25 lat genealogii. Niezwykły jubileusz

fot. Igor Strojecki

Ćwierć wieku. Warszawskie Towarzystwo Genealogiczne obchodziło 25-lecie powstania. Od tego czasu wiele się zmieniło: komputeryzacja, masowa digitalizacja, a w końcu znacznie większa liczba osób zainteresowana przeszłością swojej rodziny.

Popularyzacja genealogii, edukacja w zakresie historii rodziny, promowanie i wspieranie więzi rodzinnych – to tylko kilka z celów, jakie stawia sobie Warszawskie Towarzystwo Genealogiczne. W ciągu 25 lat genealogia stała się znacznie bardziej popularnym hobby. Maciej Markowski, członek zarządu WTG, zauważa, że przede wszystkim należy zwrócić uwagę na dostępność materiałów archiwalnych. – Ale jedna jedno pozostaje stałe i niezmienne. Potrzeba osobistych spotkań – kwituje. Ten trend jest zauważalny, w szczególności podczas konferencji genealogicznych organizowanych w Brzegu. – W ciągu niespełna 20 godzin, od kiedy uruchomiliśmy rejestrację, zarejestrowało się ponad 120 osób – mówi nam Maciej Róg ze Stowarzyszenia Opolscy Genealodzy, które współorganizuje brzeską konferencję.

Internetowe rozmowy i fora nigdy nie zastąpią spotkań w rzeczywistości. Nie można jednak zapomnieć o roli, jaką odgrywa sieć. Znajdują się w niej setki tysięcy indeksów metrykalnych, jeszcze więcej skanów akt metrykalnych, z których możemy korzystać o każdej porze dnia i nocy. To jednak rodzi mniej korzystne skutki dla genealogów. – Publikacja metryk online oraz dostępna pomoc na forach (np. tłumaczenie akt) czasami sprawia, że w poszukiwaniach idziemy na skróty – zauważa Michał Marciniak, prezes Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego.

Markowski z rozrzewnieniem wspomina pierwsze spotkania genealogiczne, które odbywały się w prywatnych mieszkaniach. – Teraz potrzebujemy sali, niektórzy wymagają nawet klimatyzacji, projektorów multimedialnych czy wskaźników laserowych. Oczekiwania ludzi stale rosną – zauważa.

Wyzwania towarzystw genealogicznych

Kierowanie towarzystwem genealogicznym to ciężki kawałek chleba. Jedne wydają publikacje, inne organizują konferencje, każde chce znaleźć swoją dziedzinę, w której będzie się realizować. Podczas organizacji 25-lecia WTG dużym wyzwaniem dla zarządu było znalezienie odpowiednich prelegentów. – Mimo że w Warszawie mamy wiele instytucji zatrudniających fachowców z bliskich nam dziedzin, ich dobór tak, aby tematyka była interesująca dla większości słuchaczy, jest trudny – zaznacza Maciej Markowski. Inną stronę organizacji tego typu wydarzeń dostrzega Maria Rągowska – prezes Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego, które w 2017 roku obchodziło swoje 25-lecie. – Największym wyzwaniem jest znalezienie odpowiednio dużej i zmotywowanej grupy ludzi gotowych zaangażować się w przygotowania konferencji – konkluduje Rągowska.

Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku organizacji brzeskich konferencji, gdzie prelegenci wybierani są w otwartym naborze. – Jak dotąd nigdy nie narzekaliśmy na niedobór, raczej ciężko z kogoś zrezygnować, bo ramy czasowe jednak mamy ograniczone – zaznacza Maciej Róg. – Być może to atmosfera, stwarzana przez genealogów, sprzyja i przyciąga prelegentów – dodaje.

Składki to zdecydowanie za mało

Poza tym dla wielu towarzystw istotnym problemem są finanse. Składki, będące z reguły symboliczną comiesięczną wpłatą, wystarczają na niewiele. A wynajęcie sali na spotkania to niemały koszt. Markowski mówi, że pewną swobodę dała nowa ustawa o stowarzyszeniach, która pozwala towarzystwom zbierać darowizny. – Ale to nie rozwiązuje problemu w sposób definitywny. Nakłada też dodatkowe obowiązki względem Urzędu Skarbowego – zaznacza. Również w przypadku Opolskich Genealogów finanse to ważna kwestia. Oprócz poświęcenia własnego czasu przez członków Towarzystwa, a także innych wolontariuszy, nieocenioną pomocą są właśnie dobrowolne darowizny. – Warto zaznaczyć, że konferencję organizujemy w ramach działalności pożytku publicznego, nie otrzymujemy na to żadnej dotacji od władz – mówi nam Maciej Róg.

Także Maria Rągowska dostrzega kłopot, jakim są finanse towarzystw genealogicznych. – Wszystkie te, które utrzymują się ze składek, mają więc bardzo ograniczony budżet – mówi naszemu miesięcznikowi. Podobnie, jak w przypadku brzeskich konferencji, w Śląskim Towarzystwie Genealogicznym tylko dzięki współfinansowaniu projektów przez miasto i poświęceniu członków, możliwe są inne działania stowarzyszenia. – Niezbędna jest także fachowa obsługa księgowa. Jeśli nie ma odpowiedniej osoby w naszych szeregach, musimy płacić innym firmom – i to sporo – dodaje Rągowska.

fot. Igor Strojecki

Działalność wydawnicza

Przez 25 lat można było wiele przemyśleć. Nie tylko to, gdzie obecnie jest genealogia i jak bardzo, nie tylko jako hobby, ale także pod kątem naukowym, rozwinęła się w przeciągu ostatnich lat. Także cel działalności towarzystw genealogicznych mógł ulec zmianie. Czy nadal nadrzędną wartością powinna być popularyzacja genealogii? Maciej Markowski nie podziela tej opinii, uważa, że tego typu stowarzyszenia powinny skupiać się przede wszystkim na osobach już zainteresowanych genealogią. – Popularyzacja genealogii to wyjście poza nasze środowisko. Czy warto po raz kolejny usłyszeć, a po co mi ta genealogia? – pyta retorycznie Markowski.

Może więc organizacje genealogiczne powinny przede wszystkim zacząć pracę u podstaw? Zainteresować genealogią dzieci i młodzież? Nauczyć szacunku do archiwów rodzinnych, nakłonić do wsłuchiwania się w opowieści dziadków, wujków i dalszych krewnych? Nierzadko zdarza się, że początkujący genealog zderza się ze ścianą, a jego dotychczasowy światopogląd sypie się w perspektywie tego, kim byli jego przodkowie. Niepotwierdzone legendy rodzinne, brak szlacheckich korzeni czy słynny „dziadek w Wehrmachcie”.

Przede wszystkim edukacja?

W edukacji genealogicznej niewątpliwie pomaga także wydawanie publikacji, na co decyduje się coraz więcej stowarzyszeń genealogicznych. Śląskie Towarzystwo Genealogiczne ma Parantele, Opolscy Genealodzy Varia Genealogica, „Gniazdo” z Wielkopolski wydaje swój rocznik. Tym tropem podążyło także WTG. – Wznowiliśmy wydawanie naszego biuletynu Quaerenda, gdzie członkowie towarzystwa mogą publikować swoje artykuły i dzielić się doświadczeniem – mówi nam Michał Marciniak.

Z pewnością jednak takie wydarzenia, jak 25-lecie WTG czy cykl brzeskich konferencji, nie tylko będą popularyzowały samą genealogię, ale także pokażą, jak wielu jest rodzinnych poszukiwaczy. To z kolei może pomóc we współpracy na różnych płaszczyznach z archiwami czy innymi instytucjami.

Ponadto poznanie genealogicznego „know-how” jest ważne i dla początkującego, i dla bardziej zaawansowanego rodzinnego poszukiwacza. – Niewątpliwie pracy związanej z organizacją konferencji jest dużo, ale warto podejmować ten trud – mówi nam Maciej Róg. Z drugiej strony wolontariat, na którym opierają się towarzystwa, też niesie za sobą duże ograniczenia. – Każdy członek w każdej chwili może powiedzieć „przepraszam, mam działkę, wnuka, nie jestem w nastroju, chcę się zająć sobą albo rodziną” – dodaje Maria Rągowska. Maciej Markowski zauważa, że dopiero kiedy zaspokoimy potrzeby niższego rzędu, będziemy mogli skupić się na genealogii. – Poszukiwania przodków należy traktować jako potrzebę wyższego rzędu – kwituje. Może więc towarzystwa genealogiczne powinny skupiać się przede wszystkim na edukacji genealogicznej?