“Przez ostatnie 10 lat genealodzy stali się profesjonalistami” [wywiad z Piotrem Glądałą]

fot. archiwum własne Piotra Glądały

Lubelskie Towarzystwo Genealogiczne działa już 11 lat.  –  Od tego czasu poziom świadomości genealogicznej wzrósł – zauważa Piotr Glądała. Ale czy cel działalności towarzystw genealogicznych nadal jest taki sam? Jakich zmian potrzebuje polska genealogia?

Lubelskie Towarzystwo Genealogiczne (dalej LTG) działa już ponad 10 lat. To dużo czy mało dla tego typu organizacji?

Trudno mi powiedzieć. Myślę, że w sam raz. Każdy z prezesów – a obecny, Mariusz Ausz jest już trzecim – wniósł do naszej działalności coś nowego. Ta organizacja przez te wszystkie lata pokazywała różne strony swojej aktywności.

Dziełem poprzedniego prezesa – Dominika Szulca, był Rocznik Genealogiczny LTG, z kolei dla obecnego prezesa bardzo ważna jest edukacja genealogiczna.

Jak wspomina pan początki LTG?

Na pierwsze spotkanie, które odbyło się we wrześniu 2006 roku w Lublinie, przyjechało tylko pięć osób. Nie bardzo wiedziałem na co tak naprawdę się piszę – miałem wtedy tylko 23 lata. Wszystko było dla mnie nowe, ciekawe. Miałem dużo wolnego czasu, mogłem więc załatwić sprawy urzędowe związane z rejestracją Towarzystwa. Dlatego z jednej strony było łatwiej – ze względu na brak innych obowiązków, a z drugiej czułem niepewność. Tak nieliczna grupa osób, która przybyła na spotkanie założycielskie, nie napawała mnie optymizmem.

Ale frekwencja na spotkaniach rosła?

Zgadza się. Z każdym miesiącem na spotkaniach było coraz więcej nowych osób. Naszą bolączką był i jest brak stałej siedziby. Spotkania organizujemy tam, gdzie nas zapraszają.

Co przez te 10 lat zmieniło się w środowisku genealogicznym?

W dyskusjach na forach z tamtego okresu w głównej mierze poruszano temat akt metrykalnych. Teraz idziemy do przodu – dzięki temu, że mamy większy dostęp do archiwów, możemy korzystać z bardziej zaawansowanych dokumentów – ksiąg grodzkich, spisów ludności. Poziom świadomości genealogicznej znacznie wzrósł.

Jest to zasługa organizacji genealogicznych, które popularyzują tę dziedzinę historii, bo pokazują z jakich materiałów może korzystać historyk rodzinny.

Genealodzy stali się profesjonalistami?

Zawsze uważałem, że genealog, po pierwsze jest specjalistą w swojej dziedzinie – źródłach, które dotyczą jego rodziny, a po drugie jest regionalistą. Nie da się pominąć historii lokalnej, badając dzieje swojej rodziny. Są to obszary tak zależne od siebie, że w pewnym momencie badacz rodzinny staje się specjalistą od swojej małej ojczyzny.

[notification type=”alert-warning” close=”false” ]To tylko 30% artykułu. Cały tekst dostępny jest w More Maiorum 5(52)/2017, który można bezpłatnie pobrać poniżej[/notification]