temu praca w komitetach organizacyjnych czy uczestnictwo w wolontariacie.

Do przeczytania pozostało jeszcze ok. 70 proc. treści wywiadu. Pełny tekst odnajdziesz w miesięczniku genealogicznym More Maiorum, który możesz pobrać bezpłatnie poniżej:

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.