Genealogia, czyli nauka o seksie i jego skutkach

fot. JEAN HONRE FRAGONARD, The Bolt, 1778, oil on canvas, Louvre, Paris.

Opowiadając zainteresowanej osobie, czym jest genealogia, najczęściej używamy górnolotnych słów, udowadniając, że dzięki niej znajdziemy swoje miejsce na ziemi, dowiemy się kim jesteśmy, skąd przychodzimy. A gdyby tak odpowiedź, że genealogia wcale tak daleko od ginekologii nie pada?

Dr Marek Jerzy Minakowski* stwierdził kiedyś, że genealogia to nauka o seksie i jego skutkach, dlatego tak bardzo podnieca rodzinnych historyków. I nie można odmówić racji takiemu rozumowaniu. Bo gdyby nie seks, to dzisiaj nikt z nas nie mógłby zajmować się odkrywaniem przodków.

I nie można w tym miejscu zapominać o innym zjawisku, dziś powszechnie znanym, wyrażającym się w różnych metodach, zarówno tych, nazwijmy je biblijnych, jak i tych, diabelskich, mechanicznych, niegodnych… Mowa oczywiście o antykoncepcji – zastanówmy się, ilu z nas nie byłoby dziś na świecie, gdyby w XVII wieku nasza 5xprababka mogła pójść do pobliskiej apteki i poprosić o słynną tabletkę „po”?

W tej samej aptece, ale metodami „przed” mógłby zabezpieczyć nasz 6xpradziadek – i on byłby zadowolony, i ona byłaby zadowolona, ale my już niekoniecznie, bo by nas po prostu nie było. Dopadło nas jednak to szczęście, a dla naszych przodków, pewnie w wielu przypadkach szczęście bardziej zezowate, że ani „przed”, ani „po” nie można było się w sposób (niemal) stuprocentowy zabezpieczyć.

Dodatkowym powodem, przez który nasi przodkowie z reguły mieli gromadkę wesołych „produktów” seksu, był brak prądu. Zimą szybko robiło się ciemno, na Facebooka nikt nie mógł zajrzeć, Faktów nie można było zobaczyć, a „Trudne sprawy” były realizowane w wersji live in life. Także w takim wypadku nie pozostało nic innego, jak poświęcić się odrobinie wysiłku, wydać parę jęków, by zagłuszyć skrzypienie drewnianego łóżka, po to tylko, żeby nie obudzić dzieci, które spały w tej samej izbie. Seks był jednym z elementów życia na wsi, często był powodem do zawarcia małżeństwa, którego skutkiem był trzymiesięczny „wcześniak”.

Także może na pytanie znajomego „Czym jest genealogia?” odpowiedzieć, że jest to nauka o seksie i jego skutkach, a genealog powszechnie jest uważany za osobę, która się na nim zna? Jestem pewien, że pytający, po usłyszeniu takich słów będzie w lekkim szoku, który przerodzi się w śmiech – nie wątpię, że w śmiech żenujący, ale może osoba ta, szczególnie mężczyzna, będzie chciała stać się „panem od spraw seksu i jego owoców”, czyli genealogiem?

* Zob. http://www.mrog.org/853/genealogia-to

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.