“Badając genealogię ziemian, możemy korzystać ze znacznie większej liczby źródeł” – Piotr Szymon Łoś

fot. Archiwum własne

Wydarzenia PRL wymazały z kart historii przedstawicieli ziemiaństwa nie tylko ekonomicznie, ale przede wszystkim psychologicznie. Piotr Szymon Łoś przekonuje, że genealogia ziemian jest znacznie bogatsza w informacje niż innych grup społecznych.

Skąd u pana zainteresowanie akurat historią ziemian?

Moje pochodzenie z pewnością to zapoczątkowało. Pamiętam, jak mój śp. ojciec dostał list od genealoga – też już nieżyjącego, Juliusza Ostrowskiego z Krakowa, który poprosił o uzupełnienie danych genealogicznych Łosiów. Tata nie bardzo orientował się w tych powiązaniach, dane jednak wysłał, prosząc o zwrotne przesłanie wprowadzonych danych. Kiedy dostaliśmy odpowiedzi, wspólnie otwieraliśmy list i rzeczywiście w kopercie znajdowały się owe informacje. Wówczas rodzice wyjaśnili nam, dzieciom, co to jest za rodzina. Od tego momentu zaczęły się moje zainteresowania w tym obszarze.

Pamiętam też, że zakupiłem duże, szare arkusze do pakowania i na podłodze całymi godzinami ciąłem karteczki z imionami i nazwiskami, tworząc wykresy rodzinne. Informacje czerpałem z nagrania przechowywanego przez mamę, na którym była czytana genealogia Łosiów „skądś”. Niestety źródło nie było podane, ale prawdopodobnie był to Niesiecki albo Boniecki.

W kolejnych latach przerodziło się to w poszukiwania dotyczące innych rodzin, do tego stopnia, że moja genealogia, szczególnie ze strony mamy, leży odłogiem. W tej chwili bardziej interesujące są dla mnie rodziny niespokrewnione. Muszę jednak zaznaczyć, że nie badam jako takiej genealogii – siłą rzeczy jest mi ona pomocna, kiedy chcę ustalić powiązania rodzinne, znaleźć w ogóle jakiekolwiek informacje o rodzinie „X”.

Jakie wyróżniki można byłoby wskazać pomiędzy badaniami genealogicznymi, historycznymi ziemian a chłopów czy szlachty?

Przede wszystkim dostrzegam jedną poważną różnicę. Genealogia ziemian jest zawsze pełniejsza. Wiedza potomków chłopów kończy się najczęściej na pokoleniu pradziadków, a czasem i dziadków, natomiast dla ziemian pradziadek jest kimś bardzo bliskim. Dlatego mamy możliwość skorzystania ze znacznie większej liczby źródeł.

Mikołaj Łoś kupuje dobra Dmytrowice, kontrakt kupna-sprzedaży z 1809 roku/ fot. archiwum rodzinne Piotra Szymona Łosia

Przykładowo?

Po pierwsze są to metryki. Jeśli nie było zdarzeń losowych, choćby pożarów czy innych okoliczności związanych z zawieruchą wojenną, ziemianie przechowywali tego typu dokumentację, choćby do spraw spadkowych i majątkowych. Po drugie, wszelkiego rodzaju zapiski, które były w niemal każdej rodzinie ziemiańskiej. Należy jednak pamiętać, że są one odręczne, a ich odczytanie nie zawsze jest proste. Są one bardzo pomocne, lecz zawsze trzeba je skonfrontować z konkretnymi źródłami naukowymi albo pierwotnymi. A po trzecie, źródła wywołane, czyli relacje oraz wspomnienia.

Zdarza się, że tych informacji jest po prostu za dużo?

Wszystko zależy od tego, do czego te informacje są nam potrzebne. Nawiązałbym od razu do seniora genealogów rodzinnych p. Antoniego Reya, który powiedział mi kiedyś, że nie robi samej genealogii dla genealogii, ale także dla innych. Oprócz kart stricte genealogicznych, miał także drugie karty, w których były informacje o konkretnych osobach. Jego teściowa była z domu Łoś i kiedy dostałem informacje o jego krewnych, rzeczywiście otrzymałem także dane o dalszej rodzinie. Wówczas ten przerost informacyjny przydaje się do części biograficznej prowadzonych poszukiwań rodzinnych.

Jak ziemianie byli określani w aktach metrykalnych?

W XIX wieku najczęściej podane jest imię, nazwisko i dalej np. „dziedzic wsi x”. Status społeczny jest więc określony.

Dr Piotr Gałkowski pisze o bardzo szerokim zastosowaniu ksiąg hipotecznych w badaniach nad ziemianami. Jakich informacji możemy się z nich dowiedzieć?

W swoich badaniach skupiam się przede wszystkim na ustaleniu właściciela majątku. Krąży nawet anegdota, że zawsze jak przychodzę do potomków ziemian, to pytam, ile hektarów miał majątek, a ludzie śmieją się ze mnie, że kto pamiętałby takie informacje. A do zebrania takich danych, służy właśnie hipoteka. Najciekawsze sytuacje są, kiedy okazuje się, że to nie babcia była właścicielem, a dziadek. Był również przypadek sprzedaży majątku w latach 20. XX wieku, coś mnie tchnęło i sprawdziłem te informacje w aktach hipotecznych. Okazało się, że do 1939 roku w hipotece odnotowane są dwie rodziny jako właściciele, a także trzecia osoba, mająca prywatne roszczenia do właścicieli majątku. W efekcie dowiedziałem się, że nieruchomość była zadłużona i mimo że druga rodzina przejęła ten majątek, odkupując go od rodziny pierwszej, hipoteka nie była uregulowana aż do reformy rolnej. Oprócz tego typu opisów możemy też znaleźć „czyste” dane genealogiczne, jak daty czy miejsca urodzeń, a także listę spadkobierców.

 

 

Do przeczytania pozostało jeszcze 70% treści. Cały wywiad dostępny jest w More Maiorum 11(58)/2017, który można bezpłatnie pobrać poniżej:

Alan Jakman

Pomysłodawca powstania periodyku More Maiorum. Od ponad 9 lat interesuje się genealogią. W tym czasie ustalił, że jego przodkowie byli niemieckimi kolonistami sprowadzonymi najprawdopodobniej do wyrębu lasów w połowie XVII w. w okolice Gór Orlickich. Publikuje artykuły dotyczące historii rodzinnego miasta w portalu bielsko.biala.pl.