„Mój stary to fanatyk genealogii…” – szokujące wyznanie syna genealoga

Photo credit: x1klima via Foter.com / CC BY-ND

Na redakcyjnego maila dostaliśmy niesamowitą historię syna jednego z genealogów. Musicie to przeczytać…

[pisownia oryginalna] Imię i adres e-mailowy do wiadomości redakcji.

Mój stary to fanatyk genealogii. Pół mieszkania zajebane metrykami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżące na ziemi zszywki (którymi spina akta) i trzeba wyciągać w szpitalu. W swoim 22-letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania, to kobieta z recepcji jak mnie tylko zobaczyła, to kazała ściągać buta po myślała, że znowu zszywka w nodze.

Druga połowa mieszkania zajebana segregatorami, księgami, zdjęciami itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich parafiach w mieście, żeby skompletować wszystkie metryki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go korzystać z Internetu, bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych metrykach, ale teraz nie dosyć że jeździ po parafiach, to jeszcze siedzi na jakichś forach dla genealogów i kręci gównoburze z innymi genealogami o najlepsze metody poszukiwań itp. Kiedyś mnie wkurzył, to założyłem tam konto i go trollowałem, pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty, typu metryki tabelaryczne to zło. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie.

Co sobotę budzi ze swoim znajomym Mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy, bo hałasują, pakując sprzęt fotograficzny, robiąc kanapki itd.

W tym roku sam sobie kupił na święta sztuczne drzewo, aby móc na nim powiesić zdjęcia przodków. Oczywiście do Wigilii nie wytrzymał, tylko już wczoraj go rozpakował, złożył i postawił w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój genealoga i siedział cały czas na drzewie. Obiad też na nim zjadł.

Jak któregoś razu, jeszcze w gimbazie, miałem urodziny, to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na cmentarz, aby poszukać przodków. Super prezent.

Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy do bramy cmentarza, a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy i patrzymy na nieruszające się groby. Po pięciu minutach mi się znudziło, więc włączyłem discmana, to mnie ojciec uderzył statywem w głowę, że zmarli słyszą muzykę z moich słuchawek i nie będą chcieli z nami rozmawiać. Urodziny mam w listopadzie, więc jeszcze do tego było zimno jak sukinsyn.

Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym jeździ po parafiach i na cmentarze. Kiedyś towarzyszem wypraw genealogicznych był Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na Wigilię do nas itd. Raz ojciec miał imieniny Zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o genealogii i metrykach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczęli drzeć się na siebie, czy generalnie lepiej indeksować same imiona i nazwiska, czy wszystkie szczegóły z aktów. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt.

Pewnego dnia ojciec stwierdził, ze koniecznie musi mieć serwer danych do przechowywania tych swoich metryk, a wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy chcą go oszukać. Ale nie było go stać ani nie miał go gdzie trzymać, a frajerem to on nie jest, żeby komuś płacić za przechowywania, więc zgadał się z jakimiś genealogami w okolicy, że kupią serwer na spółkę, będzie stał u jakiegoś Janusza, który ma dom, a nie mieszkanie w bloku jak my.

Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle, ale w któryś weekend ojciec rozchorował się i nie mógł nimi jechać do archiwum. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że w znajdują świetnie nieznane księgi, więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości i sapał niemiłosiernie. W końcu doszedł do wniosku, ze to niesprawiedliwe, że oni fotografują bez nie, bo przecież po równo zrzucali się na serwer i w niedzielę wieczorem, ja te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.

Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz, a tam nasz samochód z przyczepą i serwerem. Pytam, skąd on to wziął, a on mówi, że Januszowi zajebał z domu, bo oni go oszukali i żebym pomógł mu wnieść ten serwer do domu. Na nic zdało się tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście serwer nie zmieścił się w drzwiach do klatki, więc stary stwierdził, ze on go przed domem zostawi. Sza pomocą jakichś łańcuchów przypiął serwer do latarni i zadowolony chce wracać do mieszkania, a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z Januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się, gdzie ich własność może się znajdować. Zaczęła się nieziemska inba, bo janusze drą mordy, dlaczego serwer ukradł i że ma oddawać, a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500 zł składał, a nie fotografował w ten weekend.

Stary do tej pory robi z Januszami gównoburzę na forach dla genealogów, bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem.

Ludzie, uważajcie na genealogów!

Wszelkie wydarzenia i cytaty napisane powyżej zostały zmyślone. Mamy nadzieję, że dostarczyliśmy Ci nieco humoru 🙂