[wywiad] „Rozwój genealogii w Polsce jest 100 lat za Stanami Zjednoczonymi” – Grażyna Rychlik

Grażyna Rychlik/ fot. Mirosław Szewczyk

Genealogia w Polsce staje się coraz popularniejsza, ale głównie jako amatorskie hobby. Jak zauważa Grażyna Rychlik – pojęcie profesjonalnej genealogii na polskim rynku nie istnieje. Co zrobić, by ująć tę dziedzinę w ramy naukowe?

Skąd u pani zainteresowanie akurat amerykańską genealogią?

Przygoda z genealogią w ogóle zaczęła się od przewodnictwa i pilotażu. Od 2002 roku pracowałam z amerykańskimi wycieczkami. Wśród nich zawsze były osoby, które miały polskie korzenie. Będąc już w Polsce, chciały odwiedzić miejsca związane z ich przodkami.

Genealogia wyrosła więc z pracy zawodowej?

Zgadza się. Wcześniej interesowałam się swoim pochodzeniem, jednak prawdziwy bodziec nastąpił właśnie podczas pracy z Amerykanami. Jedna z wycieczek była zaplanowana tak, że jej uczestnicy pochodzili z terenu Pomorza Zachodniego. Trasa wyprawy prowadziła przez miejscowości ich przodków. Właśnie wówczas, od jednej z pań, otrzymałam pierwsze zlecenie genealogiczne. Od tego wydarzenia minęło już prawie 13 lat. Przez ten czas zdążyłam zauważyć, że będąc genealogiem – pracując ludźmi z różnych krajów – prędzej czy później każdy trafi na genealogię amerykańską.

Czy genealogia w Stanach Zjednoczonych jest najbardziej rozwinięta na świecie?

Na amerykańskie społeczeństwo składają się głównie imigranci – w szczególności u początków państwowości. Dziś ich potomkowie są ciekawi swojego pochodzenia. Zrodziła się więc naturalna potrzeba poszukiwania własnej tożsamości. Prawdziwa fascynacja rodzinną genealogią zaczęła się po publikacji filmu Korzenie. Co prawda towarzystwa genealogiczne powstawały już w XIX i w początkach XX wieku, ale działały wśród zamkniętej grupy osób na niewielkim obszarze. A serial z lat 70. XX wieku pokazywał, że również Afroamerykanie – będący potomkami osób niewykształconych, niepiśmiennych – mogą odkryć, skąd pochodzą.

Spisy ludności przeprowadzane co 10 lat od 1790 roku są podstawowym źródłem genealogicznym dla Amerykanów/ fot. Family Search

Nastąpiło pewnego rodzaju „uwolnienie genealogii”?

Dokładnie tak się stało. Pokazano, że każdy z nas ma jakieś korzenie – nie tylko osoby z wyższych sfer. Szczególnym jest fakt, że dla nich genealogia nie była tylko odkryciem imion i nazwisk przodków, ale, może i przede wszystkim, poszukiwaniem własnej tożsamości.

Można pokusić się o wniosek, że Amerykanie mają bardziej psychologiczne podejście do poszukiwań genealogicznych?

Powiedziałabym, że w Stanach Zjednoczonych są dwa nurty genealogii: amatorska i profesjonalna. Mogą się one łączyć bądź nie, ale na pewno w pewnych obszarach się pokrywają. Ta pierwsza funkcjonuje podobnie jak w Polsce – istnieją towarzystwa genealogiczne, osoby te spotykają się, pomagają sobie w poszukiwaniach. Jednak drugi nurt – w Polsce nieobecny – to uporządkowana, zorganizowana nauka, mająca standardy i pewne zasady. Tylko od osoby, która chce zainteresować się swoją historią, zależy wybór, czy wystarczy jej zwykłe poszukiwanie krewnych, czy może zechce doskonalić profesjonalny warsztat genealoga.

Główny wyróżnik pomiędzy genealogią amatorską a profesjonalną?

Istnienie standardów i stosowanie ich w praktyce. A jeśli chodzi o szczegóły, to myślę, że przede wszystkim opisywanie źródeł. Kwestia ta jest także bolączką polskich historyków rodzinnych. Co prawda na forach mówi się, że opisujemy źródła, jednak kiedy pytam o konkretne źródła informacji, okazuje się, że wiele osób nie wie, skąd czerpało dane.

Całkiem inaczej jest w genealogii ujętej w ramy naukowe. Jeśli podana jest data, znajduje się do niej przypis z informacjami nie tylko o sygnaturze czy numerze zespołu, ale dokładnej nazwie zespołu, nazwy dokumentu (rozdziału), o tym, czy strona jest numerowana, jeśli tak, to czy ołówkiem i wedle jakiej paginacji – oryginalnej czy nowej. Jest to posunięte aż do granic absurdu. Jednak w momencie, kiedy informacje z opracowania jednego autora zostaną podważone przez inną osobę, można się powołać na wykorzystane źródła, co potwierdzi – niezależnie od poprawności informacji – że dane mają oparcie w  źródłach. Nikt nie może nam wówczas zarzucić pisania nieprawdy.

Jak dalece oba nurty wzajemnie się przenikają?

Wśród amerykańskich genealogów jest to proces dość płynny. Pojawia się coraz więcej publikacji genealogicznych i nie tylko genealodzy profesjonalni, ale także amatorzy, zaczynają korzystać ze standardów rzetelnych poszukiwań genealogicznych. Prowadzone są liczne szkolenia i webinary, które są dla nich niebywałą pomocą. W pewnym momencie każdy więc styka się z tą naukową genealogią – zaczyna ona funkcjonować w świadomości rodzinnych szperaczy.

Grażyna Rychlik – jest absolwentką Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada świadectwo ukończenia Boston University MET CPE Online Genealogical Research Certificate Program (OL11). Od 2005 roku zajmuje się zawodowo genealogią. Od 2007 roku jest członkiem Association of Professional Genealogists. Jest także członkiem National Genealogical Society, New England Historic Genealogical Society, Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego. Jest też autorką i wydawcą dwóch książek o tematyce genealogicznej Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w. (2015) oraz Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja (2017). Od 2016 roku prowadzi także blog Praktykowanie Genealogii.

 

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały wywiad dostępny jest w More Maiorum 1(60)/2018, który można bezpłatnie pobrać poniżej:

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.