Porady dla genealoga: jak korzystać z archiwów parafialnych?

Fot. prywatne archiwum autorki

Poszukiwania genealogiczne w kancelariach parafialnych często nie należą do najprostszych. Proboszcz nie ma obowiązku, by udostępnić nam akta metrykalne. Dla historyków rodzinnych nie ma jednak sytuacji bez wyjścia.

Poszukując informacji o przodkach, jesteśmy zdani w dużym stopniu na akta kościelne. Czasem zachowane w parafiach dokumenty zawierają więcej treści niż ich cywilne odpowiedniki. Nierzadko również jest to jedyne miejsce, w którym znajdują się interesujące nas księgi metrykalne. Znajdziemy tam przede wszystkim materiały podstawowe, czyli zapisy o urodzeniu, ślubie, śmierci, czasem znajdziemy informacje o miejscu pochówku przodków. Kościół katolicki przez stulecia prowadził własne spisy parafian, inwentarze osób przystępujących do spowiedzi, wykazy różnych opłat, opisy wspólnot parafialnych, szkół, orkiestr lub chórów, kar kościelnych, darczyńców, a nawet odpisy wyroków sądowych oraz wiele, wiele innych istotnych i ciekawych dokumentów.

Znaczna część tych materiałów została przekazana do archiwów diecezjalnych, ale wiele nadal pozostaje w przepastnych szafach kancelarii parafialnych. Szczególnie w konkretnych diecezjach, jak choćby bielsko-żywieckiej czy na terenie Podkarpacia. Każdy doświadczony genealog ma swoje sprawdzone sposoby, jak uzyskać dostęp do tych materiałów.

Pierwszy kontakt z proboszczem

Na pewno nie powinno się zaczynać przygody z genealogią od kancelarii parafialnej! Podkreślam z całą stanowczością, że poszukiwanie przodków powinno się rozpocząć od dobrze przeprowadzonego wywiadu, wizyty w urzędach państwowych, przeszukania internetu, archiwów państwowych i diecezjalnych. Do księdza wybieramy się wtedy, kiedy inne źródła wiedzy o historii rodziny zostały wyczerpane. Albo jest to rzeczywiście jedyne miejsce, w którym przechowywane są interesujące nas dokumenty. W kontaktach z parafią naszych przodków proponuję wykorzystać poniżej opisany sposób, który ja i wielu innych genealogów z powodzeniem stosujemy.

Przede wszystkim należy dowiedzieć się, kto jest proboszczem, a kto wikarym, kiedy są odprawiane nabożeństwa i ustalić numer telefonu do parafii. Następnie dzwonimy i mówimy lakonicznie, że chcemy zapoznać się z aktem urodzenia lub zgonu i sprawa jest dla nas bardzo ważna. Wdawanie się w nadmierne szczegóły nie ma w tym przypadku większego sensu, naszym celem jest umówienie osobistej wizyty.
Pamiętajmy także, by wybrać się do proboszcza, a nie wikarego czy biskupa. To proboszcz ma władzę w jego parafii! Są jednak przypadki, w których bardziej przychylny poszukiwaniom będzie wikary.
Na spotkanie przychodzimy ubrani skromnie i elegancko, bez wyraźnego makijażu i odważnej fryzury.
Zaprezentujmy się jako ludzie poważni, którym zależy na pracy naukowej. Bardzo istotne jest także, by nie wchodzić w nadmierne dysputy na temat kościoła. Zarówno arogancja religijna, ale, jak i przesadne przejawianie wiary, będzie źle odebrane przez księdza.

Bądźmy mili i sympatyczny, ponieważ ksiądz wcale nie musi nam nic udostępnić. Żadne groźby nie pomogą, tylko należy grzecznie prosić. Skargi do biskupa także nie są skuteczne, a mogą tylko i wyłącznie całkowicie uniemożliwić dostęp do ksiąg.

Doświadczenie jest niezbędne

Lepiej nie proponować pieniędzy ani ofiary na kościół w zamian za pokazanie ksiąg. Czasem proboszcz zasugeruje wniesienie opłaty, ponieważ myśli, że chodzi nam o wypis z metryki, wtedy należy tłumaczyć, czego faktycznie oczekujemy. Jeżeli kapłan trwał będzie nadal przy opłacie, nie sprzeciwiajmy się. W innej sytuacji, kiedy duchowny nie wspomni o ewentualnej zapłacie, warto na sam koniec zapytać o możliwość wsparcia na rzecz kościoła. Szczególnie w przypadku, kiedy poszukiwania w kancelarii parafialnej nie będą ostatnimi. Ksiądz dobrze nas zapamięta, więc w kolejnych kontaktach będzie nam znacznie łatwiej.

Pamiętajmy też, że nasz rozmówca zazwyczaj nie jest genealogiem. Dlatego nie jest w stanie zrozumieć, naszych potrzeb. Nigdy nie prosimy o 10 ksiąg na raz, tylko o jedną najważniejszą, zazwyczaj o metrykę.
Trzeba już w pierwszych słowach powiedzieć, że swobodnie czytamy po łacinie i w innych językach, zatem potrzebujemy tylko pokazania księgi, a my cichutko sobie usiądziemy i będziemy czytali sami. Oczywiście
nasza znajomość języka i umiejętność odczytania pisma ręcznego musimy być na takim poziomie, by bez kłopotów poradzić sobie ze znalezieniem potrzebnych aktów. Zupełna nieznajomość tematu – choćby samej formy zapisów aktów metrykalnych, będzie od razu widoczna. Dlatego, jeśli wcześniej nie mieliśmy do czynienia z księgami metrykalnymi, warto „poćwiczyć” choćby na tych aktach, które dostępne są w Internecie. Format zapisy metryk był bardzo podobny w danym regionie.

Jak już przekonamy księdza, że potrafimy sami pracować z materiałem archiwalnych i nie oczekujemy, aby to proboszcz dla nas szukał informacji, możemy zabrać się do pracy. A w momencie, kiedy mamy księgę, to trzeba dany egzemplarz przebadać. Następnie możemy poprosić o kolejną księgę – w której np. znajduje się akt ślubu szukanych osób. Tak oto, małymi kroczkami, będziemy w stanie przeglądnąć interesujące nas księgi.

Długie godziny w kancelarii

Można zabrać ze sobą pomocnika, czyli kogoś, kto zna się na pracy genealoga. We dwoje szybciej się pracuje, trudniej przeoczyć ważne informacje i będzie z kim dzielić się radością z odkrycia czegoś ciekawego. Ważnym „Fortelem”, szczególnie w niewielkich miejscowościach, jest przyjście do parafii z „miejscowym”. Ksiądz, nie chcąc nam udostępnić aktów, nie musi robić nam „na złość”. Jego zadaniem jest także ochrona materiału archiwalnego. Kiedy ktoś „obcy” chce otrzymać wgląd do metryk, nasze intencje niekoniecznie muszą być dobrze odebrane. Przyjście z parafianinem, którego zna ksiądz, na pewno wzbudzi jego zaufanie do nas.

Od jesieni do wiosny należy ciepło się ubrać. Sale parafialne, kancelarie i plebanie bywają ogrzewane do temperatury dobrej dla wina mszalnego, ale nie dla badaczy siedzących nad księgami prawie nieruchomo przez kilka godzin. Można się poważnie zaziębić, ponieważ chęć poznania historii jest zazwyczaj silniejsza niż uczucie chłodu.

Dobrze zabrać ze sobą jedzenie, przynajmniej zapas wody i słodyczy. Nigdy nie wiadomo, czy nasza wizyta nie będzie już ostatnią, więc pracować trzeba intensywnie. Zazwyczaj fakt, że podczas pierwszego spotkania pracujemy bardzo wytrwale, wzbudzi szacunek dla nas i proboszcz zgodzi się na ponowne odwiedziny.

Fotografowanie ksiąg

Koniecznie weźmy ze sobą aparat fotograficzny. Wystarczy w zupełności aparat w telefonie, lecz nie mówmy, że chcemy fotografować. Jeżeli ktoś nas pilnuje podczas przeglądania ksiąg, zapytajmy o zgodę na fotografowanie wybranych fragmentów. Prośmy, tłumacząc, że to oszczędza księgi, co jest przecież niewątpliwą prawdą. Księża czasem zabraniają fotografowania, zmuszając nas do ślęczenia w parafii i ewentualnego przepisywania zapisów.

Róbmy zdjęcia, a fotografie analizować będziemy w domu, ponieważ na plebanii zawsze jest za mało czasu, a materiałów zazwyczaj bardzo dużo. Jeżeli proboszcz nie oddał zbiorów do archiwum, oznacza, że może posiadać wiele cennych ksiąg. Oczywiście fotografujmy okładkę woluminu! Inaczej kilka miesięcy później nie będzie wiadomo, gdzie dana strona się znajduje. Jeżeli trafiamy na bardzo ciekawą księgę, to fotografujmy ją całą, szczególnie jeżeli mamy w tej parafii kilka interesujących nas rodzin. Można też nagrywać filmy, ale moim zdaniem lepiej pracuje się ze zdjęciami.

Nigdy nie rozpowiadajmy w okolicy, że badamy księgi parafialne. Jeżeli taka wieść rozniesie się, to od razy zgłoszą się do księdza genealodzy-amatorzy. Niektórzy będą szukać, niekoniecznie wiedząc, czego dokładnie, a zmęczony sytuacją proboszcz wyprosi ich wszystkich i nas przy okazji też.

Bądźmy otwarci na współpracę z księdzem. Zdarza się, że zachęcony naszą zdolnością do czytania ksiąg parafialnych duchowny poprosi nas o sporządzenie indeksu lub o inne działania dla parafii. Postarajmy się wykonać to nawet za „Bóg zapłać”. Bowiem taka współpraca otwiera nam drzwi do wielu sąsiednich kościołów.

Badania genealogiczne w parafiach owocują wieloma ciekawymi odkryciami, ale czasem także przyjaźniami, albowiem wśród księży są bardzo wartościowi i mądrzy ludzie. Choć, tak jak wszędzie, zdarzają się także mniej przychylnie nastawieni duchowni. Nie porzucajmy jednak wszelkich nadziei, proboszczowie, co jakiś czas się zmieniają. Wraz z przybyciem nowego proboszcza, dostaniemy kolejną szansę na udaną współpracę.

Autorka: Kinga Doleżal-Kijo

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 1 (60)/2018