[recenzja] „Na skraju piekła. Opowiadania i reportaże z Kresów”

Trudne losy Polaków podczas II wojny światowej, najpierw na Kresach Wschodnich dawnej Rzeczpospolitej, a potem na Syberii i w Kazachstanie, to tematyka ciągle aktualna. Żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń, choć jest ich coraz mniej…

Wspominają swoje historie, przekazują ją potomkom. Część z nich doczekała się wydań książkowych. Jedną z takich książek napisała Agnieszka Lewandowska-Kąkol. Poświęciła ją swojemu dziadkowi. Książka zawiera czternaście rozdziałów, każdy z nich stanowi odrębny wątek. Łączy je jednak podobny tragizm. Utracone dzieciństwo, brak możliwości powrotu do rodzinnego domu, to tragedie, które odcisnęły się na wielu życiorysach.

Tak było z rodziną Poważyńskich ze Słonimia czy rodziną Hackemerów, wywiezioną do Kazachstanu. Poszukiwania rodzin i informacji o ich prześladowaniach przyniosły zadziwiające odkrycia.

Kiedy do władzy doszedł Gorbaczow, mogłam zapoznać się z zawartością teczki ojca. Rozstrzelano go dwa miesiące po aresztowaniu, a więc jeszcze w 1938 roku

– czytamy w opowiadaniu „Nieskończony ciąg represji”.

dfdsf

Trudne życie na zesłaniu, a potem trudny powrót do Polski i tragiczne życie w ojczyźnie, bo niektórzy z prześladowanych nie przestali nimi być także potem. Tak było w przypadku małej Taddei, która chorowała, miała zły akcent, więc dla współpracowników w zakładach im. Kasprzaka była ruskim człowiekiem. Taddea – córka polskiego oficera, który zginął w Kozielsku i Węgierki, zadenuncjowanej już na zesłaniu przez koleżankę Polkę. Za to, że po śmierci męża powiedziała głośno: „Rosjanie i Niemcy to takie samo bydło” Węgierka została więźniem politycznym na dziesięć lat, a Taddea trafiła do radzieckiego sierocińca, a potem do domu dziecka w Kwidzynie. Stamtąd zabrała ją dawna sąsiadka rodziców. Przez ten okres nie miała wiadomości o matce. Po jedenastu latach obie dowiedziały się, że pozostały przy życiu. Pierwsze spotkanie było dość groteskowe, bo Taddea matki nie pamiętała – rzuciła się na szyję obcej kobiecie.

Władysław Jakowicki – profesor medycyny z Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, za namową przyjaciół mógł wyjechać do Egiptu razem z żoną i dwiema córkami. Wolał pozostać w kraju. Zginął prawdopodobnie w Kotłasie, czyli w połowie drogi między Moskwą a Archangielskiem. Jego żona nigdy nie dowiedziała się o tej śmierci. Tajemnicę tę poznały dopiero córki w roku 1981 z listu, który przysłał uratowany przez tego lekarza człowiek.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fronda w 2013 roku.


Autorka: Elżbieta Lipińska


Fot. Fronda.pl