[wywiad] „Na Ukrainie prawdziwą »gorączką« jest badanie swoich korzeni” – Sergij Batogowski

Poszukiwania genealogiczne stają się niezwykle popularne nie tylko w Polsce, ale także za wschodnią granicą – na Ukrainie. Jak tłumaczy tamtejszy genealog – Sergij Batogowski na Ukrainie prawdziwą „gorączką” jest badanie swoich korzeni w celu odnalezienia przodków Polaków, co jest pomocne w ubieganiu się o kartę Polaka. Czym takie poszukiwania różnią się od tych prowadzonych w Polsce?

Od ilu lat interesuje się pan genealogią?

Od maja 2011 roku, czyli już 4 i pół roku*, odkąd umarła moja babcia. *stan na styczeń 2016 roku.

Czy wpływ na to, że historia rodzinna jest Pana hobby, miało jakieś konkretne wydarzenie?

Jak już powiedziałem, wpływ na to miała śmierć mojej babci. Zacząłem wtedy oglądać jej papiery. Chciałem odnaleźć dokument, potwierdzający służbę jej ojca w Wojsku Polskim, bowiem babcia kiedyś wspominała o tym fakcie. Przy pomocy tego dokumentu zamierzałem ubiegać się o kartę Polaka. Niestety nie udało mi się odnaleźć odpowiednich papierów, natomiast wśród archiwaliów babci znalazłem 2 stare wypisy: jeden z 1922 r., w którym z języka rosyjskiego na język polski został przetłumaczony akt urodzenia ojca babci, a mego pradziadka z 1895 r.; drugi to wypis z 1926 r. aktu urodzenia jej matki, a mojej prababci z 1907 r. Z dokumentów tych poznałem imiona nie tylko dziadków mojej babci, ale również jej pradziadków, czyli moich 3xpradziadków. Przy okazji otrzymałem informacje o miejscowościach, w których mieszkali moi przodkowie i skąd przyjechał mój pradziadek. Od tej pory genealogia jest moją pasją.

Czy ma Pan polskie korzenie?

Mam, ale pochodzenie to jest dość odległe. Najbliższym moim przodkiem Polakiem był prapradziadek Andrzej Juźwa. Urodził się w 1863 r. i mieszkał we wsi Popowce, koło Podkamienia, w powiecie Brody. W 1886 r. Andrzej poślubił Ukrainkę.

Parę lat temu babcia opowiadała mi, że w tamtych czasach istniała reguła, że kiedy z takiego mieszanego małżeństwa rodził się chłopczyk, wtedy chrzczono go w kościele rzymsko-katolickim i wychowywano jako Polaka, a kiedy rodziła się dziewczynka, to matka wychowywała ją na Ukrainkę. W taki właśnie sposób wychowywała się ich córka, a moja prababcia Paraskewa, która urodziła się w 1904 r. i została ochrzczona w cerkwi grecko-katolickiej.

Z metryki urodzenia prapradziadka dowiedziałem się jak miał na imię jego dziadek. Blasius, czyli Błażej. Po tych odkryciach pojechałem do babci, by podzielić się nowinami – zapytałem ją, czy wie jak miał na imię jej prapradziadek. Nie przypomniała sobie. Dopiero gdy powiedziałem, że Błażej uśmiechnęła się i powiedziała: „Aha! To dlatego, kiedy byliśmy jeszcze małymi dziećmi, wszyscy nazywali nas Błażkami”.

Siedzi mój prapradziadek Andrzej Juźwa, jego żona Ksenia i córka – moja prababcia Paraskewa /fot. archiwum rodzinne Sergija Batogowskiego

Czym w głównej mierze różnią poszukiwania genealogiczne prowadzone w Polsce i na Ukrainie?

Przede wszystkim różnią się tym, że w przeciwieństwie do poszukiwań w polskich archiwach, w których można bezpłatnie robić zdjęcia przy pomocy swojego sprzętu, we wszystkich archiwach na Ukrainie historyk rodzinny najpierw musi dostać odpowiednie pozwolenie od dyrektora archiwum. W niektórych archiwach, aby otrzymać pozwolenie, należy potwierdzić pokrewieństwo z osobą, której metryki szukamy. Np. w Archiwum Państwowym Obwodu Wołyńskiego w Łucku wymagają potwierdzenie pokrewieństwa nawet do robienia zdjęć z aktów dziewiętnastowiecznych. Zdjęć tych niestety nie można robić bezpłatnie. W różnych archiwach ceny dochodzą do 60 hrywien (około 10 zł) za zdjęcie jednego aktu metrykalnego.
W Polsce wiele metryk jest już zeskanowanych, dostępnych bezpłatnie online. Niestety nie można tego powiedzieć o ukraińskich archiwach, z których większość w ogóle nie skanuje dokumentów.

Istnieje również różnica w terminie ograniczającym udostępnienie informacji archiwalnych bez udowodnienia pokrewieństwa. W Polsce ten limit wynosi ostatnie 100 lat, natomiast na Ukrainie jest to 75 lat. Wszystkie dokumenty, które są starsze od tego okresu z oddziałów RASC (Rejestracja Aktów Stanu Cywilnego, instytucji ukraińskiej odpowiadającej polskiemu USC) wędrują do archiwów obwodowych. Ale to wcale nie znaczy, że wszystkie metryki np. za rok 1940 powinny być już przeniesione do archiwów, bo wiele ksiąg metrykalnych jest zbiorowych. Np. w oddziale RASC w Brodach (obwód lwowski) jest dużo metryk za okres 1861-1946. To znaczy, że księgi te zostaną przeniesione do archiwum historycznego we Lwowie dopiero wtedy, kiedy minie 75 lat od ostatniego zapisu z tej księgi, czyli w 2022 roku (1946+75+1). W razie braku ksiąg za odpowiedni okres w archiwach, należy sprawdzać ich dostępność w odpowiednich oddziałach RASC.

Jeżeli chodzi o poszukiwania związane ze szlachtą, to dokumenty, w tym nawet drzewa genealogiczne z początku XIX wieku, znajdują się w archiwach ukraińskich w sprawach szlacheckiego zebrania deputackiego (ros. Дела дворянского депутатского собрания).
W przeciwieństwie do Ukrainy, w Polsce istnieją archiwa diecezjalne, znajdujące się przy kościołach. Na Ukrainie podobnych archiwów nie ma, ponieważ z przyjściem władz radzieckich, księgi te od razu wędrowały do RASCów. Natomiast w niektórych miejscowościach Ukrainy, w cerkwiach można spotkać archiwa cerkiewne, zawierające dawne dokumenty, często nawet z XVII wieku. Ale jest to bardzo rzadkie zjawisko.

Największa trudność, jaką może spotkać polski historyk rodzinny na Ukrainie?

Trudno mi wskazać tę największą trudność, ponieważ poszukiwania genealogiczne zależą od wielu czynników. Przede wszystkim od tego, co konkretnie zamierza zrobić historyk, w którym archiwum bądź w którym RASC-ie będzie prowadził poszukiwania. Np. jeżeli badacz, będąc w Archiwum Państwowym Obwodu Wołyńskiego w Łucku, zechciałby zrobić zdjęcia wszystkich metryk z miejscowości, w której mieszkali kiedyś jego przodkowie, to jestem pewien tego, że dostanie odmowę nawet, gdy spróbuje za to wszystko zapłacić. Akurat w tym archiwum do zrobienia zdjęć zawsze wymagane jest potwierdzenie pokrewieństwa.

We wszystkich ukraińskich archiwach istnieje limit dzienny na ilość obejrzenia spraw. Wynosi on 10 spraw, ale nie więcej niż 1000 arkuszy. I tutaj też może być problem. Np. badacz zamawia kilka spraw do obejrzenia i okazuje się, że niemal każda z tych spraw zawiera metryki ze wszystkich miejscowości z całego powiatu. Odpowiednio jedna sprawa ma około 1000 arkuszy, a może nawet i więcej. W tej sytuacji petent dostanie tylko jedną sprawę bez względu na to, że zawiera ona np. tylko 30 arkuszy z jedynej miejscowości, która go interesuje. W niektórych archiwach problem ten można rozwiązać oficjalnie dopłacając za ponadnormowe sprawy.

Czy na Ukrainie przeprowadzano spisy ludności?

Oczywiście. Przede wszystkim były to wykazy rewizyjne, które były przeprowadzane przez Imperium Rosyjskie w celu opodatkowania ludności. Spisów dokonywano co 8-15 lat, zaczynając od początku XVIII wieku. W sumie przeprowadzono 10 takich rewizji. Ostatnia odbyła się w latach 1858-1865. Spisy znajdują się w różnych archiwach, ale niestety nie ma żadnych katalogów online. Jeżeli chodzi o Gubernię Wołyńską to większość rewizji z tej ziemi znajduje się w Archiwum Państwowym Obwodu Żytomierskiego.

W 1897 roku w Imperium Rosyjskim został przeprowadzony pierwszy ogólny spis ludności. Informacje z tego spisu, które mogą mieć jakąś wagę dla genealogów, znajdują się jedynie w Archiwum Historycznym w Kijowie w arkuszach spisowych. Niestety do dzisiaj zachowały się arkusze tylko z niektórych miejscowości.

Jeżeli w ogóle chodzi o wykazy ludności, to w archiwach ukraińskich są przechowywane wykazy spowiadających się oraz wykazy parafian. Spisy te często można zobaczyć w katalogach archiwalnych wraz z metrykami. W 1861 roku w Imperium Rosyjskim został uchwalony dekret o odmianie niewolnictwa. I od tamtej pory do początku XX wieku włościanie często wykupywali ziemie od zamożnych szlachciców, kupując je na raty. W związku z tym banki ziemskie zawierały odpowiednie umowy pod zastaw na wykupione ziemie pomiędzy właścicielem ziemskim a całą gromadą włościan z pewnej miejscowości. W podobnych umowach, często można znaleźć wykazy włościan z konkretnej wsi wraz z rodzinami. Są one przechowywane w sprawach banku ziemskiego (Дело поземельного банка).

Wiele różnych spisów ludności można odnaleźć w sprawach karnych. Np. w sprawach o podpalenie bądź niszczenie majątków. W podobnych sprawach, zwłaszcza kiedy szkoda jest dość poważna, często odpytywano gospodarzy z konkretnej miejscowości, po czym wyniki te, wraz z imionami i nazwiskami tych gospodarzy, były umieszczane w archiwum.

Grupa pisarzy przeprowadząca pierwszy ogólnorosyjski spis ludności w 1897 r. /fot. Wikimedia Commons

Czy poszukiwania prowadzone na wschodzie i zachodzie Ukrainy mają jakieś różnice?

Na zachodzie Ukrainy archiwa chyba są bardziej otwarte od tych, znajdujących się na wschodzie kraju. Natomiast, mimo ogólnych zasad pracy, każde archiwum ma swoje wewnętrzne reguły, które często dość mocno różnią się między sobą.

Dokumenty z archiwów w Doniecku i Ługańsku, zawierające informacje genealogiczne, niestety nie zostały ewakuowane i na razie znajdują się na zagrożonych terenach.
Jednak mam informację, że przed wojną 80 proc. metryk z archiwum w Doniecku zostało zeskanowanych przez mormonów.

Czy korzystanie z państwowych archiwów ukraińskich jest darmowe? Działają na podobnej zasadzie jak polskie archiwa?

Osobiste poszukiwania w archiwum są bezpłatne, natomiast za kopiowanie dokumentów, nawet przy pomocy swojego sprzętu, trzeba zapłacić. Jak już wspominałem, najpierw trzeba uzyskać pozwolenie od dyrektora archiwum. Np. w Archiwum Historycznym we Lwowie sprawy do obejrzenia trzeba zamawiać trzy dni wcześniej, natomiast w Archiwum Państwowym Obwodu Wołyńskiego w Łucku sprawy można dostać w ciągu jednej godziny od złożenia zamówienia. Z drugiej strony archiwum w Łucku w ciągu jednego dnia przyjmuje tylko 16 osób do pracowni naukowej.

Ze wszystkich ukraińskich archiwów skanowaniem metryk zajmują się tylko dwa: Archiwum Państwowe Obwodu Winnickiego, w którym zeskanowana została duża część metryk, a badacz może je obejrzeć, będąc w pracowni naukowej; oraz Archiwum Państwowe Obwodu Odeskiego.

Gdzie w Internecie można znaleźć metryki z terenu dzisiejszej Ukrainy?

Największa ilość metryk online znajduje się na stronach polskich archiwów, głównie w AGAD w Warszawie. Sporo dokumentów, cennych dla genealogów z zachodnich terenów dzisiejszej Ukrainy, przechowuje się w Archiwach Państwowych w Lublinie i w Przemyślu. Część z nich dostępnych jest na portalu szukajwarchiwach.pl.

Dużo metryk z różnych archiwów zostało zmikrofilmowanych przez mormonów. Można je obejrzeć w Centrach Historii Rodziny – w Polsce we Wrocławiu oraz Warszawie.
Jeżeli chodzi o metryki online, udostępnione przez ukraińskie archiwa, to na tę chwilę jedynym źródłem jest portal Archiwum Państwowego Obwodu Odeskiego. Jest tutaj sporo metryk z terytorium dzisiejszych obwodów odeskiego i chersońskiego, w tym również metryki wyznania rzymsko-katolickiego. Portal został otwarty kilka miesięcy temu i niemal każdego tygodnia jest aktualizowany o nowe skany.

Przykładowa strona z arkusza spisowego z ogólnorosyjskiego spisu ludności w 1897 r. /fot. Wikimedia Commons

Jak nastawieni są ukraińscy urzędnicy do genealogów? Są skorzy do pomocy?

Wszystko zależy od konkretnego urzędnika. Ważne jest również, ile osób w jednym czasie znajduje się w pracowni. W różnych archiwach są różne warunki, a wraz z nimi podobnie są nastawieni urzędnicy do genealogów. W jednych archiwach pracownicy są mili i grzeczni, często mogą ci podpowiedzieć, gdzie znajdują się dokumenty, a w innych, bywają i tacy, że często myślę sobie, żeby tylko mi nie przeszkadzali.

A jak postrzegają rodzinnych historyków sami Ukraińcy?

Różnie. Są tacy, którzy po prostu uważają ich za dziwaków. Natomiast teraz na Ukrainie prawdziwą „gorączką” jest badanie swoich korzeni w celu odnalezienia przodków Polaków, co jest pomocne w ubieganiu się o kartę Polaka. I często jest tak, że kiedy jakaś osoba dowiaduje się, że zajmuję się genealogią, zaczyna mnie wypytywać, w jaki sposób mogłaby uzyskać dokumenty z archiwum. Z tego właśnie powodu wiele z tych ludzi, zaczynając poszukiwania swych przodków dla wyrobienia karty Polaka, powolutku zaczyna szukać wszystkich swoich przodków. A często poszukiwania te zamieniają się w pasję na całe życie.

Czy wśród ukraińskiego społeczeństwa panuje przekonanie, że znalezienie jakiegoś przodka (np. Żyda) to coś „złego”? A może mają obojętny stosunek do swoich korzeni?

Powiedziałbym, że raczej odwrotnie. Nie mówię, że w społeczeństwie ukraińskim wszyscy tolerują Żydów, ale większość osób po prostu uważa ich za mądrych ludzi. Są również osoby, poszukujące korzeni żydowskich w celu ubiegania się o izraelskie obywatelstwo, które pozwoli im na przekraczanie granic wielu państw świata bez wizy. W ogóle zainteresowanie własnymi korzeniami w społeczeństwie ukraińskim stopniowo wzrasta.

Sergij Batogowski – badacz genealogii rodzinnej mieszkający na Ukrainie.

Oferuję pomoc w poszukiwaniach genealogicznych w Archiwach Państwowych w Łucku, Równem, Żytomierzu, Tarnopolu, Winnicy, Chmielnickim oraz w Archiwum Historycznym we Lwowie. Odszyfrowuję i tłumaczę materiały archiwalne z języka rosyjskiego oraz języka ukraińskiego na język polski i na odwrót. E-mail – manualll80@gmail.com.

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 1 (36)/2016.

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.