Poeci, którzy nie napisali ani słowa i historyk, których opisał życie poetów

2. Rozalia i Wojciech Grzegorczykowie, fot. Jan Świderski/ fot. Rozalia i Wojciech Grzegorczykowie z Krajna, Wiersze [b.m.] 1972

Czy można być poetą, choć nie potrafi się czytać i pisać? Można. Czy jest możliwe, by para takich niepiśmiennych twórców poezji była małżeństwem? Możliwe. Czy warto przypominać o nich po pół wieku? Wierzę, że trzeba.

27 lutego w Wąbrzeskim Domu Kultury odbyła się promocja książki „Rozalia i Wojciech Grzegorczykowie. Ludowi poeci Gór Świętokrzyskich” autorstwa historyka, redaktora More Maiorum, Pawła Beckera. Autor dotąd wydał kilka książek, poświęconych dziejom regionalnym, legendom, biografię Sługi Bożego ojca Bernarda z Wąbrzeźna czy opowieści o wielkich Polakach związanych z Wąbrzeźnem. Tym razem jednak jego książka sięga dalej, na żeromszczyznę i jest biografią tamtejszych poetów.

Rozalia (1896–1977) i Wojciech (1893–1977) Grzegorczykowie z Krajna pochodzili z ubogich chłopskich rodzin. Poznali się w Niemczech, dokąd wyjechali z biedy, za chlebem w latach międzywojnia. Po powrocie do Polski zamieszkali w domku w Krajnie, gdzie spędzili resztę życia. Nigdy nie nauczyli się czytać ani pisać, nie ukończyli żadnej szkoły. A jednak ta niezwykła para tworzyła wiersze. Każde z nich urabiało rymy, opowieści poetyckie w swoich myślach. I zapomniano by o ich poezji, gdyby nie młody Roch Sulima, dziś profesor Uniwersytetu Warszawskiego, który natrafiwszy na opowieść o nich, przyjechał, spisał dyktowane przez nich wiersze i wydał jako tomik poezji. Zachwycającej, ujmującej swą prostotą, szczerością, pięknem fascynacji rodzinną ziemią, średniowiecznym rodowodem języka. A wiersze znalazły uznanie wśród Wiesława Myśliwskiego czy Zygmunta Herberta.

Natrafiłem na opowieść o Grzegorczykach w czasach studiów historycznych. Później, studiując bibliotekoznawstwo napisałem pracę dyplomową poświęconą ich życiu i poezji, byli bowiem zjawiskiem poezji polskiej XX wieku. Byli i są poeci ludowi – Jan Pocek, Maria Biskupowa, Jan Cedro, Katarzyna Zaborowska, ale tylko Grzegorczykowie byli analfabetami tworzącymi wiersze. Promotor pracy, dr Marcin Lutomierski z UMK zachęcił mnie do opublikowania pracy w Roczniku Towarzystwa Naukowego Płockiego oraz do wydania książki. Ta niezwykła para poetów zasługuje na to, by nadal żyć, funkcjonować w świadomości Polaków, w świecie polskiej literatury. Mają swój pomnik w Krajnie i szkołę swego imienia w Świętej Katarzynie.

– mówi Paweł Becker.

Promocja książki/ fot. Paweł Becker

Okładkę zaprojektowała Sabina Olszewska z wąbrzeskiej biblioteki. Placówka aktywnie zaangażowała się w promocję książki, podobnie jak Wąbrzeski Dom Kultury. Na okładce znajdziemy pomnik Grzegorczyków, wystawiony w Krajnie, kamienie z ziemi świętokrzyskiej i chmury – symbol poezji.

Poza Wąbrzeźnem, spotkanie autorskie poświęcone książce odbyło się też 20 marca w Pływaczewie (gmina Ryńsk).

Na koniec przytoczmy najsłynniejszy wiersz Rozalii Grzegorczykowej:

Ni mom nic, ni mom nic
Mom ubogi domek
Stoi w scerym polu
Jak królewski zomek

 Ni mom nic, ni mom nic
Mom domek ubogi
Stoi w scerym polu
A przy nim dwie drogi

Ni mom nic, ni mom nic
Mom przed sobom sciezki
Ide od kolebki
Do grobowy deski