“Poszukiwania przodków na Podlasiu pozwalają szerzej spojrzeć na genealogię” – Jakub Dobrzyński

Podlasie jest jednym ze specyficznych rejonów Polski. Współistnienie trzech dużych religii jest wyzwaniem dla genealoga. Jednak jak podkreśla historyk Jakub Dobrzyński, takie poszukiwania pozwalają szerzej spojrzeć na badania genealogiczne.

Czy pana przodkowie pochodzą w głównej mierze z Podlasia?

Tak. Po mieczu jest to parafia Płonka Kościelna, a po kądzieli Poświętne, obie historycznie w ziemi bielskiej.

Czym więc charakteryzują się te badania genealogiczne? Wyróżnia je coś spośród tych prowadzonych w innych rejonach Polski?

Moje drzewo w zasadzie jest charakterystyczne dla terenów Podlasia. Mobilność przodków była raczej skromna. Dziadek po mieczu przybył na tereny Płonki z parafii Kosów Lacki, babka ojczysta i jej przodkowie to XVII stulecia w zasadzie tylko jedna parafia płonkowska. Po kądzieli zaś mamy do czynienia z parafiami Poświętne, Suraż, Choroszcz. Wszystkie miejscowości są w stosunkowo bliskiej odległości. Mam to szczęście, że nie muszę prowadzić poszukiwań np. na Kresach. Choć trzeba podkreślić, że Podlasie także jest różne dla genealogów. Poszukiwania mogą nas wszakże doprowadzić do prawosławia, rodzin tatarskich. Pamiętać należy też, że Podlasie miało mocną reprezentację judaizmu w postaci Białegostoku czy Tykocina.

Jak na badania rodzinne wpływa taki tygiel religijny?

Na pewno jest to ciekawe doświadczenie pozwalające na szersze spojrzenie na badania genealogiczne – że to nie tylko dodawanie kolejnych osób do drzewa, ale stawianie kolejnych pytań, chociażby o współistnienie wielu wyznań obok siebie. Mając przodków z mieszanych małżeństwa, możemy zadawać pytania, jak to odbierano wśród lokalnej społeczności. Ciekawym przypadkiem są też konwertyci, np. w Kosowie Lackim z judaizmu na chrześcijaństwo. Stawia to też wiele problemów, choćby w kwestii języka dla metryk prawosławnych, jak i samego poszukiwania odpowiedniego aktu dla mieszanych małżeństw i ich potomków.

Supraśl, metryki prawosławne/ fot. Family Search

Czy metryki prawosławne – bo pewnie te zaraz po katolickich są najczęściej spotykane – zachowały się w dużym stopniu?

Wiem, że dosyć dobry zasób akt posiada Archiwum Państwowe w Białymstoku. Słyszałem, że także Podlaskie Towarzystwo Genealogiczne nastawia wektor swojej działalności na właśnie to wyznanie, aczkolwiek raczej nadal robi to „w podziemiu” i zdecydowanie za mało propaguje swoje działania.

A jak wygląda kwestia języka w tych metrykach?

Prawosławie to obrządek wschodni, więc mamy tu do czynienia z mocną zaawansowaną cyrylicą. Jest to spore utrudnienie także w zakresie szerszych badań nad tym wyznaniem, które jest jednak integralną częścią tych terenów. Dlatego też, wbrew temu, co się może wydawać, jest słabo przebadana przez historyków, także tych profesjonalnych.

Zapisy różnią więc od tych standardowych po roku 1867 z Królestwa Polskiego?

W tzw. Kongresówce mamy do czynienia z aktami opisowymi według schematu. Nie przekształca się ten charakter także po zmianie języka z polskiego na rosyjski. W przypadku Cesarstwa Rosyjskiego mamy do czynienia z tabelarycznym, a przez to skromniejszym w informacje, zapisem aktów metrykalnych. Podobnie jest z cerkwiami, choćby z parafią prawosławną Dubiczach. Jest to zapis tabelaryczny.

Czy w podlaskich parafiach wciąż znajdują się metryki?

Oczywiście i to bardzo w dużym stopniu. Wszystko zależy jednak od indywidualnych przypadków. Na przykład w Płonce Kościelnej praktycznie jest to cały zasób.

Czy księża chętnie udostępniają księgi?

Tu ponownie każdą parafię i każdego księdza trzeba oceniać indywidualnie. Pamiętać należy, że to też ludzie, często chcący świętego spokoju, nieznających problematyki. Chociaż trzeba powiedzieć, że zdarza się, że to sami genealodzy czy historycy „zamykają drzwi” do archiwów parafialnych poprzez niewłaściwe podejście do archiwaliów. Genealogia, w dobie Internetu, stała się dosyć popularnym hobby, ale ma to też duże minusy. Niesie to za sobą coraz szersze grono amatorów nieumiejących obejść się z księgami, a nawet świadomie je niszcząc poprzez wyrywanie kart z nazwiskiem swego przodka „na pamiątkę”. Nie wolno się więc dziwić, że księża często są nam nieufni. Choć bywają też przypadki nieudostępniania materiałów z argumentu „nie bo nie”.

Czy takie sytuacje miały miejsce w parafiach, które są w pana kręgu zainteresowań?

Niestety tak, ale nie chciałbym wchodzić w szczegóły i personalia. Czasami brak możliwości wejścia do archiwum wynika z wyżej opisanych przypadków, czasami „za twarz”. Choć są też pozytywne przypadki, jak ksiądz Józef Ogórkis z parafii w Płonce Kościelnej, który we własnej osobie pomagał mi w kwerendzie i zawsze wspierał radą.

Najstarsze księgi, jakie znalazł pan w kancelarii parafialnej?

Trudno tak z pamięci, ale chyba będzie to księga zgonów z parafii płonowskiej z roku 1697.

 

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały wywiad dostępny jest w More Maiorum 10(57)/2017, który można bezpłatnie pobrać poniżej:

 

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.