Procesy żołnierzy wyklętych w prasie komunistycznej

fot. Wikimedia Commons

Już od 1944 roku polska prasa komunistyczna zawzięcie walczyła piórem z żołnierzami Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Jak opisywano najgłośniejsze procesy?

Niemal w każdym numerze Trybuny Robotniczej, można było przeczytać teksty zawierające oskarżenia wymierzone przeciw działaczom tych organizacji zbrojnych. Wtórowały Trybunie pozostałe dzienniki, np. Rzeczpospolita i regionalne: Gazeta Lubelska, Głos Koszaliński czy Nowiny Rzeszowskie.

W październiku 1944 roku było już wiadomo: partyzanci polscy walczyli z okupantem niemieckim, zadając mu znaczne straty. Walka nie ustawała ani na chwilę. Wysadzone pociągi, zniszczona broń wroga, zabici Niemcy – to dzieło bojowników Armii Ludowej i Batalionów Chłopskich. Ci dzielni ludzie mieli przed sobą dodatkowego wroga. Były to oddziały Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Zdrajcy narodu uzbrojeni w niemiecki sprzęt wojenny, napadali na prawdziwych partyzantów polskich i zabijali ich zamiast niemieckiego najeźdźcę.

Kto wierzył w tak naiwną i kłamliwą propagandę? Chyba tylko ci, którzy byli jej twórcami. Prasa komunistyczna wykorzystywała z wielką ochotą wypowiedzi osób znanych, zwłaszcza artystów i dawnych działaczy politycznych i wojskowych w walce z żołnierzami AK i NSZ. Przykładem jest list Stefana Jaracza do Rzeczpospolitej opublikowany w 1944 roku,
w którym aktor zachwycał się sojuszem Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. Przebywający w Londynie gen. Lucjan Żeligowski, ogarnięty wizją zjednoczenia Słowian, w tym samym dzienniku w marcu 1944 roku, opublikował odezwę do rodaków. Wzywał w niej do braterstwa z narodem i armią sowiecką. Trzy lata później wyraził swoje gorące poparcie dla Bolesława Bieruta. Zostało to skrzętnie wykorzystane przez ówczesne władze.

Gazeta Białostocka z 1953 roku

Misja księdza Orlemańskiego

Rzeczpospolita nazywała księdza Orlemańskiego „przywódcą polonii amerykańskiej” i „płomiennym patriotą”. Czując na sobie odpowiedzialność za losy ojczyzny, a spodziewając się całkowitej klęski Niemiec, ksiądz Stanisław wykazał się dużym aktem odwagi wyjeżdżając do Moskwy (trzeba przyznać, że wrócił do Ameryki cały i zdrowy). Znany był już wcześniej ze swych raczej lewicowych poglądów. Podczas wizyty w Moskwie zorganizował konferencję prasową. Rozpoczął pochwałą narodu radzieckiego, który widział jako „ludzi szczęśliwych, zadowolonych i z otuchą patrzących w przyszłość w oczekiwaniu lepszych czasów”. Marszałek Stalin, to dla księdza Orlemańskiego „bezsprzecznie przyjaciel narodu polskiego”. Nie obyło się także bez oświadczenia nazwanego historycznym, że jest on bardzo przyjaźnie usposobiony wobec Kościoła katolickiego. Tej tezy nie poparł jednak ksiądz Stanisław żadnymi argumentami, może dlatego, że jako kapłan nie chciał kłamać? Proroczo natomiast miały zabrzmieć słowa, że przyszłe wydarzenia to pokażą. Ksiądz Orlemański odniósł pozytywne wrażenie z wizyty w Sumie w Kwaterze Głównej Armii Polskiej, także w kwestii posługi religijnej.

Podczas konferencji prasowej, już w Ameryce, ksiądz Orlemański zwierzył się z pobytu w Moskwie przed dziennikarzami, zaczynając od spotkania z Mołotowem. Rozmowa trwała godzinę, następnie na Kremlu odbyła się audiencja u marszałka Stalina. Tu również zapamiętany czas – dwie godziny i piętnaście minut. Ksiądz Orlemański wpierw wyznał, że jest dumny ze swojego kościoła. Dalej nastąpiło oświadczenie, że wystąpił jako osoba prywatna, nie jako ksiądz ani polityk, kierował się jedynie zainteresowaniem sprawą polską. Równocześnie stwierdził, że nie jest komunistą, a Amerykaninem. Obawiając się krytyki mówił, że działał dla dobra sprawy. Na zadane Stalinowi przez księdza dwa pytania dotyczące religii, otrzymał krótkie i stanowcze odpowiedzi.

– Czy uważa pan za dopuszczalne dla rządu Związku Radzieckiego uprawianie polityki prześladowań i przemocy wobec Kościoła katolickiego – zapytał ks. Orlemański.
– Jako zwolennik wolności sumienia i wolności wyznania uważam taką politykę za niedopuszczalną i wykluczoną – odpowiedział Stalin.
– Czy uważa pan za możliwą współpracę z Ojcem Świętym Piusem XII w zwalczaniu przemocy i prześladowań w stosunku do Kościoła katolickiego – ciągnął temat duchowny.
– Uważam to za możliwe – zwięźle podsumował wódz ZSRR.

Rzeczpospolita z 1944 roku

Ten fragment rozmowy podpisany „Marszałek Stalin”, ks. Orlemański opublikował za zgodą swojego rozmówcy, chwaląc się z dobrze spełnionego katolickiego obowiązku.
Procesy działaczy podziemia komunistycznego

Takich procesów było wiele. Najważniejsze relacjonowały gazety komunistyczne. Dokładny przekaz z procesu moskiewskiego, nazywanego też „procesem grupy Okulickiego”, publikowała Trybuna Robotnicza, począwszy od 115 numeru z 1945 roku. Akt oskarżenia mówił o tworzeniu i kierowaniu nielegalną organizacją na tyłach Armii Czerwonej. Pozwani mieli prowadzić działalność przeciw ZSRR, terroryzując oficerów i żołnierzy armii sowieckiej, organizując nielegalne, dywersyjne, uzbrojone grupy oraz prowadząc wywrotową propagandę. Mimo poważnych oskarżeń, nie zapadł wyrok śmierci na żadnego z sądzonych przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR. Leopold Okulicki został skazany na 10 lat więzienia. Zmarł w niejasnych okolicznościach prawdopodobnie już w grudniu 1946 roku.

Dwa dni rozprawy wystarczyły sądowi wojskowemu w Łodzi, aby wydać pięć wyroków śmierci na żołnierzy NSZ: Mariana Grabskiego „Speca” – dowódcę oddziału „Błyskawica”, oraz Jerzego Maika, Jerzego Walszczyka, Helenę Wardal i Mieczysława Banasiaka. Było to w październiku 1945 roku.

Oskarżeni o zdradę

Sporo miejsca prasa komunistyczna poświęciła Mirosławowi Ostromęckiemu – działaczowi ONR i NSZ. Nazywano go „korporantem i pikieciarzem, grasującym przed wojną po uczelniach warszawskich z pałką i kastetem w ręku”. Czy wspomniano bodaj o jego walce w czasie powstania warszawskiego? Nie. W czasie procesu przed sądem wojskowym w Warszawie, został w 1946 roku skazany na karę śmierci. Uzyskał łaskę Bieruta, o czym dowiedział się dopiero, gdy był już niepotrzebny jako świadek w sprawach innych działaczy.

Nasiliły się oskarżenia o zdradę, współpracę z gestapo i morderstwa ludności polskiej. W procesie w Warszawie w 1950 roku skazano Jana Przybyłowskiego, szefa wywiadu NSZ, według aktu oskarżenia za współpracę z policją hitlerowską i mordowanie działaczy lewicowych. Wyrok to trzykrotna kara śmierci i pozbawienie wszelkich praw oraz przepadek mienia. Rodzina Przybyłowskiego po kilkunastoletnich staraniach i przeciągających się procesach sądowych, dopiero w 2005 doczekała się rehabilitacji „Onufrego”. Gdzie spoczywa? Być może uda się ustalić dzięki teraźniejszym działaniom IPN.

Trybuna Robotnicza z 1946 roku

Procesy przeciw księżom

Nie sposób w ograniczonym materiale przedstawić większą informację o sprawach sądowych, w których oskarżano i skazywano tych, których nazwano Żołnierzami Wyklętymi, a dziś często nazywanych Niezłomnymi. Warto jednak wspomnieć o tych, którym tak bliska była myśl o ojczyźnie wolnej od zależności od komunistycznej i sowieckiej władzy.
W 1953 roku do wydawnictw prasowych zamieszczających relacje z procesów antykomunistów, dołączyło Polskie Radio, a to dlatego, aby jeszcze bardziej nagłośnić proces księży Krakowskiej Kurii Metropolitarnej. Codziennie, od 21 do 26 stycznia, radio nadawało transmisję z procesu. Głównym oskarżonym był ks. Józef Lelito – kapelan Narodowej Organizacji Wojskowej. Został skazany na karę śmierci. Nie została jednak wykonana. Odzyskał wolność w 1956 roku.

Wśród licznych artykułów w prasie peerelowskiej, szkalujących przedstawicieli Kościoła katolickiego, trafił się ewenement: paszkwil przeciw katowickiemu biskupowi Stanisławowi Adamskiemu, jedynemu biskupowi powstania warszawskiego. Anonimowy autor zamieścił w Nowinach Rzeszowskich w 1952 roku tekst, w którym zgromadził obraźliwe i nieuzasadnione oszczerstwa. Chwaląc się rezultatem niedawnych wyborów, gdzie dzięki odpowiednim machinacjom uzyskano 99,8 proc. poparcia dla Frontu Narodowego, wyraził przekonanie, że sprawiło to przykrość biskupowi Adamskiemu. Dlaczego? Ponieważ według redaktora gazety, biskupowi nie zależało na silnej i jednolitej Polsce, gdyż zawsze utrzymywał dobre stosunki z hitlerowcami. Wyrazem złej woli ze strony biskupa miała być również akcja zbierania podpisów w sprawie nauczania religii w szkołach.

Dziś, w nowej rzeczywistości, wiedząc, że Żołnierze Wyklęci lub raczej Niezłomni, to ci, którzy walczyli z bronią w ręku, którzy zajmują pierwsze miejsce w panteonie bohaterów, wspomnijmy również rodziny cierpiące razem ze skazanymi. Trzeba pamiętać również o kapłanach, duchowych przywódcach i osobach cywilnych nie mogących pogodzić się z następną utratą wolności po właśnie zakończonej wojnie.

Autor: Piotr Ryttel. Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 3(50)/2017.