[wywiad] “Polacy woleliby myśleć, że to, co robili nasi przodkowie ich nie dotyczy” – dr Marek Jerzy Minakowski

Dr Marek Jerzy Minakowski/ fot. WGM

Jak genealogia łączy się z polityką? Czy poszukiwania przodków znanych osób ze świata politycznego traktuje się jako niepotrzebną „lustrację”? Dr Marek Jerzy Minakowski, twórca Wielkiej Genealogii Minakowskiego, przekonuje, że ludzie woleliby nie wiedzieć, co robili nasi przodkowie, uważając, że to ich nie dotyczy.

Parę tygodni temu (stan na luty 2016 r.) wśród wielu internautów zawrzało – opublikował Pan informację, że dziadek Mateusza Kijowskiego „zwalczał bandy nacjonalistyczne”. Dlaczego ta wiadomość wywołała aż takie emocje?

Chyba myśleli, że ja się na Mateusza Kijowskiego uwziąłem, bo go nie lubię. A tymczasem ja badam powiązania wewnątrz całych polskich elit –
tego jednego procenta populacji, do którego należą ludzie sławni, powszechnie znani, o których się pisze w książkach, których się pokazuje w telewizji i których nazwiska nadaje się placom i ulicom.

Dziadek lidera KOD-u – Józef Kijowski, był posłem na Sejm PRL, a więc wybitnym dygnitarzem – dlatego jego rodzina mnie interesuje tak samo, jak rodziny wszystkich polskich parlamentarzystów od XV wieku do dzisiaj.

A może ludzie po prostu lubią wiedzieć, czyim wnukiem jest polityk z partii X czy Y?

Raczej lubią tego nie wiedzieć. Chyba woleliby myśleć, że to, co robili nasi przodkowie nas nie dotyczy. Że jak coś przeskrobią, to nikt ich wnukom tego nie będzie wypominał. A przecież jeżeli  ktoś dziś jest profesorem, to najprawdopodobniej na studia trafił jeszcze przed rokiem 1989, a więc wtedy, gdy na studia szły prawie wyłącznie dzieci rodzin inteligenckich, bo inteligenci zarabiali mało, fachu w rękach nie mieli  i zajmowali się rzeczami „niemęskimi”, takimi jak czytanie książek.

A jeżeli do inteligencji należeli jeszcze przed rokiem 1989 – to znowu z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że przynajmniej jedno z ich dziadków już przed wojną do niej należało. Z kolei jeśli nikt w rodzinie nie należał do inteligencji przedwojennej, to zapewne ten awans zawdzięcza sowieckim okupantom, którzy władali Polską w latach 1944-1989.

Czasami pojawiają się głosy, że tylko prawica przeprowadza „lustrację przodków” – z czego wynika takie myślenie?

A co to jest lewica i prawica? Ja się nie identyfikuję z żadnym z tych określeń. Zresztą w obecnej Polsce ich użycie jest absurdalne – bo jeżeli przez lewicę uważamy tych, którzy bronią interesów niższych warstw społeczeństwa względem tych, którzy sobie dobrze radzą (mają pieniądze, kontakty, wykształcenie), to prawdziwą lewicą są ci, którzy reprezentują białych katolików z małych miasteczek i wsi, pracujących w małych, prywatnych firmach – a ich prapradziadkowie byli chłopami i odrabiali pańszczyznę. Jeżeli tym ludziom zlustrujemy przodków, to najwyżej dowiemy się, że w czasie powstań narodowych dobijali rannych powstańców lub wyłapywali ich po lasach i dostarczali zaborcom.

Natomiast badanie przodków tych osób, które są wykształcone, kulturalne, obyte, bogate i mają liczne znajomości – jest bardzo ciekawe. Bo oni w dużej części wszystko to wynieśli z domu. Tam więc po prostu jest czego szukać. A jak się szuka, to się znajduje.

Wiele osób pejoratywnie postrzega pisanie o genealogii znanych osób, nazywając to „niepotrzebnym grzebaniem w życiorysach”…

Mam liczne kontakty z osobami, które mają w rodzinie kogoś świętego albo jakiegoś bohatera narodowego – od nich nigdy nie usłyszałem, że badanie tych koligacji to „niepotrzebne grzebanie w życiorysach”. Z mojego doświadczenia wynika, że mówią tak głównie ci, którzy wstydzą się swoich przodków i mają ku temu obiektywne powody.

Czy wiedza o przodkach może zostać wykorzystana w walce politycznej? Mamy przecież przykład Jacka Kurskiego, który wyciągnął Donaldowi Tuskowi dziadka z Wehrmachtu… A wieści te na pewno przyczyniły się do zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego.

Ja się nie zajmuję walką polityczną. Zajmuję się budową społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy myśli o tym, by jego prapraprawnuki były szczęśliwe, że miały takiego praprapradziadka. Ale tego nie da się osiągnąć bez świadomości tego, kim z kolei byli nasi praprapradziadkowie. Ja większość swoich praprapradziadków znam i nie wiem o niczym, czego miałbym się za nich wstydzić.

Może, za przykładem Stanów Zjednoczonych, polscy politycy, a w szczególności kandydaci na urząd prezydenta/premiera, powinni publikować swój wywód przodków, unikając tym samym sytuacji, w której ktoś wyciągnie „pradziadka komunistę” w czasie kampanii?

Im lepiej się nawzajem znamy, tym lepiej dla całego społeczeństwa. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

Jednak nie byłoby tych „breaking newsów” gdyby nie Wielka Genealogia Minakowskiego… Jakie były początki portalu?

W życiu tworzyłem jeden „portal”. Nazywał się on „onet.pl”. Zacząłem w nim pracować tuż przed obroną mojego doktoratu z filozofii (na temat logiki u Sokratesa, Platona i Arystotelesa). Zajmowałem różne wysokie stanowiska (byłem m.in. szefem redakcji gospodarczej, poczty, wyszukiwarki). Zacząłem tam pracować w roku 1997, skończyłem w 2011. To tyle, jeśli chodzi o „portale”.

Ale nigdy nie zerwałem ze światem akademickim i już w roku 2001 zabrałem się za przetworzenie 17-tomowego „Herbarza polskiego” Adama Bonieckiego w interaktywną bazę danych. Opublikowałem go jesienią roku 2002, początkowo sprzedając go na płytach CD-ROM.

Przetworzyłem go na bazę danych w formacie GEDCOM/GeneWeb i okazało się, że udało się z tego zrobić genealogię znacznej części elit polskich z okresu XIV-XIX wieku. Wiosną 2005 r. opublikowałem ją (też na CD-ROM) pod tytułem „Ci wielcy Polacy to nasza rodzina”. Miała wtedy ok. 170 tys. osób, tworzących jedną wielką rodzinę od średniowiecza do dziś.
We wstępie do pierwszego wydania (maj 2005) napisałem:

„Baza liczy w tej chwili 167,9 tys. zidentyfikowanych osób (nie licząc np. nieznanych matek). Wykorzystane źródła to:
1) Boniecki, Herbarz Polski, oprac. M.J. Minakowski, wersja 2.0, Dr Minakowski Publikacje Elektroniczne, Kraków 2004. (94,6 tys. osób),
2) W. Dworzaczek: plik GEDCOM, [w:] Teki Dworzaczka, Biblioteka Kórnicka PAN, Kórnik 1997 oraz Tablice, w: W. Dworzaczek, Genealogia, PWN, Warszawa 1959 (razem 40,0 tys. osób, bez wspomnianych u Bonieckiego),
3) Łuszczyński, Teki, rękopis w Bibliotece Narodowej, opracowany elektronicznie przez Bibliotekę Kórnicką PAN (23,2 tys. osób bez wspomnianych powyżej),
5) Polski Słownik Biograficzny, tomy 1-42 (5,9 tys. osób, bez wspomnianych powyżej),
5) E. Sęczys, Szlachta wylegitymowana w Królestwie Polskim, DiG, Warszawa 2000 (2,6 tys. osób bez wspomnianych powyżej),
6) M. J. Minakowski, niepublikowane wyniki badań archiwalnych nad własną rodziną, zwłaszcza Radzickimi h. Nałęcz (1,4 tys. osób, bez wspomnianych powyżej)”.

Ile osób znajduje się obecnie w bazie? (stan na luty 2016 r.)

Teraz, 11 lat później, moja genealogia liczy 639 443 osoby. Od kilku lat, gdy XIX-wieczne herbarze jako źródło zostały już przeze mnie wykorzystane, korzystam głównie z metryk udostępnianych online i indeksowanych zwłaszcza w Genetece. Warto przypomnieć, że pierwszy jej projekt przedstawiłem osobiście 12 lat temu na grupie dyskusyjnej pl.soc.genealogia (wtedy jeszcze nie było forów, dyskutowało się w Usenecie) – było to w czasie, gdy pracowaliśmy nad pomysłem powołania Polskiego Towarzystwa Genealogicznego. Potem, żeby pokazać, że to jest do zrobienia, sporządziłem własnoręcznie indeks wszystkich małżeństw zawartych w Wolnym Mieście Krakowie – było ich 14,5 tysiąca, a spisanie zajęło mi tydzień. Nikt nie przewidywał wtedy, że kiedyś te metryki będą dostępne online, jako skany – spisywałem je oczywiście w archiwum, w pracowni naukowej. Udostępniłem spisy w Internecie, zachęciłem innych… I teraz nie muszę już jeździć po archiwach.

W jakim tempie przybywa kolejnych postaci do WGM?

Jak widać z tego zestawienia, średnio przybywa 42 tysiące osób rocznie. Ale to tylko dlatego, że staram się ograniczać – wprowadzam jak najmniej osób, spoza grona (jakkolwiek rozumianych) elit społeczeństwa polskiego od średniowiecza do dziś. Mógłbym dodawać ich dużo więcej, ale wtedy nie mógłbym nad tą bazą zapanować.

Główne kryterium przyjęcia bądź odrzucenia kandydata, chcącego dołączyć do bazy?

Ci, których dołączam, zwykle już nie żyją, więc nikt ich nie pyta, czy chcą, czy nie. Elity społeczne to sieć, gdzie ludzie są między sobą powiązani mnóstwem koneksji rodzinnych, towarzyskich i zawodowych. Ja rekonstruuję tę sieć (w warstwie rodzinnej) i dołączam do niej te osoby, których mi brakuje. Czyli ceruję dziury w tej sieci.

Jako kryterium używam obecnie przede wszystkim współczynnika zwanego przeze mnie „Rankingiem koligacji PSB”. To miara, podobna do „Page Ranku” wykorzystywanego przez wyszukiwarkę Google. Wyliczam ją w ten sposób, że dla każdej osoby w mojej bazie genealogicznej (dla każdej z tych 640 tysięcy) wynajduję 100 najbliższych jej osób, które mają biogram w Polskim Słowniku Biograficznym (opisano tam dotąd ponad 27 tys. osób). Następnie mierzę jak blisko od tej osoby jest owych 100 sławnych, które są jej najbliższe. W ten sposób jeżeli ktoś jest w centrum sieci społecznej – jest blisko spokrewniony z wieloma sławnymi ludźmi – albo jego bliscy (żona, teść, kuzyn, zięć) są z nimi blisko spokrewnieni – interesuje mnie bardziej, a jeśli w jego bliskiej rodzinie jest mało osób interesujących (z punktu widzenia historyka), to mniej.

Ponadto staram się odnaleźć wszystkie osoby, które są potomkami któregoś z niecałych 500 posłów i senatorów Sejmu Wielkiego, względnie są potomkami brata lub siostry takiej osoby.

Staram się też odnaleźć powiązania ze wszystkimi osobami opisanymi w „Polskim Słowniku Biograficznym”. Obecnie z tych ponad 27 tysięcy mam w swojej rodzinie 52,7% (14323 osoby).

Co Pana najbardziej zadziwiło w trakcie badania kolejnych powiązań polskich elit?

Jako przykład lubię podawać, że ojciec duchowy polskiego kapitalizmu, Stefan „Kisiel” Kisielewski, to brat cioteczny komunistycznej bohaterki, Hanki Sawickiej. Ale teraz coraz mniej już mnie dziwi – spędziłem nad genealogią dziesiątki tysięcy roboczogodzin i chyba wszystko już widziałem…

Dr Marek Jerzy Minakowski – doktor nauk humanistycznych z zakresu filozofii, historyk i genealog. Członek Zespołu Demografii Historycznej Komitetu Nauk Demograficznych Polskiej Akademii Nauk na kadencję 2016-2018. Twórca elektronicznej wersji “Herbarza polskiego” Adama Bonieckiego, a także e-publikacji “Ci wielcy Polacy to nasza rodzina”. Jak sam pisze jego “dziełem życia jest Wielka Genealogia Minakowskiego (www.wielcy.pl) i jej fragment znany jako Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego (www.sejm-wielki.pl)”.

Pierwotne miejsce publikacji wywiadu: More Maiorum, nr 2(37)/2016.