[wywiad] „Poszukiwania genealogiczne w Kanadzie są łatwiejsze. Nikt w urzędzie nie pyta »po co to pani?«” – Małgorzata Nowaczyk

Małgorzata Nowaczyk/ fot. profil FB

Małgorzata Nowaczyk to autorka jednego z najbardziej znanych polskich poradników genealogicznych. W 2015 roku ukazała się nowa wersja jej książki „Poszukiwanie przodków. Genealogia dla każdego”. Zapraszamy do lektury wywiadu, czyli o tym, dlaczego warto zacząć poszukiwania przodków i poszukiwaniach w Kanadzie.

Jak długo zajmuje się pani poszukiwaniami genealogicznymi?

Od 2002 roku.

Co skłoniło panią do rozpoczęcia przygody z poznawaniem rodzinnej historii?

Oto cytat z mojej książki: Pamiętam dokładnie, dlaczego rozpoczęłam poszukiwania genealogiczne. Powód był błahy, wynikał z mojej wrodzonej pedanterii. W grudniu 2001 roku, podczas urlopu macierzyńskiego, postanowiłam skompletować albumy z fotografiami rodzinnymi. Całe stosy współczesnych zdjęć i klisz walały się po szafach, a ja się trochę nudziłam. Gdy skończyłam opracowywać albumy dzieci oraz albumy z podróży, gdy opisałam do końca skoroszyty z klisza-mi, pozostało mi w rękach pudełko ze starymi zdjęciami rodzinnymi. Zbierałam je jako dziecko – miałam wtedy małego bzika na punkcie zachowania rodzinnej przeszłości i historii; chyba brakowało mi czegoś w ówczesnej peerelowskiej szarzyźnie. Bardzo podobały mi się stare postacie w kolorze sepii sztywno stojące w staromodnych ubraniach. I nagle okazało się, że mam kłopoty z podpisami do tych pieczołowicie zachowanych i wywiezionych na emigrację zdjęć – nie wiedziałam, kto na nich jest, gdzie były zrobione, nie znałam dat. A moje albumy miały być szczegółowo opisane piękną kursywą, miały się w nich znaleźć dokładne zapisy dat, nazwiska panieńskie i rodowe… Czułam, że przodkowie patrzą na mnie z tych zdjęć z wyrzutem, że ich nie pamiętam, że mnie nie obchodzą. To nieprawda. Przecież pierwsze drzewo genealogiczne rodziny Mojego Taty narysowałam jeszcze w Polsce, gdy miałam trzynaście lat. Nie mogłam pozostawić w niebycie tych ludzi.

Czy pani zawód jest powiązany z genealogią?

Nie, zupełnie nie. Na co dzień zajmuję się genetyką oraz pediatrią, które z genealogią mają niewiele wspólnego, choć ludzie często myślą, że to właśnie genetyka mnie zaprowadziła do genealogii. Podczas anamnezy, zapisuje się wywód przodków pacjenta w czterech pokoleniach, ale tutaj chodzi wyłącznie o udokumentowanie historii chorób oraz medycznej historii rodziny. Zapisuje także pochodzenie etniczne oraz geograficzne dziadków, ale na tym ta genealogia się kończy. Opisałam ten proces dokładniej w mojej drugiej książce pt. Rodzinne drzewo zdrowia.

Jakiego wyznania byli pani przodkowie?

W Wielkopolsce, wszyscy moi przodkowie byli wy znania katolickiego, choć w połowie XIX wieku znalazłam zapis acatholica dotyczący jednej z moich antenatek. Nie wiem, jakiego była wyznania, ale sądzę, że była ewangeliczką, bo nie znalazłam żadnego zapisu chrztu, który sugerował by np. pochodzenie żydowskie. Natomiast ojciec mojej babci macierzystej był Ukraińcem, czyli był wyznania grekokatolickiego, jak i wszyscy jego przodkowie.

Jakie tereny zamieszkiwali Pani antenaci?

Rodzina mojej Mamy pochodzi z Horyńca, powiat lubaczowski, oraz z Niemirowa, zaraz po drugiej stronie granicy z Ukrainą. Wioski te są od siebie oddalone o jakieś dziesięć kilometrów, niestety, z powodu granic powstałych po II-ej wojnie światowej do Niemirowa pojechałam dopiero w roku 2012. Natomiast Horyniec odwiedziłam w roku 2003, gdy tylko rozpoczęła się moja przygoda z genealogią. Rodzina mojego Taty pochodzi z Wielkopolski – rodzice jego ojca spod Objezierza oraz z Ceradza Kościelnego, natomiast rodzina jego ma-my – choć ona sama urodziła się w Naramowicach pod Poznaniem (obecnie dzielnica Poznania) – po-chodzi z Bieńkowic pod Raciborzem. W Bieńkowi-cach i niedalekim Bojanowie byłam w roku 2003, jeszcze z moim Tatą, natomiast w Objezierzu i Ceradzu jeszcze nie.

Od 2002 roku zbieram przedwojenne pocztówki z Niemirowa-Zdroju. Pomagają mi wyobrazić sobie, jak żyły moja babka i prababka, które pracowały w pensjonatach zdrojowych. Mam ich już ponad sto. Intrygują i pobudzają wyobraźnię.

Czy udało się pani kogoś zarazić bakcylem genealogicznym?

Raczej nie, jeżeli nie liczyć czytelników moich książek. Rodzina traktuje moje hobby jako nieszkodliwe dziwactwo, choć mój Tata dzielnie mi w moich poszukiwaniach sekundował. Moich synów genealogia nie interesuje, choć wiedzą, że podczas podróży w Polsce zawsze zajdziemy na jakiś cmentarz, albo do kościoła, albo do archiwum. Natomiast małżonek ciągle żartuje, że powinnam „get a life”, czyli przestać marnować czas.

Jak wszyscy wiemy jest pani autorką książki „Poszukiwanie Przodków. Genealogia dla każdego”. Dlaczego zdecydowała się pani napisać tę książkę?

Napisałam tę książkę, bo genealogia sprawiała mi tak wiele przyjemności, że chciałam się tym podzielić. Ponieważ w Polsce nie było żadnych książek na temat poszukiwania nieszlacheckich przodków, po-stanowiłam taką napisać. Tytuł roboczy brzmiał nawet „Genealogia bez herbu”. O tym, że można szukać przodków chłopskich nauczyłam się z obserwacji genealogów amerykańskich polskiego po-chodzenia – udawało im się odnaleźć przodków nawet z XVIII wieku, mimo iż byli to biedni chłopi pańszczyźniani. Poza tym genealogia jako hobby jest bardzo popularna w Ameryce, wiec doszłam do wniosku, że i Polsce tak będzie i że książka moja się przyda.

Pisanie książki zajęło mi dwa lata. Potem pół roku szukałam wydawcy – najpierw było długo, długo nic, aż raptem zainteresowały się dwa wydawnictwa, z tym, ze PIW był pierwszy.

Problemów nie pamiętam – pisanie sprawiało mi dużo satysfakcji oraz przyjemności. Być może trochę zaniedbałam wtedy moje dzieci, ale pisałam przede wszystkim po nocach i wieczorami. Małżonek bardzo mnie wspomagał, no i miałam pomoc w postaci niani oraz pani do sprzątania.

Korzyści to przede wszystkim napisanie i wydanie książki w zupełnie nieznanym i nowym dla mnie temacie. Poznanie przyjaciół genealogów: najpierw na forach internetowych. a potem „w realu”. Przyjaźń z moją przemiłą i super fachową pani redaktor z PIW, która moją książkę zredagowała, poprawiła i zrobiła tak dobrą.

Od wielu lat mieszka pani w Kanadzie. Jak Kanadyjczycy, a także Amerykanie, podchodzą do genealogii? Czy jest to dla nich hobby, czy może chcą się zwyczajnie pochwalić drzewem genealogicznym przed znajomymi?

O ile wiem, genealogia to najpopularniejsze po filatelistyce hobby w Ameryce Północnej. Dlaczego? – Nie wiem. Żadni z moich kanadyjskich znajomych się tym nie zajmują, więc nie mogę tego komentować. Także i dla nich moje hobby to dziwactwo.

Czy wielu Kanadyjczyków, Amerykanów ma przodków w Polsce? Są dumni z polskiego pochodzenia, czy jest im to obojętne?

Nie wiem. Moi znajomi to albo Polacy urodzeni w Polsce, albo rdzenni Kanadyjczycy pochodzący z Wielkiej Brytanii lub Irlandii. Za bardzo się swoim pochodzeniem nie interesują.

Skan karty z albumu rodzinnego p. Małgorzaty/ fot. prywatne archiwum Małgorzaty Nowaczyk

Czy dostęp do źródeł genealogicznych w Kanadzie, USA jest łatwiejszy niż w Polsce? Jakie trudności można napotkać podczas poszukiwań przodków w tych państwach Ameryki Północnej?

Nie znam się zupełnie na poszukiwaniach przodków kanadyjskich lub amerykańskich. Wiele danych archiwalnych (np. akta hipoteczne oraz gruntowe, zapisy testamentów) można znaleźć w każdym urzędzie miejskim lub hrabskim czy w archiwach miejskich lub prowincjonalnych. Typowy Kanadyjczyk ma prawo bez żadnego kłopotu otrzymać dane o swoich przodkach i krewnych. Urzędnicy są mili i na podania muszą z obowiązku odpowiedzieć – po to płacimy podatki (bardzo wysokie!), zwłaszcza, że często związane są z tym opłaty. Oprócz tego istnieją zapisy spisów powszechnych, listy emigrantów-pasażerów statków transatlantyckich i wiele innych źródeł przydatnych w badania ch genealogicznych. Ponieważ w Kanadzie nikt nikomu nie robi wstrętów typu “po co to pani?” albo “cóż to za zachcianki?” poszukiwania genealogiczne są chyba łatwiejsze i przyjemniejsze.

Jeżeli chodzi o poszukiwania przodków polskich, to zanim w ogóle przyjechałam do Polski w roku 2003 dzięki archiwom mormońskim wykonałam wywód przodków, który w jednej gałęzi miał jedenaście pokoleń. Nie ruszając się z Kanady! Bez trudności, za nominalną zapłatą w miejscowej filii kościoła mormońskiego.

Małgorzata Nowaczyk – urodziła się w Gliwicach. Z zawodu jest pediatrą-genetykiem, docentem w katedrze patologii i medycyny molekularnej w McMa-ster University w Hamilton w Kanadzie. W roku 2005 Państwowy Instytut Wydawniczy wydał jej książkę “Poszukiwanie przodków. Genealogia dla każdego”, a w roku 2007 “Rodzinne drzewo zdrowia.”

Jest autorką pond stu artykułów w czasopismach medycznych oraz rozdziałów w podręcznikach medycznych. Jej specjalizacje to genetyka prenatalna, dysmorfologia oraz genetyka kliniczna.

Od roku 1990 jest żoną wspaniałego człowieka; mama dwóch synów.

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum, nr 5 (16)/2014.