[wywiad] „Tylko na początku odkrywanie przodków szybko przynosi efekty, później jest żmudne i nierzadko przypomina śledztwo” – Grzegorz Gołębiowski

fot. profil facebookowy Grzegorz Gołębiowski – autor

„Dziedzictwo” to drugi genealogiczny kryminał Grzegorza Gołębiowskiego. Czytelnicy śledzą w nim losy, znanego już z poprzedniej książki, genealoga Adama Floriańskiego. Czy możemy liczyć na trzeci kryminał? Jakie prawdziwe wydarzenia miały wpływ na akcję powieści?

W „Dziedzictwie” genealogia miesza się z wielką polityką, podobnie zresztą odkrycie „Dziadka z Wehrmachtu” faktycznie wpłynęło na polską scenę polityczną. Czy odkrywanie rodzinnej przeszłości może być niebezpieczne?

Moim zdaniem niebezpieczne może być odkrywanie szczególnie cudzej przeszłości. Jesteśmy ludźmi, a ludzie generalnie mają wady i nie są idealni. Każdy z nas pewnie niejednokrotnie zetknął się z opowieściami rodzinnymi, w których nie było miejsca dla słabości naszych przodków. Przedstawiani byli w glorii. Jest niemal na porządku dziennym, że uporczywie wypieramy się, czasem niegroźnej prawdy o swoich bliskich, to co się może wydarzyć, gdy będzie ona rzeczywiście bolesna? Albo, gdy wykorzystując niekoniecznie prawdziwe zdarzenia, budujemy mity wokół naszych antenatów bądź innych członków rodziny, a ktoś mit taki będzie chciał obalić? Kryminalistyka wśród przyczyn popełniania przestępstw wymienia m.in. motyw solidaryzowania się z bliskimi oraz zagrożenie bezpieczeństwa lub honoru. Życie publiczne w tym polityka też dostarcza takich przykładów. Przy okazji warto zadać sobie pytanie, czy i jak daleko odpowiadamy za ewentualne grzechy popełniane przez naszych przodków?

Czy skrywane przez lata informacje powinny więc ujrzeć światło dzienne? W powieści ich ujawnienie doprowadziło przecież do tragedii…

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Wydaje mi się, że jest to trochę pytanie filozoficzne odnoszące się do naszego stosunku do takich pojęć jak obłuda czy hipokryzja. A może należy też dorzucić kwestię intencji ukrywania tych informacji. Co być może nieco skomplikuje tę ocenę i uczyni ją niejednoznaczną. W moim odczuciu należy się jednak z tym zmierzyć i starać się mieć do wszystkiego zdrowy dystans. Mniej więcej takie przesłanie płynie z doświadczeń wielu pokoleń, w tym zapisanych na kartach wielu ksiąg. Można tu posłużyć się na przykład cytatem z Ewangelii wg. Św. Łukasza „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome”. Sprowadzając to do potocznego przekazu wcześniej czy później „wyjdzie szydło z worka”. A powieść … jest jakąś ilustracją życia.

fot. profil facebookowy Grzegorz Gołębiowski – autor

Akcja powieści nieprzypadkowo rozgrywa się w niewielkiej miejscowości Sadowne. Czy księgi metrykalne małych parafii są kopalnią niesamowitych zdarzeń sprzed lat?

Jest to miejscowość, z której pochodzi rodzina mojej żony. Znam te strony, a także studiowałem zgromadzone w parafii akta metrykalne, co ułatwiło mi osadzenie akcji w tym miejscu. Natomiast przechodząc do drugiego pytania, uważam, że księgi metrykalne małych i większych parafii mogą być kopalnią wiedzy o zdarzeniach sprzed lat. Jeśli do ksiąg metrykalnych dorzucimy jeszcze inne przechowywane w parafiach dokumenty, to wyłoni się z tego całkiem ciekawy obraz. Mam w tej chwili przed oczami wielką księgę (952 strony) wydaną przez Pana Zbigniewa Wąsowskiego dotyczącą parafii Rozbity Kamień na Podlasiu, w której po lekturze wielu parafialnych dokumentów opisał mnóstwo ciekawych zdarzeń z przeszłości. Już tylko ten jeden przykład mógłby być odpowiedzią na to pytanie. W tym kontekście martwi mnie coś, na co z pełną premedytacją zwróciłem uwagę, tworząc na kartach książki fikcyjne zdarzenia. A mianowicie często w małych parafiach można odnaleźć bardzo stare księgi, które przechowywane są w złych warunkach i bez żadnych zabezpieczeń. Odpowiedzialni proboszczowie powinni przekazywać je do stosownych archiwów, gdzie jest ich miejsce. Tam nie tylko znalazłyby się pod profesjonalną opieką, ale także ułatwiono by dostęp do nich wszystkim zainteresowanym. Nadmienię, że najstarsza księga przechowywana w sadowieńskiej parafii powstała w 1643 r.

Jedna z postaci „Dziedzictwa” wzorowana jest na prawdziwej osobie i historii opisanej w miesięczniku genealogicznym „More Maiorum”. Czy inne wątki pojawiające się w powieści także są wzorowane na prawdziwych wydarzeniach?

Konkretną inspiracją do pewnego wątku w warstwie kryminalnej książki stał się artykuł opublikowany w Gazecie Finansowej, o którym wspominam zresztą w Posłowiu „Dziedzictwa”. Cała reszta zrodziła się w mojej głowie. Pewnie coś miało na to wpływ, ale nie jestem w stanie precyzyjnie tego określić.

Choć wydawałoby się, że genealogia to spokojne zajęcie, w przypadku Adama Floriańskiego powoduje ona mnóstwo „problemów” i nie ułatwia życia. Czy zawód genealoga faktycznie może okazać się tak ryzykowny?

Trochę mówiliśmy o tym przy okazji pierwszego pytania. Niemniej jednak chcę zwrócić uwagę, że niebezpieczeństwo, jakie sprowadza na siebie Adam, jest częścią fabuły powieści i odwołując się do miar prawdopodobieństwa, może się zdarzyć w rzeczywistości. Wydaje mi się jednak, że takie przypadki są sporadyczne. Śmiem twierdzić, że bez tego książka nie byłaby tak interesująca. Niemniej jednak, nie chciałbym, żeby moje książki zniechęciły kogoś do zajmowania się genealogią. Wręcz odwrotnie chciałbym, żeby do tego zachęcały. Genealogia jest fantastyczną przygodą, która niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych treści i zwykłej frajdy. Zajmuję się genealogią hobbystycznie od kilkudziesięciu lat i nic złego mnie nie spotkało. Powiem więcej, w tym czasie odkryłem wiele niesamowitych historii i poznałem ciekawych ludzi.

Zawodowy genealog to bardziej detektyw czy odkrywca rodzinnych historii?

A może jedno i drugie. Odkrywanie rodzinnych historii na pewnym etapie wymaga już pracy detektywistycznej. Tylko na początku odkrywanie przynosi szybko efekty, później jest żmudne i nierzadko przypomina śledztwo. Tym większa jest radość z każdego kolejnego tropu i odkryć. Nigdy nie zajmowałem się genealogią zawodowo, ale sądzę, że nie będzie się to różnić od amatorskiego zajęcia.

Czy czytelnicy będą mieli szansę poznać dalsze losy Adama Floriańskiego?

Sądzę, że tak – o ile mi tylko czas pozwoli. Wprawdzie zacząłem już pracę nad trzecią moją książką, w której z jednym małym wyjątkiem postanowiłem rozstać się z moimi bohaterami. Mówię z małym wyjątkiem, gdyż w książce najprawdopodobniej pojawi się przez chwilę Anna Kostrzewska. Będzie poproszona o wykonanie ekspertyzy w pewnej sprawie. Natomiast wielu moich dotychczasowych Czytelników polubiło parę Adama z Anną i dopominają się o ich dalsze losy. Kilka dni temu, dopracowując szczegóły struktury mojej trzeciej powieści, wpadłem na pomysł, czym mógłby zająć się Adam w kolejnej książce. Powiedziałem o tym mojej żonie i tak jej się ten pomysł spodobał, że przez chwilę niesiony jej entuzjazmem, zastanawiałem się, czy już w tym momencie nie pisać kontynuacji losów Adama i Anny. Później pomyślałem sobie, że zbyt zaawansowane są moje przemyślenia nad trzecią książką i szkoda byłoby tego nie sfinalizować. A kolejna historia, w którą wplącze się Adam Floriański i Anna Kostrzewska niech jeszcze bardziej dojrzeje w mojej głowie. Mogę jedynie powiedzieć, że znów będzie związana z genealogią.

Miesięcznik genealogiczny „More Maiorum” objął patronatem medialnym książkę Grzegorza Gołębiowskiego „Dziedzictwo” wydawnictwa Novae Res. Wkrótce na naszej stronie oraz profilu na Facebooku pojawi się zadanie konkursowe, w którym nagrodzimy trzy osoby jednym egzemplarzem „Dziedzictwa”.

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.