Warszawa odzyskuje niepodległość. Pierwsze dni wolności nie były łatwe

Warszawa odzyskuje niepodległość
Pochód narodowy w Warszawie, listopad 1918 roku, fot. Wikimedia Commons

Nastroje niepodległościowe z każdym dniem nowego, 1918 roku, były coraz żywsze. W styczniu prezydent Wilson zadeklarował, że nie widzi innego scenariusza dla Europy niż ten, w którym Polska odzyska wolność. Ale sytuacja w stolicy jeszcze w listopadzie była niepewna. Po ulicach wciąż krążyły groźne niemieckie i bolszewickie bandy. Warszawa wciąż walczyła.

Ma być utworzone niepodległe państwo polskie, które by obejmowało wszystkie ziemie, zamieszkane przez ludność niewątpliwie polską i posiadało zabezpieczoną wolność i niezawodny dostęp do morza i którego polityczna i gospodarcza niezawisłość, jako też terytorialna nienaruszalność, musiałyby być zagwarantowane traktatami międzynarodowymi.

Prezydent Thomas Woodrow Wilson, przemawiając 8 stycznia 1918 roku, przedstawił, jak to określił: jedyny możliwy program pokoju światowego. Projekt zwany później Notą Wilsona, w punkcie 13 zapewnił niepodległość państwu polskiemu. Istotna odpowiedź rządu niemieckiego przyszła 12 listopada.
Oświadczenie Niemiec podpisał Solf, sekretarz stanu urzędu do spraw zagranicznych. Odpowiedź była dość ogólna, jednak utrzymana w tonie ugodowym. Niemcy w porozumieniu z rządem austriacko-węgierskim, mając na celu zawieszenie broni, oświadczyły o gotowości zadość uczynienia propozycjom prezydenta Wilsona.

Warszawa odzyskuje niepodległość: podniesienie cen

Entuzjazm w Królestwie Polskim wywołany porozumieniem z Niemcami można porównać do wcześniejszej, pamiętnej proklamacji państw centralnych z 5 listopada 1916 roku. Tym razem wyłoniła się nie tylko wizja odzyskania niepodległości, ale też końca wojny.

Warszawa odzyskuje niepodległość

Pochód narodowy w Warszawie, listopad 1918 roku, fot. Wikimedia Commons

Ugrupowania: Zjednoczenie Narodowe, Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe, Stronnictwo Odrodzenia Narodowego Stronnictwo i Chrześcijańsko-Demokratyczne w podniosłym tonie wezwały Warszawę do jednej, zbiorowej, podniosłej manifestacji na cześć Polski zjednoczonej i niepodległej. Warszawa miała święcić 14 października jako dzień odzyskania swych odwiecznych praw stolicy całej niepodległej Polski.
Patriotyzm wyrażany przez powoływanie się na słowa wieszcza Ja i ojczyzna – to jedno oraz Ojczyzna wzywa! rozlegały się coraz żywiej, ale proza życia była gdzieś indziej. Niespodziewanie mocno wzrósł popyt na mocne alkohole: wódkę, koniak oraz wina i likiery. Hurtownicy, handlowcy i restauratorzy zgodnie twierdzili: ludzie piją znacznie więcej. Konsekwencją było podniesienie cen, które w połowie października kształtowały się za butelkę następująco:

  1. Wódka monopolowa niemiecka – 20 marek,
  2. Wódka dawna rosyjska – 30 do 45 marek,
  3. Koniak francuski – 120 do 250 marek,
  4. Wino, gorszy gatunek – 15 do 25 marek,
  5. Wino, lepszy gatunek – do 100 marek,
  6. Szampan – 125 do 255 marek.

Jaka była przyczyna zwiększonego spożycia alkoholu – nie wiadomo. Na prawdziwe świętowanie było jeszcze za wcześnie. Jakiegoś wyraźnego rozluźnienia w sytuacji miasta też się nie czuło. Przeciwnie – zdarzyło się coś dla wielu mieszkańców zaskakującego: władze okupacyjne zniosły przepustki dla podróżnych. Warszawiacy zrozumieli to jako możliwość przywozu żywności z prowincji i masowo ruszyli na podbój okolicznych wiosek. Obładowanych wiktuałami, po powrocie spotkała przykra niespodzianka – żywność została im zarekwirowana, bowiem zakaz przywozu nie został zniesiony.

Jednakże nic nie mogło powstrzymać mieszkańców Warszawy przed świętowaniem 14 października. To był szczególny rodzaj manifestacji. Mimo poniedziałku, zwykłego dnia pracy, stanęły wszystkie warsztaty, nie wychodziła prasa, zamarł ruch handlowy, nie jeździły tramwaje ani dorożki. Ludzie wyszli gromadnie na ulice, cała Warszawa, dosłownie, kto tylko mógł chodzić. Nie zabrakło barwnych flag narodowych, udekorowane były balkony i witryny sklepowe.

Dzień był słoneczny i ciepły, wymarzony dla świętowania na wolnym powietrzu. Wpierw odbyły się uroczyste msze święte we wszystkich świątyniach. Następnie był pochód wojskowych, piłsudczyków i Dowborczyków. Dołączyli do nich tłumnie mieszkańcy stolicy. Były przemówienia i wiwaty, ludzie śpiewali Jeszcze Polska nie zginęła i Boże coś Polskę.

Warszawa odzyskuje niepodległość: W przeddzień

Tego dnia w Warszawie nie można było zaliczyć do spokojnych. Dziesiąty listopada został uznany za moment przełomowy w życiu miasta. Panował nastrój podniecenia i niepokoju na zmianę z entuzjazmem. Liczne prowokacje ze strony agentów bolszewickich doprowadziły do krwawych starć. Do legend można zapisać opinię, że zbliżający się rozejm uspokoił sytuację w stolicy. Trzy siły były sobie przeciwstawne: żołnierze niemieccy, wojsko polskie i agenci bolszewiccy. Zdarzyło się, że pochód składający się z kilkuset młodych ludzi napotkał w Alejach Jerozolimskich tramwaj wojskowy, w którym znajdowało się kilku żołnierzy niemieckich. Uczestnicy manifestacji otoczyli pojazd i zażądali od Niemców zdjęcia czapek. Jeden z nich odmówił. Wówczas członek związku zawodowego fryzjerów, nazwiskiem Majchrzak, usiłował zrzucić żołnierzowi czapkę z głowy. Ten odsunął się i oddał w kierunku młodych mężczyzn kilka strzałów z karabinu. Majchrzak trafiony w serce zmarł natychmiast, kilku innych odniosło lżejsze rany. Manifestanci odpowiedzieli strzałami z rewolwerów. Kilku żołnierzy niemieckich zostało rannych, w tym jeden ciężko. Na miejsce przybył niemiecki oddział karabinów maszynowych, co uspokoiło sytuację. Ludzie rozeszli się.

Warszawa odzyskuje niepodległość

Komendant Piłsudski i jego adiutanci, fot. Wikimedia Commons

W mieście odbyło się kilka manifestacji inspirowanych przez bolszewików. Wznoszone były okrzyki przeciw Polsce i wojsku polskiemu. Na ulicy Chłodnej pojawił się tłum z czerwonymi sztandarami. Około dwóch tysięcy ludzi wykrzykiwało wrogie Polsce hasła. Przechodzący obok oddział polskiego wojska rozpędził prowokatorów bez użycia broni, wspomagając się jedynie wojskowymi pasami.

Warszawa odzyskuje niepodległość: 30 zatrzymanych

Kolejne prowokacje odnotowane zostały na ulicy Moniuszki podczas manifestacji na cześć Piłsudskiego. Kilku podejrzanie wyglądających mężczyzn krzyczało Precz z Piłsudskim! Precz z wojskiem polskim! Zebrani sami zaprowadzili porządek: prowokatorzy uciekali w popłochu.

Zamachu na oddział polskich żołnierzy dokonali bolszewicy tego dnia u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Królewskiej. Do koszar wracało około dwudziestu wojskowych. Z przejeżdżającej obok dorożki posypały się w ich kierunku kule rewolwerowe. Napastnicy uciekali w kierunku ulicy Siennej i dopiero tam zbliżyli się do nich goniący ich żołnierze. Po wymianie strzałów jeden z agentów bolszewickich zginął, dwaj ranni zostali aresztowani, dwaj inni zbiegli.

O tym, jak duże było zjawisko prowokacji, świadczy liczba agitatorów – zatrzymanych było około trzydziestu, a wielu uciekło przed aresztowaniem. Świadkowie zeznawali, że agenci
bolszewiccy nawoływali do rewolucji i rabowania sklepów.

Warszawa odzyskuje niepodległość: akcje bolszewków

Z teatru Argus przy Bielańskiej, po zakończonym bolszewickim wiecu, jego uczestnicy wylegli na ulicę. Rozległy się hasła Precz z Polską! Niech żyje Lenin! Na odpowiedź ludności polskiej nie trzeba było czekać: doszło do walki wręcz.

Nic już nie mogło wywołać zdziwienia, anarchiczne działania bolszewików wzmogły się do tego stopnia, że były nawet próby ataku na więzienie na Pawiaku w celu uwolnienia kryminalistów. Były również tchórzliwe napady na pojedynczych żołnierzy polskich. W ogrodzie saskim przechodzącego samotnie wojskowego ktoś ugodził nożem w plecy. Na Karmelickiej rozpasana grupa prowokatorów napadła na żołnierza. Zranili go i zabrali karabin. Na tej samej ulicy inny wojskowy został ranny nożem w plecy.

Akcje bolszewików nie były spontaniczne, wspomagała ich nielegalna, komunistyczna prasa. Żandarmi otrzymali zawiadomienie o istnieniu tajnej drukarni na ulicy Marszałkowskiej 69. Istotnie, drukowana tam była gazeta Nasza Trybuna. Obecni w lokalu zostali aresztowani.

Warszawa odzyskuje niepodległość: stopniowe przejmowanie władzy

Przedwczesne działania i stopniowe przejmowanie władzy. Tego samego dnia wieczorem doszło do pojedynczych przypadków rozbrojenia niemieckich żołnierzy i oficerów, zdążających do dworca wiedeńskiego. Działania te prowadziły grupy polskiej młodzieży. Komendantura polska niezwłocznie wysłała oddział, w celu odebrania skonfiskowanej Niemcom broni. W tym czasie ze strony grupy cywili ktoś wystrzelił w stronę niemieckiego wartownika. Niemcy odpowiedzieli ogniem. Było kilku rannych po obu stronach. Zdarzenia te zaniepokoiły polskie władze wojskowe. Istniało niebezpieczeństwo, że broń zabrana Niemcom przez cywili, może dostać się w niepowołane ręce. Sytuacja w mieście była jeszcze daleka od stabilizacji – dlatego władze nawoływały do zaprzestania odruchowych działań, mogących wyrządzić wiele szkód.

Warszawa odzyskuje niepodległość

W Warszawie, Muranów, rok 1918, fot. e-BUW

Następowało stopniowe przejmowanie władzy przez polskie wojsko. Zajęty został Belweder, posterunki na moście Kierbedzia i kolejowym. Niemiecki oddział samochodowy oddał sprzęt oraz broń i amunicję. Podobnie było w ratuszu, w wydziale policji kryminalnej i w urzędach administracji państwowej
Sprawa rozbrojenia oddziałów niemieckich stawała się coraz bardziej paląca. Obraz polskich gimnazjalistów odbierających Niemcom karabiny to mit – pojedyncze przypadki miały miejsce, ale były wbrew prawu i stanowiły zagrożenie bezpieczeństwu państwa. Komendant Warszawy wezwał mieszkańców do zaprzestania samowolnego rozbrajania żołnierzy niemieckich i rabowania magazynów i składów wojskowych. Została utworzona niemiecka rada żołniersko-robotnicza, której celem było porozumienie w sprawie złożenia przez Niemców broni oraz omówienie sposobu opuszczenia stolicy przez wojska okupacyjne.

Warszawa odzyskuje niepodległość: wolność dla szarego mieszkańca

Rada regencyjna przekazała 11 listopada 1918 roku władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich brygadierowi Piłsudskiemu do czasu utworzenia rządu narodowego. Komendant wydał odezwy do narodu.
Zwykłego obywatela jednak obchodziło najbardziej to, co dotyczyło życia codziennego. Została przejęta z rąk niemieckich kolej. Posterunki objęli urzędnicy i funkcjonariusze polscy. Władze polskie przejęły pocztę, z gmachów zostały zdjęte napisy niemieckie. Można było bez przeszkód nadać listy oraz przesłać i wypłacić pieniądze. W wielu miejscach mury domów zostały już pozbawione niemieckich szyldów. Musieli to zrobić strażacy – napisy były trwale wmurowane w tynk, z iście pruską dokładnością, jakby miały trwać na wieki. Z kolei z twierdzy w Modlinie wyszli wszyscy więźniowie polityczni. Kolejną istotną sprawą było odebranie Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej. Instytucja ta emitowała marki polskie, walutę z gwarancją Rzeszy Niemieckiej. Wszystko odbyło się bez zatargów.

W kinematografach napisy były już tylko po polsku; kierownictwo tłumaczyło, że prawie nie ma już widzów, którym język niemiecki byłby potrzebny. Dotychczasowy niemiecki sąd najwyższy w pałacu Paca, przeszedł w ręce polskie. Oddane zostały akta, dokumenty i pieniądze.

Naczelnik Państwa z grupą oficerów na placu Saskim, fot. NAC

Warszawiacy z ulgą przyjęli wiadomość o końcu panowania „króli tramwajowych”, Niemców – Rummla i Auerbreta. Szczególnie źle zapisał się w pamięci mieszkańców Rummel, kapitan rezerwy. Za jego panowania, od roku 1916, liczba tramwajów dla obywateli była zmniejszona, za to Niemcy mieli do dyspozycji najlepsze wagony. Panoszyli się w nich, emanując butą, pychą i arogancją.

Warszawa odzyskuje niepodległość: przyszłość w Niepodległej

Nie tylko radość pojawiła się w sercach mieszkańców Warszawy. Niepokój, jaka będzie przyszłość, jak ułożyć sobie życie po tylu latach niewoli, to były dylematy zawarte w jednym zdaniu: jakie będzie oblicze jutra, jaki będzie rząd narodowy?

Już od początku odzyskania wolności wiadomo było, że pełnej jedności w narodzie nie będzie. Po wiecu zorganizowanym przez działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej, jej agitatorzy sterroryzowali większość warszawskich handlowców, robotników i rzemieślników. Trzynastego listopada nie jeździły tramwaje, większość sklepów była zamknięta. Pojawiły się żądania ustąpienia Rady Regencyjnej.

Sytuację uspokoić miały dwa nazwiska: Piłsudski i Daszyński. Pierwszy powołał drugiego na Prezesa Rady Ministrów. Nowy rząd miał być połączeniem żywiołów lewicowych i sił fachowych. Rada Regencyjna przestała istnieć. Utworzenie nowego rządu nie było łatwe, pewna była tylko osoba premiera, trwały targi stronnictw o ilość tek ministerialnych. Były to zmagania wewnątrz państwowe, na razie jeszcze nie zagrażał wróg zewnętrzny…

Autor: Piotr Ryttel. Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 11 (70)/2018.