Jak rozpoznać mundur przodka? [poradnik genealoga]

Zdjęcie wykonane pod koniec I wojny światowej. Młode twarze rekrutów, kontrastują z twarzami kadry podoficerskiej. Zdjęcie wykonano w pobliżu linii frontu/ fot.fot. prywatne archiwum Mariusza Żebrowskiego

Wielu z nas miało przodków walczących w różnych armiach – często munduru i inne elementy pozostają zagadkowe. Dziś zajmiemy się pruską piechotą.

Pruscy żołnierze wyszli ze swych garnizonów na I wojnę światową w umundurowaniu polowym – prawdopodobnie najnowocześniejszym w tamtym okresie. Nie oznacza to jednak, że pewne archaizmy XIX-wiecznego umundurowania i wyposażenia widoczne były jeszcze do połowy wojny.

Najbardziej charakterystycznym elementem wyróżniającym piechura pruskiego na tle innych armii był noszony na głowie hełm M1895 Pikelhaube (model z roku 1895). Pikelhaube to nakrycie głowy, które posiadało na szczycie „czubek” i wykonane było ze skóry. Sam „czubek” miał stanowić element, po którym miała ześlizgiwać się szabla (szaszka kozacka), uderzająca z góry, aby chronić głowę żołnierza. Czerep hełmu, wykonany ze skóry, był na ówczesnym polu walki raczej iluzoryczną ochroną. W warunkach polowych, na Pikelhaube, nakładana była osłona, na której w części przedniej widniał wykonany czerwoną farbą numer regimentu, do którego należał żołnierz.

Rok 1916 i nowe hełmy

Rok po rozpoczęciu działań wojennych wprowadzono ostatni model Pikelhauby, oznaczony jako M1915. Wykonany był także ze skóry. Odróżniał się od swych poprzedników tym, że elementy metalowe, zostały wykonane z cynkowanej blachy. Wszystkie wcześniejsze modele miały je zrobione z mosiądzu. Znaczną zmianą była też możliwość demontowania „czubka”. Był to duży postęp w porównaniu do poprzednich modeli Pikelhauby. Korzystanie z nakrycia głowy ze sterczącym „czubkiem” ponad okop, rzeczywiście nie było najbezpieczniejsze.
Rok 1916 przyniósł jedną z najważniejszych zmian w wyposażeniu pruskiego żołnierza. Wprowadzony został hełm stalowy M1916, do którego przylgnęła potoczna nazwa „Fritz”. Hełm ten w swym ogólnym kształcie jest użytkowany po tę chwilę przez niemieckie służby mundurowe. Stał się on przez wszystkie następne lata swego rodzaju znakiem rozpoznawczym pruskiego czy niemieckiego żołnierza.

Jako pierwsi testowali go żołnierze biorący udział w najkrwawszej bitwie I wojny światowej – bitwie pod Verdun. Warto wspomnieć, że do dzisiaj nie ustalono liczby żołnierzy poległych po obu stronach. Szacunkowe wyliczenia wahają się od 200 do nawet 800 tys. zabitych. W tej liczbie znaczny procent stanowili Polacy w mundurach i pruskich, i francuskich.

W 1917 i 1918 roku wprowadzono nowe modele hełmu M1916, nieznacznie różniące się od pierwowzoru. Oprócz hełmów, żołnierze pruscy korzystali z czapek. Najczęściej, na zdjęciach z okresu I wojny, można ich zobaczyć z głową nakrytą polową okrągłą czapką M1910. Na przodzie znajdowały się bączki, z których górny kolorystycznie określał formację, w której służył żołnierz, a dolny odnosił się do kolorystyki państwowej. Korzystano także z czapek usztywnionych z niewielkim daszkiem i identycznymi oznaczeniami jak w przypadku M1910.

Podoficer i szeregowy. Jak widać po owijakach i nowszym typie bluz, zdjęcie wykonano około 1917/1918 roku/ fot. archiwum Mariusza Żebrowskiego

Okrycie wierzchnie żołnierza

Popularna kurtka mundurowa M1907/10 w tzw. kolorze Feldgrau, to kurtka z kieszeniami dolnymi wpuszczonymi i krytymi klapkami zapinanymi na guzik. Na mankietach znajdowały się trzy guziki, a jego krawędzie obszyte były czerwoną lamówką. W 1916 roku zostaje wprowadzona do użytku kurtka M1915 określana mianem Bluse, która używana była do końca I wojny światowej oraz na początku istnienia Republiki Weimarskiej. Jej ostateczny kształt poprzedzony był kilkoma pośrednimi wersjami, które różniły się nieznacznymi szczegółami. Wszystkie wprowadzane zmiany podyktowane były wojennymi oszczędnościami materiałowymi.

W warunkach jesiennych i zimowych żołnierze używali płaszczy, ale rzadko się w nich fotografowali. Modelem wyjściowym był Płaszcz M1892 (delikatnie zmieniony w 1907 roku na M1907). Bardzo szybko, bo już w 1915 roku, został zastąpiony wersją oszczędnościową – M1915. Wszystkie warianty są do siebie bardzo podobne i miały jedną wadę – były niesamowicie ciężkie. Choć w przypadku wschodniej Europy i jej klimatu były szalenie poszukiwanym towarem.

Pas główny M1895 wykonany był z czarnej albo brązowej skóry. Klamra była zawsze metalowa (stalowa albo aluminiowa) z wytłoczonym orłem pruskim i napisem Gott Mit Uns. Klamry jednostek pochodzących z niektórych regionów, np. z Westfalii, zamiast pruskiego orła, wytłoczony miały herb swojego landu. W 1915 roku pojawiły się klamry malowane na kolor Feldgrau.

Broń pruskiego piechura

Ładownice M1909 wykonywano z brązowej skóry. Posiadały po trzy zasobniki do przenoszenia łącznie 120 doskonałych pocisków kalibru 7,92. Pociski te okazały się tak świetnym rozwiązaniem, że produkowane są do dzisiaj jako amunicja myśliwska. W górnej części ładownicy, na środkowym zasobniku, znajdowało się kółko, umożliwiające podpięcie pod pas tornistra. We wrześniu 1915 roku, został wydany rozkaz o czernieniu skórzanych ładownic. 3 lata później w jednostkach liniowych zaczęto wprowadzać Patronen-Tragegurte – czyli taśmę parcianą przerzucaną przez kark z dwoma końcami wiązanymi trokami do pasa głównego. W taśmie znajdowały się przegródki, w których można było przenosić tzw. łódki z pociskami. Żołnierz mógł w ten sposób mieć przy sobie jednocześnie 70 pocisków. Taśma była najczęściej w kolorze jasnoszarym lub jasnobeżowym.

Tornister M1895 (M1892, M1907 i M1910) miał bardzo charakterystyczną pokrywę, obszytą skórą ze szczeciną. Jest to najbardziej rozpoznawalny element tego tornistra. Produkowany był z niewielkimi zmianami aż do końca II wojny światowej. Oczywiście, pod koniec wojny, produkowano także tornistry pozbawione szczeciny, zadowalając się pokrywą parcianą z elementami skórzanymi.

Zdjęcie wykonano w sali koszarowej w roku 1914. Umundurowanie jeszcze regulaminowe
i widać, że żołnierze zajmowali się pastowaniem butów/ fot. archiwum Mariusza Żebrowskiego

Chlebak M1887 to w zasadzie parciany worek z klapą i trzema pasami, służącymi do podpięcia do pasa głównego. W kolejnych latach konfliktu, chlebak ulegał uproszczeniu i zmianom materiałowym.

Manierka M1907 wykonana była z aluminium i zakręcana aluminiowym korkiem z łańcuszkiem. Manierka w pokrowcu mocowana była do chlebaka, co nie było optymalnym rozwiązaniem. Żołnierze mieli problem z „latającą” manierką. Po pierwszym roku wojny, manierki uległy uproszczeniu, ale sam kształt modelu nie uległ zmianie. Około 1916 roku pojawiają się w użyciu manierki wykonane z blachy stalowej. To także efekt braków materiałowych w państwie pruskim.
Spodnie i buty

Łopatka M1887 w skórzanym pokrowcu, zabezpieczającym jej krawędzie i trokami podpięta była do pasa głównego. Należy pamiętać, że łopatka to była nie tylko przedmiotem służącym do okopywania się, ale także bardzo skuteczną broń w walce w transzejach. Jest to często widoczne na zdjęciach z tego okresu. W użyciu znajdowały się przez cały okres I wojny światowej także szpadle M1822 z długim trzonkiem i pokrowcem na stylisko.

Do łopatki skórzanymi pasami przypinano bagnet M1898 lub M1898/1905 (najpopularniejsze wersje w jednostkach liniowych), który dodatkowo mając na pochwie skórzaną „żabkę”, był zawieszony na pasie głównym. Miało to na celu to, aby bagnet nie obijał nóg piechura i nie powodował zbędnego hałasu, uderzając w łopatkę. Od 1916 roku upowszechniają się bagnety typu Ersatz. To całkowite uproszczenie tej broni. Pojawiają się egzemplarze pozbawione okładzin rękojeści wykonane tylko ze stali.

W wyniku przedłużającej się wojny okopowej, wśród żołnierzy pojawiają się noże tzw. okopowe. W sporej części są to przerabiane bagnety. Przycinano im głownie, co pozwalało zmniejszyć ich wagę. Mniejsze rozmiary to wygodniejsze operowanie nożem w ciasnych okopach.

Spodnie M1907/10 w kolorze Steingrau z czerwonymi wykończeniami na szwach zewnętrznych posiadały dwie kieszenie ukośne, wpuszczane do środka. Z przodu znajdowała się jeszcze jedna kieszonka, przeznaczona na zegarek. Jeszcze w 1914 roku wprowadzono nowy wzór spodni określony jako M1914. Nie różniły się one krojem od wcześniejszej wersji, ale farbowane były na kolor Feldgrau – o wiele lepiej sprawdzający się jako maskujący na polu walki.

> Pogrzeb na froncie zachodnim. Oficerowie jeszcze w pikelhaubach a podoficerowie
i szeregowcy w hełmach M1916. Łatwo więc wydatować fotografię na rok 1916/ fot. archiwum Mariusza Żebrowskiego

Przykładem znaczenia koloru spodni, mogą być spodnie francuskich piechurów. Przed rozpoczęciem I wojny światowej i w jej początkowym okresie, farbowane były na kolor czerwony, co skutkowało w pierwszych miesiącach wojny, czyli odwrotowych walk armii francuskiej, setkami ran postrzałowych w pośladki. Czerwony kolor kontrastował ze zbożem na polach czy zielenią północnej Francji. W 1916 roku następuje kolejne uproszczenie wzoru spodni. Zostają one pozbawione czerwonej lamówki.
Buty M1866 z wysokimi cholewami z brązowej skóry, od 1915 roku, zaczęto czernić, co często widoczne jest na zdjęciach z tego okresu jako nieregularne plamy na cholewach. W połowie wojny, gdy problemy z zaopatrzeniem w skórę nabierają katastrofalnych rozmiarów, zaczęto wprowadzić w oddziałach liniowych trzewiki M1901 z brązowej i czernionej skóry. Aby zabezpieczyć nogawki spodni, owijano je owijaczami z taśmy parcianej, osłaniającymi nogi od trzewika do samych kolan.

Zastosowanie masek przeciwgazowych

Karabin Mauser M1898, określany popularnie jako Gewehr 98, można ocenić pozytywnie, chociaż posiadał jeden ważny mankament, a mianowicie nie był odporny na zabrudzenia i wymagał częstego czyszczenia. Zaniedbania w tym zakresie powodowały częste zacięcia, uniemożliwiając w ten sposób walkę. Od 1916 roku na stan wprowadzono nowy, uproszczony model karabinu, posiadający parciany pas nośny.

Do uzbrojenia w 1915 roku wszedł granat ręczny M1915, popularnie nazywany „tłuczkiem”. Konstrukcja tego granatu wykorzystywana była jeszcze po II wojnie światowej. Charakteryzowała się bowiem prostotą obsługi oraz specyficznymi właściwościami. Można było wrzucić ten granat do pomieszczenia na piętrze bez odchodzenia od bezpiecznej ściany. Pod koniec wojny coraz bardziej upowszechniały się worki noszone na piersiach, w których można było bezpiecznie przenosić granaty.

Żołnierze na zdjęciu przedstawiają istną mozaikę mundurową. Różne typy kurtek, płaszczy i fartuchy. Nie powinno to dziwić, fotografia wykonana została w ostatnim roku wojny/ fot. archiwum Mariusza Żebrowskiego

W 1915 roku żołnierze liniowi powszechnie zostali wyposażeni w maski przeciwgazowe M1915 Gummimaske. Wszystkie armie biorące udział w konflikcie, posiadały zapasy gazów bojowych i istniało realne niebezpieczeństwo ich użycia. Pierwszy raz dokonano tego 17 października 1914 roku w okolicach miejscowości Neuve-Chapelle. Niemcy ostrzelali pozycje aliantów pociskami wypełnionymi o-dianizyną. Ostrzał okazał się kompletnym fiaskiem. Brytyjczycy, będący celem ataku, nawet nie zauważyli gazu. Innym razem, na froncie wschodnim, na linii rzek Bzury i Rawki, 31 grudnia 1914 roku pod Bolimowem, w rejonie nieistniejącej obecnie wsi Borzymów i Humin, Niemcy ostrzelali pozycje rosyjskie pociskami wypełnionymi mieszaniną bromku ksylilu i ksylenu, czyli substancją chemiczną wywołująca łzawienie. Skutki były podobne jak w wyniku ostrzału Neuve-Chapelle.

Zdarzenia te wpłynęły na radykalizację poglądów sztabu pruskiego. Zaczęto w następnych atakach używać gazów na bazie chloru. Do najważniejszego wydarzenia, zmieniającego podejście do gazów bojowych w I wojnie światowej, doszło 22 kwietnia 1915 roku pod miejscowością Langemark. To wtedy Niemcy wypuścili ok. 150 ton gazu. Straty alianckie wyniosły około 1,4 tys. zabitych i 2–3 tys. rannych. Żołnierze pruscy, biorący udział w tej operacji, byli już wyposażeni w maski przeciwgazowe. W następnej kolejności, wyposażano oddziały tyłowe i szkolno-zapasowe.

Początkowo maskę przechowywano w parcianym pojemniku w kształcie walca i pierwotnie troczonym po prawej stronie pasa nośnego pod ładownicami. Utrudniało to ruchy żołnierza, zwłaszcza w trakcie strzelania. Po krótkim czasie ten rodzaj pojemnika i sposób troczenia zostały zarzucone i rozpoczęto prace nad nowym sposobem przechowywania i troczenia maski przeciwgazowej. Wprowadzono metalową puszkę na maskę, która malowana była na kolor Feldgrau. Noszona była na pasku po prawej stronie nad chlebakiem. W 1917 roku wszystkie jednostki liniowe miały na wyposażeniu maskę przeciwgazową M1917 Lederschutzmaske, wykonaną ze skóry i z oddzielnym filtrem. Specjalnie dla tej maski rozpoczęto produkcję metalowej puszki zamykanej na druciany zatrzask i przewieszanej na pasku po lewej stronie pleców.

Regulamin wojskowy a rzeczywistość

Kończąc ten krótki tekst, mający wyłącznie zasygnalizować problem identyfikacji umundurowania i wyposażenia żołnierza pruskiego (a także, każdego innego). Warto pamiętać, że mundurowe regulaminy wojskowe funkcjonowały sobie, a jak zwykle rzeczywistość sobie. Czym innym jest identyfikacja rekruta, a czym innym frontowego wiarusa. Obaj będą posiadać niby identyczne umundurowanie czy wyposażenie, ale w rzeczywistości, po przyjrzeniu się, można stwierdzić, że rekrut posiada wyposażenie czy umundurowanie starszego typu. Czasem można spotkać także całkowite wymieszanie i tylko wprawne oko będzie w stanie wyłuskać niuanse widoczne na fotografii. Na szczęście zachowała się ogromna ilość fotografii armii pruskiej z okresu I wojny światowej. Pośrednio dlatego, że żołnierze potrafili czytać i pisać. Masowo fotografowali się w mundurach, żeby zdjęć używać jako kartek pocztowych i wysyłać je do rodziny i przyjaciół. Dzięki temu można łatwo korelować przesyłane informacje z rodzajem umundurowania.

Zdjęcia te najczęściej były wykonywane w atelier i ukazują żołnierzy w mundurze wyjściowym z zachowaniem wszelkich regulaminów. Zachowało się też wiele zdjęć z pól walki, które przedstawiają żołnierzy w ich codziennym trudzie, w rozchełstanych kurtkach i często niepasujących do siebie elementach umundurowania oraz bez większości wyposażenia. Na takich zdjęciach rozpoznanie przynależności regimentowej jest znacznie trudniejsze. Należy najpierw umieć poruszać się w zawiłościach regulaminowych, by potem przeanalizować rzeczywistość utrwaloną na fotografii.

Autor: Mariusz Żebrowski.

Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 1(48)/2017.