“Indeksy metrykalne nie mogą w pełni zastąpić poszukiwań genealogicznych” [wywiad z Januszem Pawelczykiem]

fot. archiwum własne

Baza indeksów pomorskich ksiąg liczy 4,5 mln rekordów. Jest ona niezwykle pomocna dla historyków rodzinnych. – Granica pomiędzy pomocą w poszukiwaniach a pełnymi badaniami jest bardzo cienka – przestrzega Janusz Pawelczyk – prezes Pomorskiego TG.

Głównym hasłem działalności Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego jest Jeśli chcesz, by ktoś zrobił coś dla Ciebie, zrób najpierw coś dla innych. Czy to stwierdzenie jest nadal aktualne?

Oczywiście, że jest. Przede wszystkim PTG jest stowarzyszeniem non-profit. Hasło to nierozerwalnie wiąże się z indeksacją. Jeśli Ty zindeksujesz daną parafię, znajdziesz nie tylko swoich przodków, ale i pomożesz innym. Do niedawna Pomorze, pod względem poszukiwań, było terenem dziewiczym – nasze indeksy w zasadzie umożliwiają jakiekolwiek badania rodzinne.

W Internecie pojawia się coraz więcej indeksów – sama Geneteka zawiera ich ponad 20 milionów. Jest to nieoceniona pomoc dla historyków rodzinnych, ale czy przez to genealogia nie staje się powoli nie tyle poszukiwaniem przodków, ile spisywaniem i kolekcjonowaniem kolejnych osób w drzewie?

Indeksy mają przede wszystkim ułatwić poszukiwania – nie wykluczają one pracy detektywistycznej. My, jako PTG, spisujemy podstawowe dane – aby wiedzieć więcej, trzeba zajrzeć do metryk, które najczęściej dostępne są wyłącznie bezpośrednio w archiwach. A akta spisywane w USC były niezwykle bogate w dodatkowe informacje, jak data urodzenia czy śmierci wpisana przy metryce urodzenia. Tym samym indeksy mają wyłącznie ukierunkować poszukiwania, a nie je zastąpić.

W przypadku Geneteki część rekordów jest bardzo dokładnych.

Uważam, że nie jest to do końca dobre rozwiązanie. Taki zamysł był również w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy i Toruniu. Zdecydowano się, by przepisywać wszystkie informacje z aktów metrykalnych w trybie online zamiast za pomocą szablonów w arkuszu Excel. Dopuszczono także zamieszczanie indeksów uproszczonych, ale również w trybie online. Niekiedy taka indeksacja może być jednak trochę kłopotliwa.

Czy tak pełne spisywanie danych ma w ogóle sens?

Można zindeksować dokładnie te akta, które dotyczą naszych przodków. Natomiast indeksy, które mają wyłącznie ukierunkować badania – nie.

Naszym zadaniem ma być wskazanie tego, gdzie mogła mieszkać rodzina, w jakiej parafii zapisywano akta, które ich dotyczyły, a nie zastępować dokumenty ich transliteracją.

Oczywiście nie można też przesadzić w druga stronę. Obecnie od nowa indeksujemy jedną z parafii południowego Pomorza, której rekordy zawierają wyłącznie nazwisko i imię dziecka. W przypadku popularności tych danych, wyników jest bardzo wiele. Takie indeksy nie są pomocne. Absolutnym minimum jest rok, numer aktu, imię dziecka oraz imiona i nazwiska rodziców.

Czy odnosi pan wrażenie, że efektem ubocznym dokładnych indeksów jest postawa roszczeniowa, w szczególności nowych genealogów? Jeśli nie znajdą swoich przodków w Internecie, dalsze poszukiwania – według nich – nie mają sensu.

Zdarzają się takie pytania – jednak, z mojego doświadczenia, są one stosunkowo rzadkie. Jeśli jest to osoba z Pomorza, odsyłam ją do poszczególnych archiwów. Jednak kiedy mam do czynienia z genealogami z dalekich regionów Polski, staram się pomóc.

Gdzie jest więc granica pomiędzy pomocą a wyręczeniem kogoś w poszukiwaniach przodków?

To jest bardzo cienka linia. Pomocą jest dla mnie ukierunkowywanie poszukiwań, z kolei wyręczanie następuje wówczas, kiedy osobie tej nie chce się szukać i ja za nią to robię. Pełnymi kwerendami, już płatnymi, zajmują się albo archiwa, albo firmy świadczące takie usługi.

Jednak taka postawa nie zawsze wynika wyłącznie z braku chęci, często również umiejętności. Odsyłając do naszej strony z indeksami, wiele osób odpisuje „ale ja nie mogę niczego znaleźć”. To wynika z braku praktyki – nazwisko mogło zostać źle zapisane, tym samym dokładne poszukiwania nie wskażą tego rekordu.

 

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały wywiad dostępny jest w More Maiorum 9(56)/2017, który można bezpłatnie pobrać poniżej:

 

 

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.