Ślady okupacji niemieckiej i sowieckiej w archiwach a poszukiwania genealogiczne [genealog w archiwum]

Karta z kartoteki Miejskiego Komitetu Opieki Społecznej w Krakowie osoby zabranej na roboty przymusowe do Niemiec w 1939 r., fot. ANK, zespół akt 29/824 Miejski Komitet Opieki Społecznej w Krakowie.

Pierwsze lata po II wojnie światowej były okresem natężonej pracy wielu instytucji. Akta wówczas wytworzone, opisujące losy milionów ludzi w czasie działań wojennych, mogą być dla genealogów niezwykłym materiałem do badań rodzinnych. Co w nich znajdziemy?

We wrześniu 1939 roku Polska ponownie straciła niepodległość – ziemie państwa zostały podzielone pomiędzy dwóch okupantów. Po wojnie zarówno Niemcy, jak i Sowieci skrupulatnie zadbali o wytworzone przez własne władze dokumenty, niszcząc je lub zabierając ze sobą – zwłaszcza te, które świadczyły o zbrodniach czy represjach na polskim społeczeństwie. W okresie powojennym Polacy powracający z wojennej tułaczki repatriowani na nowe tereny, szukający nowego miejsca do życia, leczący się, podejmujący pracę zwracali się do urzędów i sądów, opisując własne losy. Do dziś wytworzone w ten sposób dokumenty są podstawowymi źródłami historycznymi dotyczącymi okresu okupacji.
Po przejściu frontu wojennego na terenach Polski, w nowych, mocno okrojonych granicach, powracała powoli stabilizacja. W zależności od tego, jak dalece przejście frontu zniszczyło miasto czy wieś (tu jako skrajne przykłady wymienić można zniszczoną niemal zupełnie Warszawę czy choćby Kraków, gdzie straty były minimalne), nowa władza organizowała życie w kraju.

Akta instytucji pomocowych

Dużą rolę w powojennej rzeczywistości i to właśnie na początku tego trudnego okresu odgrywały instytucje oferujące pomoc społeczną. W województwach, miastach i gminach powstawały Wojewódzkie, Miejskie czy Gminne Komitety Opieki Społecznej. Były to instytucje pierwszego kontaktu oferujące najbardziej podstawową pomoc społeczną: żywność, ubranie, zakwaterowanie, leki czy pomoc medyczną. Aby zapanować nad ogromną liczbą potrzebujących osób i nad organizacją pracy, prowadzono kilka kartotek, gdzie spisywano oddzielnie tzw. ofiary wojny – w tym więźniów obozów koncentracyjnych, cudzoziemców z obozów pracy, zdemobilizowanych, powracających z ZSRR, repatriantów ze Wschodu, powracających z obozów pracy na Zachodzie i powracających z Zachodu, którzy otrzymali bilety kolejowe. Na kartach tych kartotek znajdują się dane osobowe potrzebującego, zwięzły opis przeżyć wojennych jego i rodziny oraz odnośne wpisy o wydaniu np. 1 kilograma chleba, mąki, płaszcza, ciepłej bielizny, leków, skierowaniu do punktów sanitarnych. Kartoteki te są dla obecnie kopalnią wiedzy zarówno o okresie okupacji, jak i okresu powojennego – dla historyków Polski i własnych rodzin. Liczą ok. 13 mb pojedynczych kart.

Dodać trzeba, że w Krakowie także w czasie okupacji działała podobna instytucja świadcząca pomoc społeczną, na którą zresztą było od 1940 roku przyzwolenie ze strony Niemców. Był to Polski Komitet Opiekuńczy Kraków – Miasto, zwany w tamtym czasie w skrócie PolKo, a będący zlepkiem różnych wcześniej istniejących organizacji pomocowych. To także blisko kilkanaście metrów kartotek osób, którym w różny sposób udzielono pomocy: inwalidów, dzieci, młodzieży, rolników, wysiedlonych, więźniów niemieckich zakładów karnych i obozów koncentracyjnych. Szczególną grupą poszkodowanych są tzw. Wołyniacy, czyli osoby uciekające z pogromów ludności polskiej na terenie Wołynia. W tym konkretnym przypadku znajdziemy opisy losów konkretnych osób zarówno w postaci wspomnianych już kartotek, jak i korespondencji o formach udzielanego wsparcia.

Zaświadczenie o pobycie w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, fot. ANK, zespół akt 29/692 Specjalny Komisarz dla spraw opieki nad b. więźniami niemieckich obozów koncentracyjnych i pracy w Krakowie.

Uznanie za zmarłego

Kiedy już państwo polskie zaczęło funkcjonować i powoli uruchamiać swoje organy i urzędy, także sądownictwo ruszyło do pracy. Po okresie okupacji było dużo do zrobienia. Co prawda w latach 1939–1945 sądy funkcjonowały bez większej przerwy, ale korzystanie z niemieckiego czy sowieckiego wówczas sądownictwa, społeczeństwo polskie ograniczyło instynktownie do minimum.

W czasie okupacji lepiej było nie przyznawać się zarówno do swojego majątku, pod groźbą jego utraty, jak i do swojego istnienia. Po wojnie chciano nadrobić stracony czas. Przede wszystkim ruszyły sprawy spadkowe. Jednak poprzedzały je dokumenty typowe dla każdego okresu powojennego – akta uznania za zmarłych. Osoby, które straciły swoich bliskich w kampanii wrześniowej w 1939 roku, w obozach koncentracyjnych i obozach pracy, w czasie licznych łapanek i rozstrzeliwań, w końcu w zbrodni katyńskiej, podczas likwidacji ludności żydowskiej w gettach czy innego rodzaju eksterminacji potrzebowały rozliczyć się z tragiczną przeszłością.

Po wojnie, zwłaszcza osoby, które pozostawiły bliskich, współmałżonków czy potomków i które posiadały jakikolwiek majątek, masowo były prawnie uznawane za zmarłych. W aktach Sądu Grodzkiego w Krakowie z lat 1945–1950 w samym Krakowie znajdziemy ok. 18 tys. osób uznanych za zmarłe. Po reformie sądownictwa w 1951 roku sprawy te dalej prowadziły sądy powiatowe. Akta te są dzisiaj niezwykłym źródłem do czasów okupacji. Zawierają bardzo ciekawe dokumenty poświadczające utratę życia: karty z Polskiego Czerwonego Krzyża, korespondencję z obozów koncentracyjnych, korespondencję z obozów na Wschodzie m.in. Starobielska, Ostaszkowa i Katynia.

Autorka: Iwona Fischer (Archiwum Narodowe w Krakowie)

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały artykuł dostępny jest w More Maiorum 1(60)/2018, który można bezpłatnie pobrać poniżej: