Pisma dla dzieci w czasie powstania warszawskiego

fot. Wikimedia Commons

W czasie powstania warszawskiego wydawana była prasa dla dzieci. Cel był wyraźny: odwrócić uwagę najmłodszych od tragicznych wydarzeń i dać im niewielką namiastkę szczęśliwego dzieciństwa.

Gazetki były pisane na maszynie, przez kalkę. W niektórych umieszczone były kolorowe rysunki wykonane przez dzieci. Prawie każdy egzemplarz zawierał bajkę, wiersze i zagadki. Wyjątkiem było pisemko Dzieci Mokotowa z podtytułem: Pismo Dzieci. Nie było w nim miejsca na kolorowe bajki, a gazetka była pisana ręcznie. Jedyny dostępny dziś egzemplarz zawierał opowiadanie o chłopcu, który na balkonie wypatrywał niemieckich żołnierzy, aby rzucić w nich granatem i tym samym dać znak powstańcom o obecności nieprzyjaciela. Po wykonaniu zadania zginął trafiony kulą z hitlerowskiego karabinu. Umierając, zdołał tylko szepnąć, dla ciebie Pol… Otaczający go koledzy podjęli okrzyk: dla ciebie Polsko! Obraz ten pełen patosu, pisany kwiecistym językiem, kończy się zdaniem: W tej chwili wpadł do pokoju promyk słońca i ozłocił płową głowę chłopca aureolą jasności. Czy autor tej historii osiągnął swój cel? Przedstawił niemal codzienną sytuację z ulicy walczącej Warszawy, ale czy to było pocieszeniem dla obrońców stolicy? Natomiast wybitnie patriotyczny i podtrzymujący na duchu charakter miały wiersze podpisane S. T. Z. G.

Choć miasto w gruz się rozpada,
Choć płoną nawet kościoły,
Polakom obca jest zdrada,

Więc próżne wroga mozoły,
Więc dalej bracia do boju,
I Ty nas wspomóż, o Boże!
By nastał dzień już pokoju,
Bo Polska zginąć nie może!

Trudno określić, czy podobny charakter miały pozostałe wydania Dzieci Mokotowa oraz ile ich się ukazało. Wiadomo tylko tyle, że jedyny osiągalny dziś numer nosił cyfrę 2.
Gazetka pisana była jedną ręką, w stopce była informacja, że wychodzi dwa razy w tygodniu. Zawierała ciekawy rysunek i szereg zwrotek patriotycznych wierszy.

Dziennik Dziecięcy, 1944, nr 2

Polska nie zginie
(…)
A gdzież ta pomoc, której potrzeba?
Broń, amunicja, desanty z nieba?
Została tylko obrona krwawa,
I w krąg płonące miasto – Warszawa.
(…)

Niechaj w zaraniu nowym zaświta
Z krwi odrodzona Rzeczpospolita.
A niepokojem serca zmęczone,
Niech śmiało spojrzą w zwycięstwa stronę.

Więc póki serce nadzieją pała
Na nic niemieckie czołgi i działa.
I jedno pewne w każdej godzinie,
Że Polska była, jest i nie zginie!

Dbajcie o higienę!

Zupełnie inny był Dziennik Dziecięcy, którego redakcja mieściła się w lokalu przy ulicy Krasińskiego 18 m. 59, w IV kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zadanie zostało określone w pierwszym numerze z 18 sierpnia 1944 roku: aby dzieci Żoliborza, Bielan, Marymontu i Powązek, miały rozrywkę i sposobność do pisania i rysowania. Redakcja zapraszała dzieci do współredagowania, ogłaszając konkursy na ilustracje do zamieszczanych opowiadań. Na pozór paradoksem może wydawać się ogłoszenie konkursu higienicznego dla dzieci. Redaktor zadał pytanie: w jaki sposób i w jakim celu zachowujesz czystość ciała, ubrania i mieszkania? Jaka czystość i gdzie, w jakim mieszkaniu? W schronie, w piwnicy? Miało to jednak sens i zgodne było z dążeniami do tego, by żyć i nie poddać się, bo walka to nie tylko karabiny i granaty. To również organizacja, zabezpieczenie przed chorobami, zapewnienie podstaw egzystencji.

22 sierpnia redakcja ogłosiła konkurs na opowiadanie o powstaniu. Udział mogły wziąć dzieci do 16 roku życia. Wskazane było dołączenie rysunków. Nadeszło jedynie sześć prac. Dzieci nie miały odpowiednich warunków, poza tym redakcja wyznaczyła krótki, bo tygodniowy termin nadsyłania zgłoszeń.

Dziennik Dziecięcy, 1944, nr 10

W jednym z numerów ukazała się historia opisująca niespodziewaną wizytę „chłopców z lasu”. Przybyli z Kampinosu partyzanci wzbudzili zainteresowanie rodzin, a zwłaszcza dzieci. Malcy ukrywający się z rodzicami w piwnicy, z ciekawością przyglądali się karabinom i zawieszonym na żołnierskich szyjach taśmom z nabojami.

Konkursy dla dzieci

Od czasu do czasu gazetka podawała informacje z frontu i z walk na ulicach Warszawy, między innymi o pierwszym czołgu, skonstruowanym w Warszawie przez powstańców, użytym do walki. Również i taką: Z frontu podwarszawskiego również nadeszły dobre wiadomości. Na Pelcowiźnie i na Pradze, na wprost Czerniakowa walczą już patrole armii bolszewickiej.
Interesujący okazał się tekst zatytułowany Szafa. Mowa była o charakterystycznym odgłosie, przypominającym przesuwanie ciężkich mebli. Wydawał go moździerz z pięcioma lufami, z których strzelał jednocześnie. Ładowanie odbywało się przy pomocy zagęszczonego powietrza. Gazetka ostrzegała przed tą bronią. Najlepszym schronieniem była piwnica, a jeżeli nie zdążyło się ukryć, to pomóc miało ułożenie się na ziemi z zakrytymi ustami, aby podmuch powietrza nie rozsadził płuc.

Drukowanie gazetek odbywało się, jak wiadomo, w trudnych prowizorycznych warunkach. Problemem był ciągły brak czarnej kalki, bibułki do maszyny i spinaczy. Potrzebne też były drobne prezenty dla dzieci: obrazki, figurki, a zwłaszcza kolorowe ołówki dla wykonujących rysunki dla czasopism. Jednak, mimo wszystko, udawało się zdobyć niezbędne materiały.
Redakcja wielką uwagę zwracała na higienę. Oprócz ogłaszanych konkursów zamieszczała „kącik higieniczny”, w którym polecała wszystkim dbanie o czystość: Ponieważ większą część życia spędzamy w mieszkaniach, w szkole, w pracowniach, a obecnie w piwnicach i na klatkach schodowych, musimy tam mieć dosyć czystego powietrza, a z każdego przedmiotu i kąta powinna błyszczeć czystość, czysta też powinna być nasza odzież, bielizna i pościel, a przede wszystkim ciało nasze. Brzmiało to nieco groteskowo w obliczu braku podstawowych środków do życia.

Dzieci Mokotowa, 1944, nr 2

Fragmenty opowiadania trzynastoletniej Hani Rozwadowskiej:

Oj ciężko! Ciągle trzeba siedzieć w piwnicy. Przeżywamy ciężkie chwile. Nie można jednak martwić się, ani narzekać, bo powstaje i szykuje się do nowego życia POLSKA. W piwnicy duszno i nudno, ale tam gdzieś na polu walczą i giną dla Ojczyzny żołnierze. (…) Jedyną naszą rozrywką jest krokiet. (…) wszyscy rzucają się na młotki i kule. Gramy. Nagle Marek woła: „Szafa jedzie! Uciekajmy do piwnicy!”. Bach! Bach! Bach! Wali szafa! Znowu pukają kule, ale nie krokietowe.

Ósmego września redakcja ogłosiła, że zamiast Dziennika Dziecięcego będzie ukazywać się Jawnutka. Było to pisemko o podobnym charakterze jak Dziennik. Trzeba pamiętać, że pisma adresowane były do dzieci, stąd zupełnie inne potraktowanie tragicznej rzeczywistości. Beztroska dzieciństwa była jednak i tak naruszona.

Psychiczne dojrzewanie następowało wcześniej, gdyż niejeden zaledwie kilkunastoletni chłopiec miał w rękach karabin i potrafił z niego zrobić użytek. Niejedna mała dziewczynka pełniła zadanie sanitariuszki, widziała rany i śmierć. Zdarzyło się nawet, że mały chłopiec napisał do redakcji list z pretensją, że teksty w gazetce są zbyt dziecinne. Czyż to nie przerażające? A jaka była odpowiedź? Redakcja obiecała poprawę. Prawdopodobnie było to jednak jedno z ostatnich wydań powstańczej prasy dla dzieci.

Autor: Piotr Ryttel. Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 8 (55)/2017.