Genealogia na usługach ideologii w III Rzeszy

Schemat „tablicy przodków” /fot. Wikimedia Commons

Genealogia to dla wielu fascynująca nauka, dzięki której możemy dowiedzieć się wielu informacji o naszych korzeniach. Był jednak czas, kiedy wiedzę o przodkach wykorzystywano w imię ideologii nazistowskiej. 

Więzi rodzinne, zachodzące między ludźmi na bazie pokrewieństwa i powinowactwa, są istotnym elementem kształtującym społeczeństwo, warunkującym tworzenie się grup społecznych, struktur i relacji. Badając te właśnie związki można dokonać klasyfikacji anonimowej najczęściej społeczności i określić wpływ działalności człowieka w ramach większej grupy na tok dziejów. Wyzucie badań genealogicznych z tego socjologicznego kontekstu, może łatwo prowadzić do zwyrodnień i wynaturzeń. Przykładem takiej deformacji jest rasizm, który czerpie swoje podstawy naukowe m.in. właśnie z genealogii i genetyki.

Genealogia – ideologia krwi i ziemi?

Ostatnie ćwierćwiecze XIX wieku przyniosło znaczący zwrot w rozwoju badań genealogicznych oraz samej ich metodologii. U progu roku 1900 przeżywała ona swój istny renesans, na który największy wpływ wywarli dwaj niemieckojęzyczni uczeni – Ottokar Lorenz i Otto Forst de Battagllia. Ten ostatni wydaje się być szczególnie bliski narodowi polskiemu, gdyż jego ojciec był Polakiem. On sam natomiast jawił się jako promotor polskiej kultury. Zaprzyjaźniony z wielkim historykiem Oskarem Haleckim, pisał także prace poświęcone m.in. Janowi Sobieskiemu.

Strona z „książeczki rodzinnej” wydanej przez urząd Stanu Cywilnego w Bydgoszczy w 1918 r./ fot. dilibra.com

Okres narodowego socjalizmu w Niemczech znacznie przyczynił się do zahamowania dalszego rozwoju badań genealogicznych w ujęciu historycznym i zaadoptował je na potrzeby wspierania „ideologii krwi i ziemi” (Blut und Boden). Wypaczono podstawowe pojęcia związane z genealogią i nadano im nowe znaczenie. Termin przodek (Ahn) utożsamiono z potrzebą udowodnienia przez każdego Niemca swojego aryjskiego pochodzenia. W podręczniku do biologii dla szkół wyższych można było wyczytać następujący wiersz Willa Vespera:

Halte Dein Blut rein.
Es ist nicht nur Dein.
Es kommt weit her.
Es fließt weit hin.
Es ist von tausend Ahnen schwer
und alle Zukunft strömt darin.
Halte rein das Kleid.
Deiner Unsterblichkeit.

Młodzież szkolna natomiast otrzymywała następujące zadania domowe:

Utwórz tablicę genealogiczną swoich przodków z uwzględnieniem ich zawodów. Przodków chłopskiego pochodzenia zaznacz na zielono. Zaznacz miejsca urodzenia i zamieszkania twoich przodków na mapie.

Ołtarzyki poświęcone przodkom

Czołowy orędownik nacjonalistycznej ideologii – minister Richard Walter Darré, postulował tworzenie domowych ołtarzyków poświęconych przodkom (na wzór tzw. kącików Pana Boga – niem. Herrgottswinkel). W 1940 roku tak pisał:

Kto chciałby uhonorować swoich przodków, może to uczynić nie tylko poprzez pielęgnację miejsc pochówku, ale również w inny sposób. W swoim domu można zawsze poświęcić kąt ku pamięci swoich przodków. Można w tym miejscu powiesić tablicę genealogiczną albo umieścić podobizny antenatów. W spokojnych godzinach można w tych miejscach pielęgnować dialog z przodkami lub składać przed nimi relacje.

W 1933 roku, kiedy wspomniany wyżej Richard Walther Darré został ministrem żywności i gospodarki rolnej (Minister für Ernährung und Landwirtschaft), doprowadził do ujednolicenia formowanej przez siebie organizacji „Stan żywicieli Rzeszy” (Reichsnährenstand), nadając jej solidne podstawy prawne. Efektem jego działań było wydanie dwa dni przed dożynkami 1933 roku ustawy o dziedzicznie niepodzielnych gospodarstwach rolnych (Reichserbhofgesetz).

Akt ten definiował idealne gospodarstwa o maksymalnym areale 125 ha, które powinny być w całości dziedziczone przez aryjskich następców, a rolników postrzegano jako źródło czystej krwi narodu niemieckiego. Określono ich terminem Erbhofbauer (właściciel dziedzicznie niepodzielnego gospodarstwa).

Paszporty przodków

Stosunkowo szybko też położono nacisk na eliminację osób niearyjskiego pochodzenia z życia publicznego i politycznego. Odpowiednie ustawodawstwo nakazywało usunięcie takich osób ze stanowisk urzędniczych i obligowało wszystkich urzędników i osoby ubiegające się o stanowiska w administracji o udokumentowanie swojego pochodzenia.

W wyniku tego procesu legislacyjnego doszło do ożywionych poszukiwań genealogicznych (Ahnenforschung), co zaowocowało organizowaniem rozlicznych kursów i szkoleń w tej materii. Do języka potocznego przenikały fachowe pojęcia z dziedziny genealogii, które zatracały swoje pierwotne znaczenie i zacierały granice pomiędzy genealogią narodu a historią własnej rodziny.

Począwszy od 1933 roku wydawano tzw. paszporty przodków (Ahnenpaß), jako świadectwa aryjskiego pochodzenia. Ich pierwowzorem były wprowadzone w czasach Republiki Weimarskiej książeczki rodzinne (Familienbuch lub Familienstammbuch). Były to wydawane przez urzędy stanu cywilnego w formie niewielkich poszytów w tekturowej oprawie formularze na urzędowe wpisy dotyczące urodzin, chrztów, ślubów oraz zgonów rodzin i ich dzieci. Posiadały także rubryki do wpisywania informacji o dalszych przodkach. Po roku 1933 książeczki te otrzymały nową formę i wygląd zgodny z duchem narodowego socjalizmu, wypracowany przez Państwowy Związek Urzędników Stanu Cywilnego (Reichsverband der Standesbeamten Deutschlands).

Strony od 6 do 40 przeznaczone zostały na udokumentowanie pochodzenia, gdzie wpisywano podstawowe dane dotyczące probanta i jego antenatów. Same paszporty przodków nie były nakazane przez ustawodawstwo, niemniej zalecano ich tworzenie. We wstępie tej książeczki napisano, że „do poświadczenia aryjskiego pochodzenia wystarczy ustalić swoich przodków do roku 1800”. Osoby ubiegające się o wyższe stanowiska w administracji państwowej musiały przedstawić swoich antenatów do roku 1750.

Akt urodzenia Manfreda Rosenberga (ur. w 1900 roku w Opolu). Na marginesie urzędowa adnotacja o zmianie imienia na Izrael, pod spodem adnotacja o zgonie w 1941 roku w Auschwitz/fot. w Opolu, zespół nr 1016: Urząd Stanu Cywilnego w Opolu, sygn. 45

Ustawy norymberskie a genealogia

Kolejne obostrzenia w kwestii czystości rasowej przyniosły tzw. ustawy norymberskie z 15 września 1935. Ustawa o obywatelstwie Rzeszy, ustawa o ochronie krwi niemieckiej i honoru niemieckiego oraz ich kolejne rozporządzenia wykonawcze, precyzowały dosyć jednoznacznie kogo uznać za Żyda czy mieszańca, a kogo za Aryjczyka. Ustawodawstwo to poprzedziło ustanowienie w marcu 1935 roku urzędu do spraw genealogicznych (Reichsstelle für Sippenforschung, a od 1940 r. Reichssippenamt). Na jego czele stanął Kurt Mayer, który kierował analogicznym urzędem przy NSDAP. Ta ogólnopaństwowa instytucja podzielona została na 8 działów:

  1. Dział badawczy A (przygotowywanie postanowień dotyczących pochodzenia czystej krwi),
  2. Dział badawczy B (wdrażanie rasowych i biologicznych postanowień, naturalizacja),
  3. Ochrona zabytków piśmienniczych,
  4. Przygotowywanie ustawodawstwa genealogicznego,
  5. Kartoteka osób obcego pochodzenia,
  6. Kartoteki przodków,
  7. Księgozbiór,
  8. Archiwum fotografii.

Głównym zadaniem tego organu było rozstrzyganie i poświadczanie pochodzenia aryjskiego w wątpliwych przypadkach, niejasnych stosunkach rodzinnych, czy nieślubnych urodzeniach. W ciągu lat swojej działalności urząd wydał tysiące „rasowych i biologicznych postanowień”, na wniosek różnych instytucji państwowych i naukowych. W 1937 roku np. do instytucji tej zwróciła się Pruska Akademia Sztuk, która prosiła o urzędowe sprawdzenie czy jej członek rzeźbiarz Ernst Heinrich Barlach jest aryjskiego pochodzenia. W odpowiedzi stwierdzono, że w myśl wspomnianych wyżej ustaw jest on aryjskiego pochodzenia. Inna przykładowa sprawa z 1942 roku dotyczyła niejakiego doktora G., który był uznawany powszechnie za Żyda. Wyjaśniano, że urodził się on w 1893 roku. Jego matka miała stosunek z mężczyzną o czystej krwi niemieckiej, który był zatrudniony w jej domu jako woźny, co zostało potwierdzone przysięgą przez ojca kobiety – Żyda. Podczas rasowego badania przedłożono jedynie fotografie ojców (tego biologicznego i prawnego) doktora G., gdyż obaj już nie żyli. Na podstawie podobieństwa stwierdzono, że jest on potomkiem aryjskiego mężczyzny i zawyrokowano, że badany nie jest Żydem tylko mieszańcem pierwszego stopnia.

Dodatkowo w kompetencjach urzędu leżało zabezpieczanie starych ksiąg kościelnych oraz żydowskich akt stanu cywilnego. Te ostatnie zostały zgromadzone w Berlinie w pomieszczeniach centralnego archiwum dla żydowskich akt stanu cywilnego starej Rzeszy (Zentralstelle für jüdische Familienstandsregister im Altreich). Akta te następnie ze względów ochrony przeciwlotniczej zostały przewiezione do zamku Rathsfeld w Kyffhäuser, gdzie firma braci Gatermann z Duisburga dokonała ich zmikrofilmowania. Filmy te zostały po wojnie podzielone wedle regionów i zaoferowane do sprzedaży w różnych landach zachodnich.

Żyd – Izrael, Żydówka – Sara

W 1938 roku została ponadto wydana ustawa o zmianie imion i nazwisk (Gesetz über die Änderung von Familiennamen und Vornamen). Dodane do niej rozporządzenie z 17 sierpnia 1938 roku nakazywało, aby wszyscy Żydzi nosili imię Izrael, a Żydówki Sara. Dlatego też w aktach stanu cywilnego dokonywano stosownych adnotacji na marginesach o zmianie żydowskich imion.

Jedną z najbardziej drastycznych form reakcji i protestu wobec tej polityki było odbieranie sobie życia. 29 listopada 1938 roku samobójstwo popełniła 76-letnia Hedwig Jastrow, która w pożegnalnym liście napisała:

Chcę być pogrzebana pod imieniem, które nadali mi rodzice i które częściowo odziedziczyłam, na którym nie ciąży żadna plama. Nie chcę czekać, aż zostanie mu doczepiona jakaś skaza. Każdy więzień, każdy morderca zachowuje swoje imię. To woła o pomstę do nieba.

Innym znanym przykładem protestu była samobójcza śmierć, jakiej dokonał Jochen Klepper – niemiecki teolog, żurnalista i poeta. Ożeniony z Żydówką miał się z nią obowiązkowo rozwieść. Zamiast tego, pewnej grudniowej nocy 1942 roku, wraz z całą rodziną zażył tabletki nasenne i odkręcił gaz. Jego ostatni wpis w dzienniku brzmiał:

Po południu rozmowa ze służbą bezpieczeństwa. Teraz umieramy – ach, to też jest zapisane przez Boga. Dziś w nocy wspólnie umrzemy. Nad nami znajduje się w ostatnich godzinach obraz błogosławiącego Chrystusa, który o nas walczy. W jego spojrzeniu kończy się nasze życie.

Prezentacja wywodu przodków

Inną formą przedstawiania swoich antenatów, która powszechnie dominowała w czasach narodowego socjalizmu, była tablica przodków (Ahnentafel). Ten genealogiczny termin również został zaadoptowany przez nazistowską ideologię i oznaczał „dowód aryjskiego pochodzenia” (Ariernachweis). Rozróżniano dwa typy tablic:

  1. Małą, która obejmowała probanta, jego rodziców i dziadków,
  2. Wielką, sięgającą do roku 1800.

Określono precyzyjnie, w jaki sposób graficzne tworzyć taką tablicę, która była potem urzędowo uwierzytelniana. W 1933 roku wzmiankowany już artysta Ernst Barlach pisał w liście do pisarza Carla Alberta Lange:

Na Boże Narodzenie otrzymałem w posiadanie wielką tablicę genealogiczną, którą inni wypełnili mi w pocie czoła, jej widok sprawia mi zgryzotę w zgorzkniałej z tej okazji piersi – pomyśleć, że coś tak koniecznego jest prawie nieodzowne. Raczej wolałbym ją zniszczyć w szale Berserka niż zachować.

Odrestaurowane księgi metrykalne parafii ewangelickiej w Niemodlinie/fot. opole.ap.gov.pl

Trauma genealogiczna niemieckich badaczy

Można w tym miejscu postawić pytanie czy genealogia faktycznie odegrała swoją rolę we wspieraniu polityki i ideologii nazistowskiej? Wszak przy pomocy jej narzędzi bez trudu można było udowodnić pokrewieństwo czystych rasowo Niemców z innymi niearyjskimi nacjami. Dochodziło więc do manipulacji podstawowymi terminami i faktami, co zahamowało rozwój badań genealogicznych na długie dziesięciolecia. Dopiero w latach 90. XX wieku społeczeństwo niemieckie uporało się ze swoją „traumą genealogiczna”.
Obecnie funkcjonuje wiele towarzystw i wielu badaczy, którzy dalecy są od ideologicznych i rasistowskich motywów. Mają jedynie nadzieję na odkrycie wśród swoich przodków szlacheckich korzeni, działając z pobudek historycznych, prywatnych i hobbistycznych.

Jeżeli ma się odrobinę zmysłu historycznego, te wszystkie rodzinne opowieści rozbudzą nasze zainteresowania. I tu już jesteśmy na najlepszej drodze do fascynującego hobby genealogii. Niektórzy będą twierdzili: historia rodziny – to przecież nudne i suche. Jeżeli zbieramy tylko daty urodzin i zgonów członków naszych rodzin, z pewnością okaże się to trafne stwierdzenie. Ale badanie historii rodziny nie tylko na tym polega – bynajmniej nie.

Na uwagę zasługuje przypadek sympatycznego małżeństwa państwa Elfrydy i Aloisa Barnertów z Niemiec, którzy zafascynowani swoimi korzeniami rodem z Niemodlina koło Opola, od lat odwiedzają tamtejsze archiwum w poszukiwaniu przodków. Tak się akurat złożyło, że leżące w obszarze ich zainteresowania księgi metrykalne parafii ewangelickiej w Niemodlinie były w bardzo złym stanie konserwatorskim. Państwo Barnert podjęli więc wysiłek, by zebrać wśród różnych towarzystw na terenie Niemiec odpowiednie finanse na pokrycie kosztów konserwacji tych ksiąg. Dzięki ich staraniom udało się w 2012 roku odrestaurować 12 woluminów z lat 1743-1906. Podczas uroczystej prezentacji odrestaurowanych metrykaliów w opolskim archiwum Alois Barnert powiedział, że to jest jego inwestycja w przyszłość. Niemodlińska parafia ewangelicka już nie istnieje, kościół został zniszczony, więc zamiast go odbudowywać, ulokowano kapitał w to, co pozostało z dawnego dziedzictwa, by zachować je dla potomnych.

Autor: Rafał Górny. Pierwotne miejsce publikacji: More Maiorum nr 3(38)/2016.