Jak i czego uczyli się nasi przodkowie, czyli co mówią stare dzienniczki

fot. archiwum rodzinne Małgorzaty Karoliny Piekarskiej

Czasy cyfryzacji nie są łaskawe dla przyszłych genealogów. To, co dotąd było pożółkłym papierem, kiedyś będzie tylko binarnym plikiem. Czy przetrwa wieki? Zastanawiam się nad tym, gdy biorę do ręki dokument, który dziś ma swój elektroniczny odpowiednik.

W swoim rodzinnym archiwum mam nie tylko listy, notatki i dokumenty, ale też… kilka dzienniczków szkolnych moich przodków. To zdecydowanie fascynująca lektura. Przede wszystkim pozwala obalić rodzinne mity, według których przed nami wszyscy uczyli się świetnie i mieli same piątki, a my jesteśmy zakałą rodziny, która pierwsza w historii rodu przynosi ze szkoły dwójkę.

Od dawna wiem, że to nieprawda, bo znalazłam kiedyś szkolny dzienniczek mojej babci Janiny z Adamskich Piekarskiej, która była uczennicą prywatnej szkoły Zofii Kurmanowej. W roku szkolnym 1915/1916 szkoła funkcjonowała jako „Zakład Naukowy Żeński”. Babcia, urodzona w 1905 roku, miała wtedy 10 lat i chodziła do I klasy, zaś odpowiednik dzisiejszego dzienniczka nazywał się Świadectwo o postępach, pilności, uwadze i sprawowaniu. Był czymś w rodzaju wielkiego dziennika klasowego tyle, że wypisane w nim oceny dotyczyły tylko jednej osoby – właścicielki. Ten osobliwy dzienniczek to zawierająca ponad 60 stron książka z tematami lekcji, stopniami i uwagami. Jakie to uwagi? Na przykład 22 września 1915 roku moja prababcia pisze do wychowawczyni: Uprzejmie proszę szanowną Panią o zupełne zwolnienie mej córki Janki z lekcyi gimnastyki, z powodu wątłego jej zdrowia. Dzień później pisze znowu i tym razem prosi o… uwzględnienie córki mej Janki w nieprzygotowaniu lekcyi francuskiego z powodu złego kupienia przeze mnie złej książki.

fot. archiwum rodzinne Małgorzaty Karoliny Piekarskiej

Kura, pacierz i gotyckie litery

Tematy lekcji, a czasem wpisana jednym zdaniem ich treść pozwalają poznać szkolny program. Wiem na przykład, że na biologii babcia uczyła się o kurze, ale też o świni czy psie, zaś nauka o zwierzętach powiązana była z uczeniem się na pamięć wierszy o nich. Na lekcjach kaligrafii poznawała przykładowo gotyckie litery. Na religii uczyła się m.in. o poście i na pamięć spowiedzi powszechnej. Na języku polskim poznawała Treny Jana Kochanowskiego. Na geografii uczyła się, co to szron, śnieg, grad i jak powstają. A na historii o polskich Piastach.

Autorka: Małgorzata Karolina Piekarska

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały artykuł dostępny jest w More Maiorum 9(56)/2017, który można bezpłatnie pobrać poniżej: